
Autor: Cassandra Clare
Cykl: The Chronicles of Castellane
Tłumacz: Anna Reszka


Tytuł: Glukozowa rewolucja
Tak się złożyło, że Glukozową rewolucję przeczytałam podczas świąt Bożego Narodzenia, ponieważ był to prezent dla jednego z domowników. Dodam, że był to podarek, który został zakupiony na wyraźne wskazanie partnerki tej osoby, ponieważ obdarowanemu książkę polecił lekarz.
Już sam fakt, że była to lektura zasugerowana przez medyka sprawił, że moje zainteresowanie wyraźnie wzrosło. Z zasady nie jestem wielbicielką poradników, ale chociaż nie mam wyraźnych problemów z cukrem, to tak jak większość ludzi zauważam jego wpływ na ciało zarówno od strony fizycznej, jak i psychicznej. Podsypianie po posiłku, uczucie ciężkości, problemy z wagą, ze snem, ze skupieniem, z wilczym głodem... Tak, to się czasami zdarza i mnie, zwłaszcza kiedy czuję, że jem bardzo niezdrowo. To wystarczyło, aby Glukozowa rewolucja została moją świąteczną lekturą.
Lubię poznawać młodych autorów, a Nena Mandziak według opisu jest początkującą pisarką i Nasza łąka to jej pierwsza książka. Kusiło mnie żeby poznać zarówno Agencję Wydawniczą Gajus, jak i debiutantkę, która w głównej roli swojej książki osadziła radosną i pozytywnie nastawioną nastolatkę, a osią lektury ustanowiła dojrzewanie. To brzmiało obiecująco!
Na pierwszej stronie poznajemy Emmę, która właśnie rozpoczyna naukę w nowej szkole w połowie semestru. Razem z nią dajemy się uspokoić jej mamie przed tym emocjonującym wyzwaniem, a potem poznajemy nowe osoby. Dziewczyna jest uśmiechnięta, spokojna, zadowolona z życia. Wraz z nią płyniemy przez książkę nienękani napięciem, dramatycznymi zwrotami akcji itd., skupiamy się na poszukiwaniu szczęścia wśród ciepłych ludzi i dobrych książek oraz na poznawianiu samych siebie, może też dowiadywaniu się co nieco z przeszłości, ponieważ fragmenty książki to historia poznania się rodziców Emmy. Kim jesteśmy i jakimi dorosłymi chcemy się stać? To doskonałe pytanie, które Nena Mandziak stawia zarówno przed bohaterami swojej książki, jak i czytelnikami.

Tytuł: Zapominamy. O działaniu pamięci i zaletach niepamiętania
Autor: Scott A. Small
Powiedzieć, że czekałam na Klątwę prawdziwej miłości, to nic nie powiedzieć. Finał Ballady o nieszczęśliwej miłości był emocjonujący - zaskakujący, nieco druzgocący, całkowicie zmieniający optykę. Chyba każdy czytelnik po jego lekturze zadawał sobie pytanie jak Stephanie Garber wybrnie z miejsca, w które wpakowała swoją główną bohaterkę? Czy dla Evangeliny jest przewidziane szczęśliwe zakończenie?
Kiedy Evangelina wybrała się w podróż na Cudowną Północ miała marzenia - chciała poznać krainę, w której wychowywała się jej mama, chciała sprawdzić jak opowieści matki mają się do rzeczywistości i miała nadzieję, że w ten sposób uwolni się od obiektu nieszczęśliwej miłości. Ku własnemu zdumieniu odnalazła tam swoją bajkę - wyszła za kochającego ją księcia, mieszka w zamku, nosi piękne ubrania, je przepyszne rzeczy... Problem w tym, że nie pamięta jak się w tej baśni znalazła. Jakim cudem spotkało ją takie szczęście i czy aby na pewno jest to takie bezbrzeżne szczęście jak wszyscy ją przekonują? Czy jej mąż chroni ją czy swoje tajemnice? Dlaczego osoba, która jest uznawana za wroga numer jeden nieustępliwie nawiedza Evangelinę? Cykl Baśni o złamanym sercu nie bez powodu otrzymał taki tytuł i w tym tomie dobitnie nam o tym przypomni, bo kiedy pojawia się trójkąt miłosny, tyle magii i władzy, nie ma możliwości, aby wszyscy byli usatysfakcjonowani... Pytanie czy każdy może być szczęśliwy? Czy każdy zachowa swoje serce i życie? Jak zakończy się ballada o Łuczniku i Lisicy?
Kołysanka dla czarownicy niesamowicie rozbudziła mój apetyt, potem dosłownie pochłonęłam Przysługę dla Czarnoksiężnika. Obie książki okazały się fenomenalne i sprawiły mi ogromną czytelniczą przyjemność. Dawno nie czytałam tak smakowitego polskiego urban fantasy, od którego dosłownie nie byłam w stanie się oderwać. Niewiele, bardzo niewiele, książek powoduje, że zarywam nocki. Wysoko cenię swój sen, ze względów zdrowotnych ogromnie go potrzebuje, a wykonywanie intensywnej pracy intelektualnej skutecznie wyklucza takie szaleństwa. Jednak raz na jakiś czas wykazuję się kompletnym brakiem rozsądku i coś takiego przytrafiło mi się właśnie z Klątwą dla demona Magdaleny Kubasiewicz. Niech już to będzie rekomendacją dla tego cyklu!
Klątwa dla demona nie zaczyna się niewinnie - najpierw słyszymy syrenią przepowiednię, potem dowiadujemy się o rytualnej klątwie z ofiarą z człowieka oraz dużej ilości złej magii skierowanej w nieznane miejsce, a co najgorsze, chociaż nikt nie może w to uwierzyć, wszyscy wiedzą kto jest sprawcą. Chociaż nie, najgorszym okazuje się to, że jedna ofiara to za mało i pojawiają się kolejne. Sytuacja wymyka się spod kontroli, robi się bardzo nerwowo, bo nie wiadomo co tak sumiennie tkana klątwa ma zniszczyć. Jakby tego było mało, wydaje się, że każdy gra w swoją grę, a Jagoda już nie wie czy jeszcze komukolwiek może zaufać. Każdy coś ukrywa, ale poważne pytanie brzmi - czyj sekret jest bardziej niebezpieczny?
Jagoda, nie chcąc stawiać wszystkiego na jedną kartę rzucała w tej chwili na stół trzy, choć tak naprawdę nie znała wartości żadnej z nich.
