wtorek, 17 lutego 2026

Jak usunąć zło czyli Atramentowa krew Cornelii Funke



Tytuł: Atramentowa krew

Autor: Cornelia Funke

Cykl: Atramentowy świat
Tom: 2
Wydawnictwo: Kropka
Data wydania: 2025
Liczba stron: 656
Tłumacz: Jan Koźbiał
Kategoria: Fantastyka, literatura młodzieżowa
Ocena: 9/10




Atramentowe serce czyli pierwszy tom cyklu był czystą fantastyką skierowaną do młodszego czytelnika - przygody, szaleństwa, trochę niebezpieczeństw i mroku, ale równocześnie całość była niezwykle zwinnie wyważona. Pojawiło się również trochę czarującej młodzieżowej naiwności, która sprawiała, że pomimo złych wydarzeń mieliśmy przekonanie, że nie jest aż tak źle, a bohaterowie na pewno dadzą sobie radę. Myślę, że to pokrzepiające dla młodszych czytelników, a jednocześnie pozwalało nam się zżyć z bohaterami i z zapartym tchem śledzić ich przygody, bez większych obaw o ich przyszłość. Atramentowa krew czyli druga część cyklu Atramentowego świata to już tom dojrzalszy, a przy tym bardziej mroczny i niepokojący. Do jakże urzekającego zakończenia Atramentowego serca została dopisana kontynuacja, która chwilami jest solidną łyżką dziegciu w stosunku do wcześniejszego tomu i tutaj nie ma pewności czy bohaterowie faktycznie dadzą sobie radę. Z pozoru zło zostało pokonane, a dobro powróciło do dawnego życia, ale czy powrót do tego co było (a bohaterowie różnie rozumieją powrót do tego co było) w ogóle jest jeszcze możliwy? Czy zło faktycznie znika, gdy tylko negatywny bohater zostaje usunięty z historii? Atramentowa krew przypomina nam, że takie rzeczy nigdy nie są czarno-białe, nawet jeśli momentami tak nam się wydaje.

Rzeczywistość to bardzo krucha rzecz.

Uwielbiam Atramentowe serce, ale to właśnie Atramentowa krew jest powodem, dla którego ten cykl tak bardzo przypadł mi do gustu. Po pierwsze widać ogromną zmianę, jaka zaszła w bohaterach pod wpływem wydarzeń opisanych w pierwszej części oraz tych, które autorka pozostawia "w domyśle" dotyczących tego co działo się w czasie pomiędzy częściami. Po drugie dzięki świetnej ewolucji postaci fabuła podąża w mniej oczekiwanych kierunkach. Tym razem historia przenosi się z naszego świata do tego książkowego i daje nam solidną lekcję dotyczącą szarpiących nami pragnień i zaprzeczeń. Wspaniałe jest to, jak różnorodnie wszyscy tę zmianę przeżywają - każdy bohater ma odmienne emocje i każdym kierują inne powody. Choć podział na postaci dobre i złe jest raczej dosyć wyraźny, to jednak w ich obrębie widać, że pojawiają się odcienie szarości, a skala zła jest dosyć szeroka. To sprawia, że postacie są jeszcze bardziej wyraziste i realne, a ich emocje lepiej z nami rezonują.

To jest też tom, w którym widzę ogromną zmianę w tym jak pisze pani Funke. Nie pierwszy raz największą różnicę można dostrzec właśnie pomiędzy pierwszym tomem, który osiągnął sukces, a kolejnym. W mojej opinii widać większe zaangażowanie jej redaktora, ale też ogromną motywację autorki, fakt, że ma to przemyślane, nie boi się wchodzić w buty coraz większej liczby bohaterów. Ze strony polskiego wydawnictwa nic się akurat nie zmienia – to tłumaczenie i wydanie pozostaje na najwyższym możliwym poziomie.

Sama historia, podobnie jak poprzednia, rozwija się niespiesznie. Autorka znajduje czas by opowiedzieć nam o zbudowanym przez nią świecie, o rządzących nim prawach, o lektorach i pisarzach. Ma również przestrzeń, abyśmy poczuli ich strach rozciągnięty w czasie, grozę niektórych sytuacji, ale także lepiej przedstawić nam poszczególnych bohaterów. Nie skupiamy się tylko na tym, aby akcja nieustannie podążała do przodu (co jest jak dla mnie zmorą współczesnych książek YA), tylko znajduje miejsce na osadzenie w tej opowieści czytelnika.

Nie wolno zapominać także o cytatach zmieszczonych na początku każdego rozdziału. Ich dobór niekiedy mnie zaskakiwał (choć jest to plejada wspaniałych autorów, która jest ponadczasowa jak w przypadku Owidiusza, Nerudy, Rilke, Lee czy Paracelsusa czy charakterystyczna dla okresu powstania książki jak Rowling, Spufford czy Nix), ale w tej części są także cytaty polskiego pochodzenia i muszę przyznać, że był to akcent, który nieco mnie rozczulił. :)

Od mojej poprzedniej lektury Atramentowej krwi minęły już dwie dekady i już zapomniałam jak dokładnie przebiega ta historia, a przede wszystkim jak się kończy. To sprawiło, że ostatnie rozdziały tego tomu dosłownie złamały mi serce. To dla mnie niesamowite, że dwadzieścia lat później nic się nie zmienia - jestem zakochana w Atramentowym świecie, uważam, że to jedna z najciekawszych koncepcyjnie i wykonawczo młodzieżówek, która pozwala nam zobaczyć świat nie tylko oczami Maggie, ale także Mo, Smolipalucha, Fenoglia, Resy, Elinor... Wielowymiarowa, pełna niespodzianek, wyrazistych bohaterów, przełamanych koncepcji i schematów, a do tego ten wszechobecny okołoksiążkowy klimat. Po prostu zachwycająca.

PS Przepiękny jest też wątek zdobień książek, który przecież nie jest typowym w lekturach skierowanych do młodzieży.

| Atramentowe serce | Atramentowa krew | Atramentowa śmierć | Kolor zemsty |
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...