
Tytuł: Kaori
Autor: Marta Sobiecka

Autor: Marta Sobiecka

Tytuł: Jedwabnik
Tytuł: Wołanie kukułki
Mejle Luli Landry uświadomiły mu - raczej jego trzewiom niż mózgowi - coś, czego nie zdołały uświadomić liczne zdjęcia: że na tamtej zaśnieżonej londyńskiej ulicy w zderzeniu z ziemią zginęła prawdziwa żywa śmiejąca się i płacząca istota. Przewracając strony kartoteki, Strike miał nadzieję, że zauważy przemykający cień mordercy, a zamiast tego ukazał mu się duch samej Luli spoglądający na niego - jak niektóre ofiary brutalnych przestępstw - zza resztek swojego przerwanego życia.


- Czas na zwierzenia, moja śliczna - szepnął Jeremi pochylając się nad ustami, które wyglądały na niedomknięte. - Chcesz mi coś powiedzieć? Mów, kwiatuszku, mów, nikt inny już cię nie wysłucha.
Niejednokrotnie już wspominałam, że świąteczne lektury to dla mnie zwykle pasmo nudy. Zdarzają się wyjątki, ale generalnie jest to tak schematyczna gałąź literatury, że na samą myśl przewracam oczami. Jednak i ja ulegam czarowi świąt, a jak wiadomo idealnym dopełnieniem mogłaby być dobra książka o tej tematyce. To właśnie słowo "dobra" budzi we mnie poszukiwacza, więc nie ustaję w odkrywaniu literatury o tej tematyce szukając złotego graala.
Chociażby dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok Zabójczych świąt. Jednak na korzyść książki przemawiało znacznie więcej, bowiem prawda jest taka, że nie znałam większości autorów, których opowiadania są w niej zamieszczone. Kojarzę ich nazwiska, a nawet twórczość, ale nigdy jeszcze się nie spotkaliśmy. To już dwa bardzo mocne powody by bez zbędnej zwłoki w końcu po książkę sięgnąć, więc co tu dużo mówić - nie zamierzałam stawiać oporu.
Zabójcze święta to zbiór 10 opowiadań, których autorami są w kolejności umieszczenia w książce - Grzegorz Kapla, Paulina Świst, Jacek Ostrowski, K.N. Haner, Adrian Bednarek, Małgorzata Rogala, Artur Urbanowicz, Joanna Jodełka, Alek Rogoziński i Magda Stachula, zaś Rafał Bielski napisał zręczny wstęp. Jak zwykle w takich książkach bywa, spodziewałam się, że część spodoba mi się bardziej, a część mniej, jednak przyznam szczerze, że oprócz moich preferencji i upodobań, widać było różnicę w poziomie opowiadań. Niektóre miały pomysł, inne bazowały po prostu na przemocy albo wyglądały jakby były wyrwane z większej całości, bez której tracą na kontekście, a tym samym na jakości.

Tytuł: Burza
Główną bohaterką Burzy jest Ewelina Zawadzka, samotna matka oraz właścicielka zakładu pogrzebowego. Jej życie w Młynarach jest na tym etapie już całkiem spokojne i ułożone. Jednak pewnego dnia harmonię miasteczka rujnuje burza, podczas której dochodzi do dwóch dramatycznych wydarzeń. Jednym z nich jest wypadek autobusu, a drugim znalezione ciało zamordowanej blogerki i naukowczyni akademickiej Marzeny Tolak. Kobieta przeniosła się do Młynar niedawno, ale Ewelina polubiła ją, a w dniu jej śmierci opiekowała się jej młodszą córeczką. Dlatego ta tragedia dotyka ją bardzo osobiście i trudno jest jej zaakceptować niezbyt szybkie i niespecjalnie efektywne tempo śledztwa. Okazuje się jednak, że ludzie ukrywają całkiem sporo sekretów...
Kobieta mogłaby mieć o to pretensje, gdyby nie fakt, że była martwa. Główną zaletą pracy w domu pogrzebowym było to, że nawet niezadowolony klient milczał jak grób.
Tytuł: Projekt Riese
Muszę uczciwie przyznać, że byłam pewna, że Remigiusz Mróz nie przepuści pandemii i da nam książkę z nią powiązaną, chociaż jego najnowsza powieść mocno mnie zaskoczyła. Przede wszystkim gatunkiem - wiedziałam, że autorowi zdarzały się już książki fantastyczne, ale żadnej jeszcze nie czytałam. Aż do teraz!
Gdybym miała opisać Projekt Riese jednym zdaniem to byłoby to "książka dziwna i szalona". Przygodę rozpoczynamy w samym kompleksie Riese, który naprawdę istnieje i znajduje się w Górach Sowich (część Sudetów, woj. dolnośląskie). Miejsce to jest niedokończoną realizacją nazistowskiego projektu budowlano-górniczego. Sam kompleks jest całkiem spory, składa się z kilku obiektów, hal, sztolni itd., które dzisiaj stanowią turystyczną atrakcję i swego rodzaju miejsce pamięci (przy budowie Riese pracowali więźniowie obozów). Do dziś cele tego projektu są owiane nutą tajemnicy, część dokumentów jest ponoć utajniona, a sama budowla budzi sporo emocji i wiele pytań bez odpowiedzi. To tu spotykają się główni bohaterowie książki pana Mroza. Kiedy po pewnych perturbacjach udaje im się opuścić niezbyt gościnne korytarze kompleksu, odkrywają, że świat, który zostawiali wchodząc do Riese nie jest tym samym, który zastali po wyjściu...

Ach, stęskniłam się za Stevie Bell i jej detektywistycznym zacięciem! Prawdę mówiąc, nie sądziłam, że jeszcze się spotkamy - wydawało mi się, że cykl Truly devious miał skupiać się na historii Ellinghamów i myślałam, że wraz z zakończeniem tej zagadki historia Stevie dobiegnie końca. Na moje szczęście Maureen Johnson miała inne plany i podczas pandemii (o czym można przeczytać w Podziękowaniach) napisała kolejną część przygód młodej pani detektyw! Dokąd zabierze nas Skrzynia w lesie?
Po dosyć spektakularnym rozwiązaniu zagadki Nieodgadnionego Stevie dostaje propozycję przyjrzenia się makabrycznemu i dosyć zagadkowemu morderstwu do którego doszło w 1978 niedaleko dawnego obozu dla dzieci Wonder Falls. Zabójstwo nastolatków z przeszłości, makabryczna skrzynia, czy to wszystko jest powiązane z wypadkiem, który miał miejsce chwilę wcześniej lub kolejnym, który wydarzył się później? Nowy właściciel terenu obozu zaprasza ją na miejsce, a młoda pani detektyw stawia tylko jeden warunek - przyjaciele jadą razem z nią. W efekcie Stevie, która woli mordercze wyzwanie niż nudną pracę w rodzinnej miejscowości, do której wróciła na czas letniej przerwy, ląduje na reaktywowanym obozie Sunny Pines wraz z bliskimi z Akademii. Nowa zagadka wymaga skrupulatnego przejrzenia źródeł, świeżego spojrzenia, sporej ilości odwagi i nowych koncepcji, a to nie takie łatwe w otoczeniu, w którym wciąż pamięta się ofiary i niechętnie dzieli się swoimi tajemnicami...
W wielu ukochanych powieściach kryminalnych Stevie detektyw zbiera w pokoju podejrzanych i wyjaśnia kto z nich nie jest, a następnie kto jest sprawcą. Stevie nigdy nie pojmowała, dlaczego podejrzani się na to godzą. „Chyba z nudów, bo akcja tych książek toczy się w przeszłości". Dzisiaj to zrozumiała. „Ludzie przychodzą, bo każdy chce poznać odpowiedź - zwłaszcza w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają, a zbrodnia kładzie się długim cieniem na ich życiu". By się dowiedzieć, kto zabił, warto opuścić film na Netflixie.
Tytuł: Wichry Camino
Pierwsza część tego cyklu czyli Wyspa Camino miała wszelkie predyspozycje by stać się sensacją uwielbianą przez wszystkie mole książkowe! Niestety, genialny pomysł, doskonale skrojeni bohaterowie, świetny klimat i bardzo dobry styl autora mnie nie wystarczyły, a to z powodu bardzo niesatysfakcjonującego zakończenia. Wciąż jednak nie traciłam nadziei, że tak dobra otoczka mogłaby przynieść coś ciekawszego w inaczej zbudowanej fabuły. Dlatego bez wahania sięgnęłam po Wichry Camino (jakby nie wystarczyły mi wyżej wymienione powody to jeszcze w dodatku John Grisham porusza temat tornada!).
Wichry Camino z powrotem przenoszą nas na wyspę Camino oraz do księgarni Bruce'a Cable'a. Bohaterów spotykamy podczas trasy promujące Tessę, najnowszą książkę Mercer Mann, którą poznaliśmy w poprzedniej części cyklu. Przystanek na Camino był dla Mercer i Bruce'a absolutnie oczywisty. Niestety trasę przerywa informacja o tym, że huragan Leo po raz kolejny zboczył z trasy i teraz kieruje się wprost na wyspę. Większość bohaterów pospiesznie ewakuuje się w wyspy, ale Bruce, podobnie jak Larry, Bob, Nick i Nelson decydują się pozostać. Leo niestety bezlitośnie demoluje piękną wyspę, powodując śmierć wielu osób. Jak się okazuje jedną z ofiar jest właśnie Nelson. Bruce jest wstrząśnięty, podobnie jak Nick i Bob, którzy towarzyszą mu kiedy dowiaduje się o tej tragedii. Mężczyźni szybko odkrywają, że albo Nelson miał wyjątkowego pecha, albo odpowiedzialny za jego śmierć wcale nie jest huragan. Niestety skutki Leo uniemożliwiają przeprowadzenie skrupulatnego śledztwa, a mężczyźni coraz mocniej utwierdzają się w przekonaniu, że były prawnik, który przed laty został pisarzem thrillerów, zginął z powodu swojej kolejnej książki...
Zacznę od nieoczywistej, a bardzo ważnej kwestii - Wichry Camino to wielki spoiler wydarzeń z Wyspy Camino. Nawiązania do tamtej historii są dosyć szczegółowe.
To, że pewnego dnia sięgnę po książkę Rachel Abbott było właściwie pewne, bo akurat książki tej pisarki pojawiają się na praktycznie każdym forum czytelniczym. Zaplanowałam rozpoczęcie tej przygody od ulubionego cyklu większości czytelników, których o autorkę pytałam, czyli od cyklu o Tomie Douglasie i tak też się stało, ale chochliki pomyliły mi książki i zamiast pierwszej części zaczytałam się w drugiej czyli Drodze ucieczki! Dopiero w połowie książki zobaczyłam swój błąd, więc nie było sensu już przerywać lektury i pozostaje mi mieć nadzieję, że nie straciłam zbyt wiele. Jeśli coś upraszczam lub czegoś nie dostrzegam z powodu czytania nie od początku to z góry przepraszam!
Pewnej nocy na bocznej drodze miasteczka potrącona zostaje czternastoletnia Abbie Campbell. Sprawca porzuca ciężko ranną dziewczynkę na poboczu pozostawiając ją na pastwę losu. To wydarzenie wywołuje wstrząs w mieszkańcach, ale także mnóstwo pytań. Tamtej nocy wiele się działo, a dochodzenie do prawdy okazuje się trudniejsze niż ktokolwiek się spodziewał. Wielu bohaterów wolałoby nie ujawniać gdzie było i co wtedy robiło, a w powietrzu groza wydarzenia wisi na równi ze strachem przed zdradzeniem własnych tajemnic. Jednak najbardziej niepokojącą jest myśl, że sprawcą potrącenia musi być ktoś z mieszkańców... Kolejne dni przynoszą kolejne zagadki, tajemnice, groźby i kłamstwa, które nieuchronnie prowadzą do nieszczęścia.
Zrobiłam sobie chwilowy odwyk od Chyłki, ale pomyślałam, że to dobry moment na inną książkę Remigiusza Mroza. Lot 202 kusił mnie od dnia wydania, miałam chęć na odmianę, a już nie pamiętam kiedy ostatni raz czytałam kryminał z historią o porwanym samolocie w roli głównej.
W Locie 202 wydarzenia są przedstawiane dwutorowo - z Opola oraz z Dreamlinera (czasami jeszcze pojawia się trzecia nitka z tym co dzieje się w Warszawie). Cała historia zaczyna się właśnie w mieście, w którym wciąż jeszcze świeże są historie znane czytelnikom z Behawiorysty oraz Iluzjonisty - dochodzi tam do wyjątkowo brutalnego aktu i trwają dyskusje czy było to szalone samobójstwo czy wyjątkowo wyuzdane morderstwo. Kiedy prowadzący śledztwo znajdują wskazówkę sugerującą, że w niebezpieczeństwie może być premier Polski, natychmiast usiłują powstrzymać go przed wejściem na pokład samolotu na Okęciu. Niestety to się nie udaje. Sytuacja wymyka się spod kontroli i rozpoczyna się wyjątkowo bezwzględny wyścig z czasem by dorwać odpowiedzialnych za to ludzi i sprowadzić samolot bezpiecznie na ziemię.
Od pewnego czasu mam wrażenie, że książki pana Mroza są coraz brutalniejsze - wydaje mi się, że Lot 202 nawiązuje bardziej do wspomnianych Behawiorysty i Iluzjonisty niż chociażby do Chyłki, W kręgach władzy czy choćby Hashtagu.
To też jedna z tych książek, w której dynamika jest zawrotna, wręcz nie nadążamy za kolejnymi wydarzeniami, nie ma właściwie ani chwili na przystanek i oddech, nieprzerwanie śmigamy przez kolejne kartki historii pochłonięci pragnieniem by poznać zakończenie.