Tytuły: Martwe jezioro, Czy ten rudy kot to pies?
Autor: Olga Rudnicka
Cykl: Martwe jezioro
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2008, 2009
Liczba stron: 231, 232
Kategoria: Literatura piękna (ja bym się skusiła na obyczajową)
Ocena: 6/10
To moje pierwsze spotkanie z autorką. Niezwykłym zbiegiem
okoliczności przyjaciółka przyniosła mi najwcześniejsze książki pani
Rudnickiej, a kilka dni później w księgarni zobaczyłam jej najnowszą książkę Były sobie świnki trzy. Będę musiała
zdobyć ją w bibliotece, bo Martwe Jezioro
oraz Czy ten rudy kot to pies?
przypadły mi do gustu.
Główną bohaterką Martwego Jeziora jest Beata – singielka w kwiecie wieku, która po wieloletnim
wyobcowaniu na łonie rodziny i otrzymaniu zaskakującego wyniku badania krwi
postanawia sprawdzić czy aby na pewno jest córką ludzi, którzy podają się za
jej rodziców. Wspierana przez najlepszą przyjaciółkę i jednocześnie współlokatorkę Ulę oraz jej
rodzinę wynajmuje prywatnego detektywa. Niespodziewanie Beata dostaje
zaproszenie na ślub siostry, w czym upatruje doskonałą szansę do poznania
prawdy.
Jak książka się skończy? Zaskakująco. :)
Opisany wątek kryminalny nie był może skomplikowany, ale właściwie mnie przekonał. Bardzo natomiast
podobało mi się to, że autorka swobodnie wymieszała poważne sytuacje z żartami
sytuacyjnymi i naprawdę wyszło jej to bardzo dobrze.
Jack obserwował ją w
milczeniu. Teraz zaczynał rozumieć dowcip, że mężczyzna nigdy nie żyje w
monogamii. Żeni się z jedną kobietą, a dostaje dziesięć. Z drugiej strony, czy
naprawdę można poznać drugiego człowieka? Może cały urok w tym, żeby każdego
dnia odkrywać coś nowego?
Inaczej jest z Czy ten
rudy kot to pies? Ta książka jest zdecydowanie bardziej zabawna i mniej
mroczna niż Martwe Jezioro. Główną
bohaterką jest tutaj Ula – przyjaciółka Beaty. Ula ma naturalny talent do
pakowania się w kłopoty i o tym właśnie jest ta książka. Jest zagadka, ale do
odgadnięcia w połowie książki. Mi natomiast, mimo pewnych absurdów, przypadł do gustu humor w
książce. Wielokrotnie się uśmiechnęłam podczas jej czytania. Lekko i przyjemnie, a zatem zgodnie z
zapowiedzią!
Na kolanach szoruję
podłogę w kuchni. Wiesz, miska z wodą, szmata, te klimaty, a tu wchodzi
Mariusz, patrzy, patrzy i nagle pyta: "Myjesz podłogę?". No to mówię,
że nie, skądże znowu. Tak sobie postawiłam na środku kuchni miskę z wodą, żeby
ożywić wnętrze, a klęczę nad nią tylko po to, aby zrobić sobie inhalację,
używając środków chemicznych.
Zgadzam się z wieloma osobami przede mną – Olga Rudnicka ma naprawdę
lekkie pióro.
Te dwie książki nie są zbyt ambitne i nie mają skomplikowanej treści, ale
są zabawne, a przy martwym jeziorze czasami naprawdę zrobiło mi się nieswojo o
co przecież chodziło. Dla mnie przyjemna i wesoła choć niedługa przygoda – polecam!