
Trudno w to uwierzyć, ale minęło 10 lat od kiedy założyłam bloga. To 10 fascynujących lat, podczas których przeczytałam i zrecenzowałam naprawdę wiele książek. Na blogu ukazało się 1209 postów najróżniejszej treści - recenzji, cytatów, podsumowań, czytelniczych planów, trochę o filmach, serialach, sztukach teatralnych, wystawach, wycieczkach.


Przeczytałam wiele debiutów i jeszcze więcej cykli, spośród tych książek było tyleż wydań papierowych co ebooków (co zaskakujące, bo wydawało mi się, że jednak przewaga będzie po stronie ebooków!), autorów i autorek (znowu jestem zdziwiona, bo wydawało mi się, że więcej książek czytam autorów), polskich i zagranicznych (tu lekka przewaga w kierunku zagranicznych, ale... Tylko lekka!). Wiele spośród nich było mi polecanych przez znajomych, innych recenzentów, wspaniałe osoby z Twittera czy Facebooka i dzięki temu rewelacyjnie udawało mi się wychodzić ze swojej czytelniczej strefy komfortu i poznawać zupełnie nowe książkowe rejony, ale nie tylko.

To co mnie zachwyca to fakt, że dużo lepiej dobieram swoje lektury. Dawniej czytałam więcej, ale też częściej trafiałam kulą w płot. Obecnie czytam nieco mniej (choć to kwestia względna, bo teraz zdarzają mi się książki znacznie dłuższe), ale zdecydowana większość moich wyborów trafia w mój gust dobrze lub bardzo dobrze. Widać to chociażby po tym, że coraz częściej mam problem z wyborem TOP10 książek na koniec danego roku. :) Czuję, że poszerzam swoje czytelnicze horyzonty i z ogromnym optymizmem spoglądam w przyszłość. Równocześnie realizuję swoje czytelnicze cele poznając kolejne pozycje z klasyki literatury czy poezji, o czym zawsze marzyłam.
To wszystko zaowocowało 558 recenzjami, z czego niektóre dotyczą więcej niż jednej książki (niekiedy dwóch, a niekiedy całego cyklu). Myślę, że ostatecznie zrecenzowałam ok. 650 sztuk, co dla mnie jest imponującą liczbą i myślę o tym ze sporym podziwem dla samej siebie.
Przez te lata moje podejście do bloga ewoluowało, podobnie jak ilość czasu, który mogłam mu poświęcić. Ostatecznie dzisiaj najwięcej jest mnie tutaj i na X (dawniej twitter
), na którym znalazłam swoją czytelniczą banieczkę, ale konta mam także na Facebooku, Mastodonie, nakanapie, Lubimy czytać. Przez większość czasu pisałam 3 razy w tygodniu z czego przeważnie jeden post tygodniowo to był cytat albo coś innego.
Ten czas to także fenomenalne współprace. Części wydawnictw już nawet nie ma, ale każdą współpracę wspominam bardzo, bardzo dobrze. Nie wiem czy to ja mam takie szczęście, czy to ludzie pracujący w książkach są tak wspaniali, ale naprawdę w tej kwestii czuję wyłącznie radość i wdzięczność. Mam nadzieję, że także Ci, którzy współpracują ze mną, byli i są z tych współprac zadowoleni.


Oczywiście wyraźnie widać, że ostatni rok blogowania to ogromny spadek. Życie, nic więcej. Przez te dziesięć lat ukończyłam studia magisterskie, rozpoczęłam i ukończyłam studia doktoranckie, a nawet obroniłam doktorat. Pięciokrotnie zmieniałam miejsce zamieszkania, wzięłam ślub, żyliśmy w pandemii, za rogiem naszego kraju rozpoczęła się wojna, kilkukrotnie doświadczyłam straty, ale też pojawiły się moim życiu nowe osoby. Nauczyłam się bardzo wielu rzeczy w każdej dziedzinie życia. W niektórych sprawach nie zmieniłam się wcale, w innych całkowicie. Było to bardzo intensywne i ciekawe dziesięć lat, pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji, weselszych i smutniejszych przygód, na każdym etapie towarzyszyły mi książki, blog i wy - czytelnicy.
Nigdy nie zamierzałam pisać bloga dla sławy, wiedziałam, że nie mogę przenieść na niego całej uwagi, a i tak mimo niszowego tematu, odwiedziliście bloga ponad 440 tysięcy razy, ponad 700 osób na stałe obserwowało profil na Facebooku, a ponad 1000 na X/Twitterze, nie wspomnę o osobach, z którymi obserwujemy się np. na Lubimy czytać.
Dziesięciolecie to też moment żeby się zastanowić co dalej. Blogi odchodzą w zapomnienie, ale dla mnie przez te wszystkie lata pisanie tutaj było i jest źródłem ogromnej inspiracji i satysfakcji. To dzięki blogowi poznałam dziesiątki fantastycznych osób - części z nich już nie ma w książkowych sieciach, a niektóre zamknęły blogi i przeniosły się w inne miejsca jak portale typu Lubimy czytać albo media społecznościowe. Podobny los dotyka Facebooka, więc chociaż tam jestem, to od dawna trudno mi o regularność, a świadomość, że wpisy trafiają do niewielkiej liczby osób nie podnosi mojej motywacji. Instagram uświadomił mi, że pomimo tego, że naprawdę lubię robić i oglądać zdjęcia, to nie czuję tego w formie książkowego bloga. Nigdy nie chciałam pokazywać się przed kamerą, a chociaż zdaję sobie sprawę, że dzisiejszy świat jest szybki i wymaga tak przygotowywanych treści - krótkich, dynamicznych, esencjonalnych, to niestety nie jest to forma, w której się odnajduję. Nie umiem mówić o książkach szybko, bo założyłam bloga do książkowych dyskusji, do opowiadania o książkach bez zegarka... Dlatego póki co skupiam się na tym co daje mi najwięcej radości - na blogu i na Twitterze. W tym pierwszym miejscu mam najwięcej przestrzeni dla swoich przemyśleń o książkach (choć nie tylko), a w tym drugim na dyskusję.
Z okazji dziesięciolecia poprawiłam wydajność bloga i odświeżyłam skrypty. Zmieniłam niektóre zakładki i od nowa buduję sekcję z listami zrecenzowanych książek, tak jak o tym marzyłam z wersją po autorach i po tytułach, którą stopniowo uzupełniam. Piszę też kolejne recenzje i powolutku w wolnych chwilach powracam do tego, co sprawia mi tyle przyjemności. :)
Jestem wdzięczna, że mogłam stworzyć takie miejsce w sieci, w którym mogę opowiadać o książkach i nie tylko. Dziękuję Wam za to, że wciąż tu wchodzicie (4,6tys. odwiedzin w ostatnich 7 dniach oznacza, że jednak tu zaglądacie), czytacie to co piszę (mam nadzieję :D), dziękuję osobom, które czasami robiły książkom zdjęcia, dziękuję za wszystkie komentarze i wiadomości, za sugestie czytelnicze i wszelkie inne na Twitterze. To wciąż wielka przygoda, a ja nieustannie odkrywam nowe możliwości. :)





