
Tytuł: How to make friends with the dark
Autor: Kathleen Glasgow
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 2022
Liczba stron: 400
Tłumacz: Ewa Bobocińska
Kategoria: Literatura młodzieżowa
Ocena: 8+/10
Najczęściej jeśli sięgam po młodzieżówki to po te fantastyczne, ale raz na jakiś czas próbuję się z prawdziwą młodzieżówką, taką "twardo stąpającą po ziemi". Zwykle wybieram wtedy cięższe tematy szukając pozycji, które niosą jakiś głębszy, bardziej wartościowy przekaz, zwłaszcza, że wierzę, że nastoletni czytelnik zasługuje na najlepszą, najmocniej przemyślaną literaturę. Nasza młodzież jest najczęściej bardzo inteligentna, szuka odpowiedzi, wsparcia, pomocy również w literaturze, więc powinniśmy ze wszech miar się starać dać im do takich pozycji dostęp. O How to make friends with the dark słyszałam więcej niż bym się spodziewała i to zarówno od młodszych, ale i starszych czytelników. W dodatku były to niemal wyłącznie pozytywne opinie oraz ostrzeżenia, że jest to naprawdę poruszająca książka, wręcz do łez. Uznałam więc że to doskonała pozycja na start, ale trochę nie doceniłam zasłyszanych ostrzeżeń... Czytanie tego w miejscu publicznym okazało się nie najlepszym pomysłem.
Tiger ma poczucie, że jej życie nie jest zbyt ekscytujące. Mieszka sama z mamą, kiepsko układa im się finansowo i ratują się na różne, mniej lub bardziej sensowne sposoby. Ma najlepszą przyjaciółkę Cake, podkochuje się w pewnym chłopaku, jest trochę wyśmiewana w szkole przez ubrania z drugiej ręki, ale jej życie nie jest złe. No, może byłoby nieco lepsze gdyby jej mama nie była tak nadopiekuńcza.
Tamten dzień był wyjątkowy. Postawiła się mamie. Pokłóciły się. Spotkała się z chłopcem, o którym wiele w ostatnim czasie myślała. Po czym dowiedziała się, że jej mama umarła i została sama. Sieroty w wieku szesnastu lat, nadal są sierotami, więc system od razu obejmuje Tiger opieką. Tak dziewczyna trafia do kolejnych miejsc opieki zastępczej. Samotna, pełna żalu, bólu, cierpienia, po stracie mamy i ich dotychczasowego wspólnego życia. Z ciągłym powracaniem myślami do kilku momentów, do ich ostatniej rozmowy, do jej tajemnic. System nie jest litościwy, a Tiger idealna. To co czuje ciągnie ją w dół, pochłania wszystko na swojej drodze w zupełnie niewyobrażalny dla nastolatki sposób. Wszechogarniająca żałoba, dramatyczne historie innych dzieci i strata tak wielka, tak głęboka, że nie do uniesienia. Jak Tiger ma żyć dalej sama? Czy jeszcze cokolwiek ją czeka? Czy tylko kolejne domy zastępcze, kolejne smutne historie, kolejne dni pełne napięcia czy nie zostanie przeniesiona, dalsze odliczanie dni od śmierci mamy i tak do osiemnastki? A potem?
I naprawdę znajduję pociechę w tym, że może kiedy umrzemy,
to odzyskamy wszystko, co straciliśmy, na przykład nogi albo rodziców,
albo córki, albo nawet mamę, i będziemy mieli tyle lodów, ile tylko zechcemy,
w końcu, i to ani trochę nie będzie bolało.