Nie indoktrynuj własnych dzieci. Naucz je myśleć samodzielnie, naucz je oceniać dowody i naucz je nie zgadzać się z tobą.
- Bóg urojony, Richard Dawkins -
Nie indoktrynuj własnych dzieci. Naucz je myśleć samodzielnie, naucz je oceniać dowody i naucz je nie zgadzać się z tobą.
- Bóg urojony, Richard Dawkins -

Tytuł: W mroku płytkich kłamstw
Siedemnaście lat temu w paranormalnym Cachette pomiędzy równonocą w marcu a równonocą we wrześniu w ośmiu rodzinach urodziło się dziesięcioro dzieci nazywanych Dziećmi Lata. Jednym z tych dzieci jest Grey, która teraz wraca do maleńkiego miasteczka tylko podczas wakacji. Nastolatka zawsze czuła, że to w La Cachette jest jej miejsce na świecie i ma nadzieję, że po ukończeniu osiemnastu lat powróci tu na stałe. Jednak te wakacje będą inne niż wszystkie - najlepsza przyjaciółka i bratnia dusza Grey zaginęła bez śladu. Gdzie zniknęła Elora i jak to możliwe, że w miasteczku pełnym jasnowidzów nikt nie potrafi powiedzieć jej co stało się z jej niemal siostrą? Rzucone oskarżenia zmieniają także relacje wśród jej przyjaciół, a pojawienie się nieznajomego uświadamia jej, że jeszcze niewiele wie zarówno o swoich sąsiadach, jak i o sobie samej. Tajemnice i kłamstwa coraz ciaśniej oplatają La Cachette, gdy okazuje się, że zniknięcie Elory może być związane zarówno z dramatem sprzed lat jak i zwiastować burzę, która pochłonie jeszcze więcej ofiar.
Bo nawet jeśli sekrety, które chowamy w kieszeniach, nie są nasze, ich ciężar może nas zatopić.
11 września to data, która wryła się w pamięć większości z nas. Nawet Ci którzy nie pamiętają co i gdzie wtedy robili, wiedzą, że jest to dzień, który zmienił świat. Po latach mam jednak wrażenie, że coraz mniej pamiętamy o historii, która wydarzyła się 21 lat temu, co może się okazać dla nas zgubne...
Po lekturze monumentalnych Wyniosłych wież. Al-Kaidy i ataku na Amerykę Lawrence'a Wrighta (koronkowa robota na najwyższym poziomie, przedstawiona na 640 stronach i brawurowo przetłumaczona przez Agnieszkę Wilgę) wiem, że nic lepszego na temat 11 września nie przeczytam, ale postanowiłam dać szansę książce, która w Polsce została wydana w związku z 20. rocznicą zamachów. Trzeba przyznać, że jest to kolejna potężna cegła - ponad 700 stron, ale przy tym ma ona ponad 900 przypisów, co zajmuje całkiem sporo końcowych stron. Podczas czytania miałam luźną refleksję, że takie książki w Polsce powstają niezwykle rzadko. Tymczasem tutaj mamy do czynienia z drugą już pozycją na ten sam temat i napisaną z tak wielkim rozmachem. Jednak czy na ten sam dokładnie temat?
Cytował [historyk Ian W. Toll - przyp. aut.] Johna H. McGorana, marynarza z pechowego pancernika USS California: "Nie da się tego opowiedzieć jeśli tego nie przeżyłeś; jeśli zaś tam byłeś, słowa są zbędne"
Co tu dużo pisać - po lekturze Jagi byłam pewna, że pani Miszczuk będzie ten wątek kontynuować. Książka została przez czytelników przyjęta bardzo ciepło, a do chóru pochwalnych głosów przyłączyłam się i ja, bo prawdę mówiąc Jaga przypadła mi do gustu o wiele bardziej niż główne części cyklu (Szeptucha-Noc kupały-Żerca-Przesilenie). W Gniewie kontynuujemy przygody młodej Jarogniewy, która w późniejszych tomach jest mentorką Gosławy. Jednak póki co, Jaga jest wolna od Gosi (dziewczyna pojawia się zaledwie kilka razy i to bardziej jako głos niż istotna dla fabuły postać) i to ogromnie jej służy. Chociaż może nie do końca, bo młoda Jaga zaczyna się nudzić i prosić o jakieś wydarzenia... Kobieta dosyć szybko uświadamia sobie, że należy uważać z życzeniami - martwa klientka psuje jej biznes, podejrzane praktyki religijne zmuszają ją do obcowania z bogami, zamieszanie z rodziną pewnego kapłana sprawia, że niechcący staje na ślubnym kobiercu, a na to wszystko pojawia się Swarożyc, który zawsze istotnie wpływa na jej życie. Życie szeptuchy błyskawicznie staje się wręcz nadmiernie rozrywkowe...
(...) Skóra boga była rozpalona, jakby trawiła ją wysoka gorączka. Albo jakby krew gotowała mu się pod skórą. W zasadzie obie te możliwości były prawdopodobne. Boska fizjologia to raczej zagadka niż powszechnie znany zestaw faktów.
- Nie żartowałem. Naprawdę mogę ich spalić. - powtórzył.
- Wiem, nawet mam ochotę ci na to pozwolić. Tylko że tak nie działa ludzki świat.
Nocą słyszę, jak coraz bliżej
drżąc i grając krąg się zaciska.
A mnie przecież zdrój rzeźbił chyży,
wyhuśtała mnie chmur kołyska.
A mnie przecież wody szerokie
na dźwigarach swych niosły płatki
bzu dzikiego; bujne obłoki
były dla mnie jak uśmiech matki.
Krąg powolny dzień czy noc krąży,
ostrzem świszcząc tnie już przy ustach,
a mnie przecież tak jak i innym
ziemia rosła tęga — nie pusta.
I mnie przecież jak dymu laska
wytryskała gołębia młodość;
teraz na dnie śmierci wyrastam
ja — syn dziki mego narodu.
Krąg jak nożem z wolna rozcina,
przetnie światło, zanim dzień minie,
a ja prześpię czas wielkiej rzeźby
z głową ciężką na karabinie.
Obskoczony przez zdarzeń zamęt,
kręgiem ostrym rozdarty na pół,
głowę rzucę pod wiatr jak granat,
piersi zgniecie czas czarną łapą;
bo to była życia nieśmiałość,
a odwaga — gdy śmiercią niosło.
Umrzeć przyjdzie, gdy się kochało
wielkie sprawy głupią miłością.
- Z głową na karabinie, Krzysztof Kamil Baczyński -
Trzask karabinów
łamane sucho metaliczne trzciny,
wiatr ostre złamki ciska do stóp drzewom
Drzewa zwichrzone w obręczach zygzaków,
wiry łomotu w zszarpanych koronach,
klucze pocisków - z szumem, krzyki ptaki.
Dymy i rzeczy zgubiły kształt - lecąc
Pnie, liście, korzenie, gałęzie, wykroty
ryją w pamięci noc i zapadliska.
Huk fioletowy - płaty nieba w ziemię,
w tańcząc niebo ziemia - kłęb wyprysków.
Dyszące gardła rozpalonych pieców
zrzucają zgrzyty fruwając z furkotem.
W powietrzu roje szczerniałych kraterów,
z błysku i ognia uplecione płody
wyjącą przestrzeń w ślepe zgłuchałe klatki.
I wtedy w bramach między dniem a mgłami
dzieciństwo krągłe pozłacane w zbożach
i całe życie leży w trawie szkliste (...)
- Trzask karabinów, Zdzisław Stroiński -
Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.
- Nic dwa razy. Wybór poezji, Wisława Szymborska -