Edycja z 5 kwietnia br. - Wydawnictwo Sonia Draga wycofuje pozew przeciwko tłumaczowi i krytykowi.
Pewnie większość z Was już słyszała, że pewien tłumacz i krytyk literacki otrzymał pozew za krytykę przekładu książki. Zapewne na tę informację unosicie brew w zdumieniu (Krytyk literacki... Pozew. Za krytykę?), zastanawiając się co takiego Krzysztof Cieślik mógł napisać, aby otrzymać pozew od wydawnictwa Sonia Draga. Najpierw pojawiły się informację, że chodziło o artykuł sprzed kilku lat, później, że o recenzję w Polityce, ale ponoć nie bez znaczenia była także działalność w mediach społecznościowych. To znaczy, krytyka przekładów w mediach społecznościowych. Wciąż zachodzę w głowę co pan Cieślik mógłby napisać na temat przekładu żeby zasłużyć na pozew i prawdę mówiąc niewiele przychodzi mi do głowy. Nie mniej, jeśli interesują Was fragmenty pozwu to polecam zajrzeć na facebookowy profil pozwanego.
W efekcie tych wydarzeń, w weekend dostałam kilkanaście wiadomości z zachętą do bojkotu wydawnictwa. Z ciekawości sprawdziłam ile ich książek posiadam na stanie albo na liście do przeczytania. O dziwo, okazało się, że bardzo niewiele. Kilka popularnonaukowych wydanych około 10 lat temu, z nowszych Elenę Ferrante i dziecięce od Debitu (m.in. wspaniałe Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek), który jest imprintem wydawnictwa Sonia Draga.
Ewidentnie rozeszły mi się z tym wydawnictwem drogi - po pierwsze w wyniku ich decyzji wydawniczych, bo wygląda na to, że nie do końca mamy ten sam gust (chociaż muszę przyznać, że chciałam w końcu przeczytać coś od Javiera Mariasa, a wkrótce miała zostać wydana po polsku kolejna jego książka, ale teraz tej informacji na ich stronie znaleźć niestety nie mogę), a po drugie wciąż pamiętam kto zapoczątkował historię jednolitej ceny książki, projektu ustawy, z którym było mi ogromnie nie po drodze. Okazuje się więc, że w moim przypadku straty zostaną wycenione na 0zł, bo najzwyczajniej w świecie od dłuższego czasu, z punktu widzenia wydawnictwa, nie było ze mnie pożytku.