sobota, 4 lutego 2017

„Szeptucha” Katarzyna Berenika Miszczuk


Tytuł: Szeptucha

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk


Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2016
Liczba stron: 352
Kategoria: Fantastyka, fantasy
Ocena: 6/10




Sięgnęłam po Szeptuchę, bo jestem zakręcona na tle wszelkich religii, wierzeń i podań, a książka Katarzyny Bereniki Miszczuk to zdecydowanie "takie" klimaty.

Książka od początku dała mi do myślenia - pytanie o to "co by było gdyby nie Polska nie przyjęła chrztu" jest naprawdę świetne. Alternatywna rzeczywistość spodobała mi się nieco mniej, bo przeczytawszy połowę książki można by mieć wrażenie, że przyjęcie chrztu wpłynęło wyłącznie na obecność zawodu Szeptuchy, nadawane imiona no i bogów. Cała reszta od studiów, przez internet, po obyczajowość pozostałaby niezmienna. Budzi to mój sprzeciw, bo jednak takie wydarzenie jak chrzest niewątpliwie wpłynęło na to jak wygląda obecna rzeczywistość. Nie chodzi o to, że bronię samego aktu, a bardziej o to, że to wydarzenie istotnie wpłynęło na późniejszą historię i nie dowierzam, aby mimo takiej zmiany cała reszta dzisiejszej Polski pozostała całkowicie bez zmian. Akceptuję jednak, że autorka nie chciała wdawać się w głębsze gdybania, ani tworzyć alternatywnej wersji wydarzeń i po prostu zmieniła tylko kilka rzeczy. Akceptuję, choć żałuję, bo to mogłaby być naprawdę świetna przygoda.

Gosława przyjeżdża do Bielin, wsi w województwie świętokrzyskim, jako normalna dziewczyna po medycznych studiach. Okazuje się jednak, że nie ma wątpliwości, że zwykłą dziewczyną nie pozostanie na długo (jeśli w ogóle kiedykolwiek nią była...). Im mocniej Gosia istnienie magii odrzuca, tym drastyczniej magia wpada jej pod nogi. Dosłownie, bo co jak co, ale Gosia umie pakować się w tarapaty jak mało kto! Gdy więc pewnego dnia magia puka do drzwi bohaterki, nie mamy wątpliwości, że choć to wszystko brzmi okrutnie i niebezpiecznie, to przygoda z magią oficjalnie się rozpoczęła, a Gosia może się bardzo zdziwić, jak wiele rzeczy wcale nie jest tak prostymi i niemagicznymi, jakimi się wydawały.

Fabuła jest bardzo ciekawa i przypadła mi do gustu. Szczególnie postać Szeptuchy została nakreślona z taką precyzją, że właściwie namacalnie widziałam ją przed oczami. Ogromnie podobały mi się także bóstwa i demony (są naprawdę świetne!), pomysł na rolę bohaterki, widać także, że autorka coraz głębiej wchodzi w tematy medycyny naturalnej i magicznej, zna się też na medycynie klinicznej. Fenomenalnie się czyta te fragmenty i mam za to wielki szacunek do autorki, bo mało komu się chce naprawdę zaangażować i dowiedzieć się co i jak działa, choć jak sądzę pewnym ułatwieniem jest zawód autorki (ten drugi niż bycie pisarką ;)).

Normalnie zaszczyt mnie kopnął. Ciągle mam siniaka na tyłku...

Jednak mam też kilka zastrzeżeń. Po pierwsze autorka napisała dobrą powieść, ale korektor/redaktor spał jak czytał i ja, szeregowy czytacz zauważam przede wszystkim powtórzenia w następujących po sobie zdaniach. Autorka mogła tego nie zauważyć (jak każdy kto czytał swój tekst sto tysięcy razy), ale od tego są odpowiednie osoby, aby takie błędy wyłapać. Tutaj tego zabrakło.
Drugim zastrzeżeniem jest nadmiar rozterek miłosnych bohaterki. Mniej więcej w połowie książki myśli bohaterki o jej potencjalnej erotomanii zaczęły mnie przytłaczać. Kobiety myślą o facetach, myślą o seksie i myślą o romantycznych chwilach. Ale no nie non stop. Poza tym nie wiem dlaczego dwudziestopięcioletnia kobieta miałaby sądzić, że jest coś dziwnego w tym, że podoba jej się facet bez koszulki. To brzmi dziwnie. Ogólnie cała ta relacja, skądinąd początkowo urocza, w drugiej części książki była już męcząca i troszeczkę sztuczna.
Do 3/4 książki hipochondria Gosi była zabawna, brzmiała naturalnie i jak dla mnie zupełnie zrozumiale, ale potem już mnie to zwyczajnie zmęczyło. Powoli zaczynam sądzić, że to nie jest hipochondria, ale natręctwa. Mam ogromną nadzieję, że w następnych tomach serii Kwiatu paproci bohaterka jednak trochę się zmieni, bo kolejne ponad 300 stron ciągłego narzekania na kleszcze i rozmyślania o tym jak bohater na nią patrzy wykończą mnie.

Mimo wszystko, przygodę z Szeptuchą uważam za udaną. Do najlepszych zaliczam wszystkie fantastyczne wątki i kulturowe, do nieco gorszych samą główną bohaterkę. Mam też kilka wątpliwości merytorycznych, ale grzecznie poczekam na kolejne dwa tomy, bo mam przeczucie, że tam się sporo wyjaśni. :)

Bym zapomniała - dodatkowy punkt dla autorki za umieszczenie fabuły w Bielinach - cudowną przerwą było przenieść się z namiętnie opisywanych miast wojewódzkich, a w świętokrzyskim książkowo nie byłam od lat (pomijając książki s. Chmielewskiej, ale to literatura faktu!). Wspaniały pomysł i jak dla mnie - dodatkowy atut książki!

Zdjęcie pochodzi ze strony Wydawnictwa W.A.B. Grupy Wydawniczej Foksal

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz