Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elżbieta Dzikowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elżbieta Dzikowska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 sierpnia 2017

„Polska znana i mniej znana III” Elżbieta Dzikowska


Tytuł: Polska znana i mniej znana III

Autor: Elżbieta Dzikowska

Cykl: Polska znana i mniej znana
Tom: 3
Wydawnictwo: Wydawnictwo Bernardinum
Data wydania: 2017
Liczba stron: 340
Kategoria: Literatura podróżnicza
Ocena: 6-/10





Panią Elżbietę Dzikowską (i jej męża Tony'ego Halika) kojarzę najlepiej z programów kulturalno-podróżniczych Telewizji Polskiej, które czasami z przyjemnością oglądałam w dzieciństwie, przez mgłę pamiętam, że chyba kilka razy słuchałam także jej gościnnych audycji w radiu. Bodajże rok temu zobaczyłam, że program Pieprz i wanilia powrócił, ale już w TVN BiŚ. Dlatego z pewną nostalgią, przyjemnością choć i niepokojem sięgnęłam po trzecią część Polski znanej i mniej znanej, a wybrałam ten tom przez wzgląd na pewne piękne miasto w kujawsko-pomorskiem, z którego pochodzi cała moja rodzina, a ja z kolei zawsze wyszukuję wszelkich pozycji go opisujących. Zatem jak to było, przyjemność czy niepokój?

Zacznę od mniej oczywistej części czyli skąd mój niepokój? Elżbieta Dzikowska jest historykiem sztuki, kiedy robiła filmy w towarzystwie męża dało się to wyczuć, ale chętnie opisywali nie tylko architektoniczne, ale także naturalne ciekawostki. Nietrudno się domyślić, że choć mam za sobą 5 lat nauki historii sztuki, to jej fanką nie jestem, w odróżnieniu od natury, której miłośniczką jestem szczerą od zawsze. Obawy zatem dotyczyły głównie tego, że książka zasypie mnie tylko i wyłącznie szeroko pojętą sztuką z pominięciem natury i ku mojemu rozczarowaniu niestety tak się stało. Jednakże po uważnym przeczytaniu wstępu zdałam sobie sprawę, że częściowo sama jestem sobie winna, autorka bowiem napisała tam, że zamierza się skupić na kościołach, zamkach i warowniach, zatem choć dla mnie nie była to może zbyt miła niespodzianka, to jednak autorka uczciwie uprzedzała, a ja dalej czytałam na własne ryzyko. ;)

A jednak warto tu przyjechać, by poflirtować z historią. To się jej należy.