
Cykl: Kate Daniels
Tłumacz: Kaja Makowska

Ukochane równanie profesora od dłuższego czasu było na mojej liście książek do przeczytania. Po pierwsze, lektura zdobywała ogromnie dużo wyrazów uznania. Po drugie od dawna kusiło mnie, aby spróbować z książką od Wydawnictwa Tajfuny, które w czytelniczym środowisku uchodzi za jedno z niewielu wydawnictw niezawodnych. Jest niewielkie, nie wydaje hurtowo, ceni się, ale jednocześnie daje nam dokładnie to czego pragniemy - doskonale wydaną literaturę. To czy ona nam się spodoba, to już inna para kaloszy, ale z całą pewnością jakość wydania jest dokładnie taka, jak wydawnictwo obiecuje. Po trzecie, jak dotychczas miałam bardzo niewiele okazji, aby poznać japońskiego pisarza, więc spotkanie z Yōko Ogawą, zdobywczynią niejednej nagrody literackiej, kusiło mnie ogromnie. Po czwarte, może to powód prozaiczny, ale bardzo lubię matematykę, a niezwykle rzadko jest ona elementem literatury nienaukowej. To wszystko sprawiło, że intensywnie szukałam szansy na przeczytanie Ukochanego równania profesora i w końcu szczęście się do mnie uśmiechnęło.
Niektóre liczby są bardzo nieśmiałe. Nigdy nie ukazują się ludzkim oczom. Ale są w naszych sercach i swoimi małymi rączkami robią wszystko, by przysłużyć się światu.
Tytuł: Niedźwiedzi bóg 2011
Autor: Hiromi Kawakami
O tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi o sile 9 stopni w skali Richtera, które wywołało falę tsunami, co spowodowało katastrofę w elektrowni jądrowej Fukushima, mówi się już dzisiaj niewiele. Większość z nas, Europejczyków, z uwagą obserwowała tę dramatyczną sytuację w 2011 roku, ale po czasie straciliśmy zainteresowanie. Czarnobyl - to było wydarzenie, którym emocjonujemy się jeszcze dziś, ale Fukushima w odległej Japonii, choć zyskała swą złą sławę, to dzisiaj częściej jest figurą w dyskusji niż czymś czemu faktycznie poświęcamy myśl lub dwie. Tymczasem w Japonii przeżywano to zupełnie inaczej. Jak możemy przeczytać we wstępie Karoliny Bednarz, Japończycy dzielą swoją historię współczesną na okres sprzed 11 marca 2011 i po. Pod wpływem tego wydarzenia Hiromi Kawakami zdecydowała się na ponowne spisanie opowiadania Niedźwiedzi bóg, które rozpoczęło jej pisarską karierę, ale tym razem, z odniesieniami do nowej codzienności. Ostatecznie Niedźwiedzi bóg 2011 to krótka książka, która składa się z dwóch wersji tego samego opowiadania - tej z 1994, i tej po wydarzeniach z 2011 roku. Dodatkowo otrzymujemy japoński tekst oryginalny.
Przyznaję, że do lektury książek Leigh Bardugo szykowałam się naprawdę długo. Powodów było kilka. Po pierwsze, obawiałam się, że jeśli sięgnę po jej twórczość na fali czytania innych, bądź co bądź podobnych tematycznie, to ulegnę pokusie nadmiernego porównywania. Po drugie, to jedna z ostatnich autorek tworzących jeden z moich ulubionych gatunków książkowych na światowym poziomie, której jeszcze nie poznałam, więc pojawiła się we mnie obawa, że to wszystko się skończy!
Jednak nadchodzący serial od Netflixa (premiera 23 kwietnia) zmotywował mnie do lektury, bo co jak co, ale nie chciałam stracić możliwości zakochania się w trylogii przez spoilery, których na fali serialu trudno uniknąć. Na szczęście zdążyłam, 3 książki pochłonęłam w kilka dni, a tak długi czas wynikał głównie z innych zobowiązań, które nie pozwoliły mi czytać tak długo jak miałam chęć.
Co jest nieskończone? Wszechświat i ludzka zachłanność.
O Glorii Steinem pierwszy raz przeczytałam dawno temu na BookHunterze. Nie pamiętam już kto recenzował książkę, ale wiedziałam, że naprawdę muszę ją przeczytać. Od tego czasu nieustannie z tylu głowy miałam myśl o Moim życiu w drodze, która w końcu się zrealizowała.
Muszę jednak szczerze powiedzieć, że nie jestem wielbicielką biografii, a autobiografie budzą we mnie jeszcze bardziej sprzeczne emocje. Jednak o Glorii Steinem słyszałam tyle, że czułam, że przyszedł czas na tę książkę. Chciałam poznać kobietę, którą nazywa się matką feminizmu XX wieku. Przyznam Wam szczerze, że jak dla mnie Gloria rozpoczęła swoją książkę z wysokiego C i na początku pomyślałam, że może być ciężko, bo chyba mamy nieco inne spojrzenie na życie. Jednak z każdą kolejną stroną czułam, że ta kobieta mnie zna, rozumie, akceptuje (niezależnie od naszych różnic!), widzi świat takim jaki jest, a jej sposób na życie i poszukiwania sensu, inspiracji są podobne do tych, które wyznaję ja. Nie powiem, że zgadzam się z nią we wszystkim, ale z całą pewnością znalazłabym z nią wspólny język. Moje życie w drodze książka to opowieść o życiu Glorii, jej droga od dzieciństwa do miejsca, w którym znalazła się kilka lat temu, ale także historie pozostawione czytelnikowi do dyskusji i do zastanowienia. Zdecydowanie - nie zawiodłam się na tej książce, pani Steinem zabrała mnie w niesamowitą podróż.
Chciałam uciec od mojego podróżniczego dzieciństwa, a jednak podróżowałam i odkrywałam, że zwyczajni ludzie są mądrzy, że mądrzy ludzie są zwyczajni, że najlepsze decyzje podejmują ci i te, których one dotyczą, i że istoty ludzkie mają niemal nieskończoną zdolność do dostosowywania się do oczekiwań, które nas otaczają - co jest wiadomością zarazem dobrą i złą.
Znam Anne Bishop z fenomenalnego cyklu Inni. Uwielbiam go z wielu powodów i nie przestaje mnie zadziwiać jak zręcznie autorka sprawiła, że odliczałam godziny do wydania każdej kolejnej części tego cyklu. Rzadko zdarza mi się taka niecierpliwość, a jednak choć Inni nie są bez wad, to pokochaliśmy się od pierwszej strony. Po tym wielotomowym romansie postanowiłam, że czas spróbować z nowym cyklem autorki - Tir Alainn - i przekonać się czy pomysł pani Bishop ponownie zawróci w moim serduszku, czy to jednak wciąż wydarzenie zarezerwowane na wyjątkowe okazje!
Mieszkańcy Tir Alainn widzą jak kolejne ścieżki łączące ich ze światem ludzi znikają. Kiedy droga się skrywa, znika również ta część Tir Alainn, która do niej przylega. Nikt nie wie co się dzieje z tymi utraconymi miejscami, nie wiadomo też też czy zamieszkujący je fae wciąż żyją. Pewnego dnia Łowczyni Dianna zauważa, że droga niedaleko jej klanu również zaczyna zanikać, osnuwa ją złowróżebna mgła, która zawsze prowadzi do oddzielenia. Zmartwiona z całych sił próbuje odnaleźć sposób by to zatrzymać. Tymczasem w świecie ludzi osierocona 17-letnia wiedźma rozpaczliwie usiłuje zarobić na swoje utrzymanie. Mieszkańcy miasteczka nie należą do szczególnie wdzięcznych ludzi, a Ari ciężko jest poradzić sobie samej ze wszystkim. Gdyby babka lub matka wciąż żyły na pewno by jej pomogły, ale niestety... Pewnego dnia przeczuwająca nadchodzące zło Ari, niechcący wplątuje się w historię z miłosną magią, co jest jej bardzo nie na rękę. Dziewczyna wie, że magii miłosnej nie wolno odrzucać dlatego decyduje się na mały podstęp, który ostatecznie może ją sporo kosztować... W tym samym czasie w innej części kraju grasuje Młot na czarownice. Nie stroniący od okrucieństwa, podstępu i przemocy mściwy inkwizytor, który nade wszystko pragnie wytępić wszystkie czarownice, morduje je jedną po drugiej. Zbieraczka Morag, która zbiera dusze zamordowanych czarownic do Krainy Wiecznego Lata, wędrując po ludzkiej części świata zaczyna zauważać niepokojący schemat...
To Śpiąca Siostra, pomyślała ze smutkiem. Pani Snów. Ale niektóre sny znajduje się w sercu, nie we śnie, a są na nie podatni także niektórzy Fae. On cię nie szukał, Morphio.
Już na studiach sporo uwagi poświęca się zagadnieniu prezentowania wyników. Oczywiście istotne jest to co zrobiliśmy i co nam wyszło, ale nie mniej ważne jest to jak przedstawimy to światu. Esencją tego zagadnienia jest dla mnie etap doktoratu, podczas którego generuję bardzo dużo, nie raz bardzo różnorodnych, wyników, a ich prezentacja stanowi spore wyzwanie. Nietrudno wtedy wpaść w różne pułapki, z których chyba najbardziej podstępną jest pokazywanie czego to się nie zrobiło, co często jest niekorzystne i dla przedstawianego projektu, i dla słuchacza, którego uwagę szybko można stracić.
Nie mniej ważną kwestią jest ilustracja otrzymanych wyników. Czasami kusi nas robienie przepięknych wykresów, często przeładowanych informacjami, skrajnie skomplikowanych i nieczytelnych dla odbiorcy. Innym razem po prostu popełniamy w nich błędy - bardzo często widać to w mediach, które w ostatnich latach są pod tym względem, naprawdę bardzo niechlujne. O problemach z wizualizacją danych powstało wiele książek, można było o tym przeczytać chociażby w ostatniej książce Janiny Bąk Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?
Ja również nie czuję się w tej kwestii
specjalistką. Według mnie moim słabym punktem jest historia.
Tworzę już coraz lepsze, prostsze, bardziej czytelne, a
jednocześnie naukowe wykresy, natomiast brakuje mi naturalnej
umiejętności przestawiania swoich wyników jako spójnej,
logicznej, i co najważniejsze, ciekawej historii. Żeby nie było
wątpliwości, dane i wyniki są świetne, tutaj zawodzę ja - zbyt
chętnie popadająca w dywagacje i opowiadająca o zagadnieniach
technicznych.
Jako, że do bycia szeryfem analizy danych jeszcze mi daleko to poszerzam swoją wiedzę, a o książce,
o której dzisiaj Wam opowiem, słyszałam wiele od dnia jej wydania
w języku angielskim. Wskazywano ją jako pełny, staranny i bardzo praktyczny poradnik tego jak surowe dane przetwarzać w skuteczne wykresy, a następnie we właściwy sposób przedstawiać to co z tych grafik wynika. Dlatego nie wahałam się ani chwili - Storytelling
danych musiał być mój!
Tytuł: Powódź
Był taki okres kiedy recenzje Powodzi Pawła Fleszara widziałam na niemal co drugim blogu książkowym. Byłam nieco zaskoczona aż tak pozytywnymi recenzjami, ale z drugiej strony miałam chęć się skusić. Jako, że książka była niedługa w końcu to się udało, więc dzisiaj opowiem Wam jakie są moje odczucia po lekturze. :)
Przede wszystkim trzeba przyznać, że pan Fleszar miał ciekawy pomysł na fabułę. Kris, główny bohater Powodzi, tknięty pewnym przeczuciem wyrusza do Krakowa w poszukiwaniu powodów, dla których jego dawny przyjaciel popełnił samobójstwo. Po drodze wojskowy napotyka sporo trudności, jeszcze więcej tajemnic oraz zaskakujących zwrotów akcji i okazuje się... No właśnie, co się okazuje? Czy lata podczas których dawni przyjaciele nie mieli kontaktu coś zmieniły? Czy odmienili się oni sami? Czy tak naprawdę warto wracać do wspomnień? Zaś w tle nawarstwiających się niepewności i zagadek mamy coraz wyższy poziom wody w Krakowie i całkiem realną wizję powodzi...
Tytuł: Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi
Ten reportaż trafił na mój czytnik niedługo po wydaniu, ale musiał chwilę na swoją kolej poczekać. Dopiero kilka dni temu, na fali wiadomości dotyczących wydarzeń na Białorusi, ten ebook wpadł mi w oczy, więc niewiele myśląc rozpoczęłam lekturę.
Ojczyzna dobrej jakości to zbiór 11 reportaży pod redakcją Małgorzaty Nocuń. Każdy z nich porusza nieco inne zagadnienie i kto inny jest jego autorem. Dzięki temu jest naprawdę różnorodnie i moim zdaniem każdy znajdzie tutaj jakiś wyjątkowo interesujący fragment! Niektórzy twierdzą, że przez to zbiór nie tworzy całości, ale ja widzę to tak, że zbiór reportaży o Białorusi powinien opowiadać o Białorusi, a ten robi to. Oczywiście reportaże nie są sobie jakościowo równe i chociaż wszystkie, co do jednego, poruszają interesujące tematy, to faktycznie część jest jak dla mnie odrobinę przegadana, ale to są już bardzo indywidualne oceny.
Według mnie, Ojczyzna dobrej jakości była dobrą lekturą na bardzo wstępne poznanie Białorusi, dla ludzi takich jak ja. Nie zamierzam Was oszukiwać - o tym kraju wiem naprawdę bardzo niewiele. W zasadzie Białoruś była mi znana głównie z zagadnień powiązanych z polityką, więc jestem bardzo zadowolona, że w tej książce nie było jej aż tak wiele. Choć oczywiście nie może być tak, że polityki nie ma wcale, bo temat reportaży jest z nią nierozerwalnie połączony.