Tytuł: 451 stopni Fahrenheita
Autor: Ray Bradbury
Seria: Artefakty
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 2018
Liczba stron: 176
Tłumacz: Wojciech Szypuła
Kategoria: Fantastyka
Ocena: 9/10
Jedno z moich czytelniczych postanowień dotyczy czytania klasyki, a szczególne miejsce w tejże klasyce zajmuje klasyka fantastyki. W zeszłym roku spędziłam wspaniały czas z
Limes inferior Janusza A. Zajdla oraz zakończyłam znane
Mroczne materie Philipa Pullmana i obaj autorzy zaskarbili sobie moją ogromną sympatię. Tegoroczne wyzwanie postanowiłam zacząć z książką, której lekturę odkładałam latami, choć czeka na mnie na czytniku od przeszło czterech lat, a mowa o
451 stopniach Fahrenheita Ray'a Bradbury'ego.
Guy Montag jest strażakiem i jego głównym zadaniem jest palenie książek, które według oficjalnego przekazu są źródłem większości nieszczęść tego świata. Mężczyzna nie ma wątpliwości, nie zadaje pytań, a ze swoich zadań wywiązuje się wzorowo. Jednak pewnego dnia teraźniejszość zderza się z przeszłością i to w Montagu budzi wątpliwości. Kolejne wydarzenia i jego coraz większy sceptycyzm powoli przeradzający się w sprzeciw prowadzi go na drogę, z której nie będzie odwrotu. Jednak świat, w którym żyje, nie akceptuje dyskusji, a co dopiero oporu, i za taką postawę grozi śmierć.
- Czy czyta pan czasem książki, które pan pali?
Roześmiał się.
- To wbrew prawu.
- No tak. Naturalnie.
- To porządna praca. W poniedziałek spal Millay, w środę Whitmana, w piątek Faulknera. Spal ich na popiół, a potem spal popiół. To nasz oficjalny slogan.