zdjęcie pochodzi ze strony findmadeline.com
W maju tego roku od porwania Madeline McCann minie 12 lat.
Kiedy porwano Maddie byłam w gimnazjum. Oglądając ten serial sama nie mogłam się nadziwić, że tak wiele z tego okresu pamiętam. Uczciwie przyznaję, że zaginięcia wyjątkowo mocno mnie przerażały, ale i zadziwiały. Po pierwsze pamiętam serial Bez śladu, który wiele lat temu regularnie oglądałam. Było w nim bardzo obrazowo przedstawione jak ludzie znikają i jak różne są ich losy. Zdarzały się ucieczki, zdarzały się porwania, ale również zdarzały się nieszczęśliwe wypadki czy morderstwa. Po drugie pamiętam dezorientację najbliższych, którzy nie wiedzieli, która z powyższych opcji spotkała zaginionego. Dramatyczne wydarzenia i wielkie emocje.
Zaginięcie Madeline, co zresztą podkreślają twórcy serialu, to sprawa, z którą wiele osób się identyfikuje. Rodzinne wakacje w pięknej, ciepłej Portugalii, kurort blisko plaży, kilkoro znajomych rodzin z dziećmi. Wieczorem rodzice, po położeniu pociech do łóżek, wychodzą na wspólną kolację, jest dobre śródziemnomorskie jedzenie, trochę wina, ale dorośli co jakiś czas chodzą spokojnie zajrzeć do swoich dzieci i sprawdzić czy śpią. Podczas jednej z takich wizyt odkrywają, że dziecko zniknęło. Po prostu go nie ma. Rozpłynęło się w powietrzu. Czujecie tak jak ja, że to de facto mogłoby się przytrafić każdemu z nas?
To była jedna z przyczyn dla których historia Maddie obiegła tak szybko cały świat - współczucie i poczucie wspólnoty w zagrożeniu.
