Na pewno zdążyliście się już zorientować, że żadna ze mnie wielbicielka romansów. Co tu dużo pisać, większość z nich jest dla mnie niewiarygodna, schematyczna i po prostu nudna. Dlatego kiedy w prezencie od wydawnictwa otrzymałam Podróż przedślubną Christiny Lauren (a konkretnie duetu, który tworzą Christina Hobbs i Lauren Billings), miałam ogromne wątpliwości czy to będzie przyjemność, czy próba mojej cierpliwości. Jednak wiedziona zaufaniem do wydawnictwa Poradnia K oraz zaintrygowana opisem książki postanowiłam spróbować i ku mojemu zdumieniu duet pisarski dał mi wszystko czego od romansu mogłabym oczekiwać - było romantycznie, ale zaskakująco, wiarygodnie, zabawnie, a postacie miały wyraz. Potem był Wzór na miłość, który pod względem motywu głównego ogromnie przypadł mi do gustu. Temat był niesztampowy, dowcip faktycznie bawił, postacie okazały się świetnie zbudowane, no i rzecz jasna wątek romantyczny. Ten akurat nie był zaskakujący, ale całość i tak była dla mnie ogromnie satysfakcjonująca. Teraz więc przyszedł czas na Dziką przygodę!
Lily Wilder to energiczna dziewczyna, która mimo tego, że jest córką poszukiwacza skarbów, sama ledwie wiąże koniec z końcem. Żeby choć trochę poprawić swoją sytuację od kilku lat prowadzi wyjazdowe wycieczki po Parku Narodowym Canyonlands, co jest możliwe dzięki mapom, które przed laty narysował jej ojciec. Jednak teraz kiedy dowiedziała się, że jej ukochane ranczo jest wystawione na sprzedaż Lily marzy tylko o tym by zdobyć pieniądze, które pozwolą jej je odkupić. Niespodziewanie na jednej z jej wypraw pojawia się Leo, mężczyzna, którego przed lata pokochała, a który z dnia na dzień zniknął z jej życia. Kiedy Lily i Leo próbują odnaleźć się w tej sytuacji, ktoś odmienia ich wycieczkę w dziką wyprawę, która z każdą chwilą staje się coraz bardziej kusząca, ale i niebezpieczna.
- Jak myślisz, co teraz się dzieje w sieci? - zapytał Walter, marszcząc brwi i uważnie obserwując podłoże, po którym stąpał.
- To samo co każdego dnia - stwierdził Leo. - Ktoś się wścieka. Ktoś peroruje. Ktoś wrzuca memy z kotami.
- A ktoś na Instagramie publikuje zrobione w łazience zdjęcie z gołą klatą - uzupełnił Bradley
- Połowa twojej tablicy to łazienkowe fotki z gołą klatą - przypomniał mu Leo, wybuchając śmiechem.
- Wcale nie połowa - odparł z wyrzutem Bradley
- Te cholerne prostopadłościany zamieniają was w zombiaki - stwierdziła Nicole. - Instagram, Twitter... Jeśli tak bardzo ich nie znosicie, to po prostu je skasujcie i cześć pieśni!
- Oczywiście, że ich nie znosimy - odpowiedział ze śmiechem Bradley. - Właśnie po to się tam logujemy: żeby poczuć się lepiej od innych i powkurzać się na ich głupotę.
