sobota, 10 stycznia 2026

Podsumowanie roku 2025

Miało być pięknie, miałam mieć sporo czasu na czytanie i pisanie, na media społecznościowe... Tymczasem 2025 to mój rekordowy rok - najmniej przeczytanych książek od 2016 i najmniej postów na blogu, a także najmniej współprac, których nie brałam, bo wiedziałam, że nie będę w stanie dotrzymać terminów. Z jednej strony to nazywa się odpowiedzialność, ale z drugiej moje znużenie wszystkim przerosło moje najśmielsze oczekiwania. 

Winny temu jest fakt, że pod względem osobistym to był rok nieprzeciętnie dynamiczny. Początek 2025 stał pod znakiem wielu rzeczy, które musiały się wydarzyć pomiędzy złożeniem pracy doktorskiej, a jej obroną czyli dokumenty, egzaminy i recenzje. Równolegle w lipcu opublikowałam swój pierwszy pierwszoautorski artykuł, co również pochłonęło sporo uwagi. Udało mi się w tym roku dwukrotnie wyjechać na urlop, bo do Grecji i na Podlasie. Oprócz tego wiele się działo w moim życiu zdrowotnym i chociaż były to działania pozytywne, to jednak zajmowały mi mnóstwo czasu i niestety pojawiły się komplikacje. We wrześniu w końcu wydarzyła się obrona i wydawało się, że życie się trochę uspokoi, ale jak spojrzeć w mój kalendarz to widać, że stało się zupełnie odwrotnie. Dodatkowo okazało się, że wszystko to kosztowało mnie psychicznie znacznie więcej niż się spodziewałam, a i zdrowotnie dostałam dodatkowy rachunek, który potwierdził, że moje zmęczenie ma więcej niż jedną przyczynę. Tak to jest gdy choruje się hematologicznie i no cóż, niewiele mogę na to poradzić. W rezultacie śpiąc nawet po 10 godzin wciąż byłam zmęczona i miałam ogromne problemy z koncentracją, a te resztki sił które miałam musiałam pilnie przekierować na pracę i ważne sprawy po pracy.

Czasu nie cofnę, więc nie ma co się nad tym roztkliwiać. Przeczytałam 53 książki, których wcześniej nie znałam, co stanowi najniższy wynik od dziewięciu lat. Na poprawę tego wyniku, dodatkowo, po raz kolejny pochłonęłam około 20 lektur, więc ostatecznie przeczytałam około 70 książek, chociaż wyraźnie widać, że zdecydowanie więcej niż zwykle stanowiły pozycje już mi znane. Rok zamykam z 58 postami - szczególnie druga połowa roku mną pozamiatała co widać, bo wrzesień, październik i listopad to po jednym poście, a grudzień to mój absolutny rekord czyli zero. Czy to mnie smuci? Bardzo. Czy było to poza moim zasięgiem? Tak. Moja psychika odmówiła współpracy, a fala zaległości wynikająca z wrześniowej obrony po prostu mnie zalała. Niestety kiedy na stole są sprawy medyczne lub kluczowe zawodowe to trudno się z tym negocjuje. 

Jeśli chodzi o pisanie, to ten rok był okropny. Recenzji było jak na lekarstwo, podobnie sprawy się miały na wszelakich mediach społecznościowych. Jeszcze w pierwszej połowie roku coś się działo, ale w drugiej wszystko już umarło. I o ile na twitterze widzę przestrzeń aby to naprawić, o tyle na facebooku... Nie jestem pewna, czy jeszcze mam do tego serce, zwłaszcza, że jestem osobą, która nie lubi powielać treści na zasadzie kopiuj-wklej. Pochwalić się mogę kilkoma wspaniałymi współpracami, a szczególnie dwiema zupełnie nowymi - Kaori Marty Sobieckiej z Pulp Books oraz Drzewami Ayi Kody od wydawnictwa Znak. Obie książki były rewelacyjne i wyjątkowo sobie te współprace cenię.

Więc nie był to całkiem zły rok.


Czytelniczo były wzloty i upadki, ale zdecydowana większość moich czytelniczych wyborów była udana lub bardzo udana. Przeczytałam coś z klasyki (Latarnika Sienkiewicza), a także dwa tomiki poezji czyli Uśpionych Renaty Skórnickiej oraz Późne słońce Marcina Orlińskiego. Doczytałam kilka rozpoczętych lektur, które czekały na dokończenie m.in. Ucieczkę od bezradności Tomasza Stawiszyńskiego (ponad 9 miesięcy czytania) oraz Podcastex. Polskie milenium. Co zapamiętaliśmy z lat 1999-2005 Bartka Przybyszewskiego oraz Mateusza Witkowskiego (4 miesiące czytania), więc to również uważam za sukces, a w nowy rok nie wchodzę z takimi zaległościami. 

Znowu było różnorodnie, zarówno pod względem gatunków, jak również pochodzenia czy płci autorów, więc zdecydowanie się nie nudziłam.  Było dużo fantastyki i młodzieżówek, była wspomniana poezja i klasyka, była literatura faktu i literatura piękna, było coś z filozofii, coś popularnonaukowego, coś obyczajowego, coś autobiograficznego... Ale w tym roku, jak nigdy wcześniej, nie było ani jednego kryminału/thrillera/sensacji.

Przeczytałam coś znacznie starszego czyli Człowieka z nożami Heinricha Bölla, Latarnika Henryka Sienkiewicza czy Pana Błyska J. R. R. Tolkiena, a sporo książek było starszych niż dwa-trzy lata. Pojawiło się też coś mocno naukowego czyli Wykład, który wstrząsnął światem Michała Hellera oraz książka, do której zabierałam się latami czyli Oskarżam Auschwitz Mikołaja Grynberga. Wyszłam poza swoją strefę komfortu czytając Engram Marii Towiańskiej-Michalskiej i to była niesamowita wycieczka w czasie i w przestrzeni. Obłędnym spotkaniem czytelniczym i wymarzoną współpracą z wydawnictwem Znak okazały się Drzewa Ayi Kody. Oprócz tego była cała masa fantastyki i całkiem sporo zakończeń cykli - Śmiała Brandona Sandersona na zakończenie cyklu Skyward, Pusty grobowiec Jonathana Strouda czyli wielki finał Loockwood&Co, Czarodziejka z ulicy Brackiej Magdaleny Kubasiewicz wieńcząca przygody Lady, Wisteria Adalyn Grace kończąca główną część cyklu Belladonna (nowelkę Holly, która jest jeszcze przede mną traktuję już jako dodatek), Dwie splecione korony Rachel Gillig, które zakończyły dylogię Tajemnic Króla Shepherda oraz Spellmaker Charlie N. Holmberg kończący dylogię Spellbreaker, zaczęłam i zakończyłam cały cykl Bezsilnej Lauren Roberts, a na samym początku roku doczytałam czwarty (i na ten moment ostatni, choć i on został dopisany po czasie) tom cyklu Mroczne umysły czyli Mroczne dziedzictwo Alexandry Bracken. W 2025 rozpoczęłam cykl Atramentowego świata, ale on do końca stycznia zostanie przeze mnie zakończony, ponieważ jestem w trakcie lektury trzeciego już tomu oraz Córkę dymu i kości i także ten chciałabym w tym roku ukończyć, mam wszystkie części na czytniku. Cykle Ukryte dziedzictwo, Cienie Avy Carey, Empireum czy Rzeki Londynu czytam w takim tempie, w jakim wydają je wydawnictwa - rokrocznie jeden tom. Kontynuacja dwóch pierwszych jest już na ten rok zapowiedziana, spodziewam się również Rzek Londynu, natomiast w Empireum jako, że Rebeka Yarros ogłosiła przerwę to nie podejrzewam, aby w 2026 cokolwiek się tutaj zmieniło.

Co mi się nie udało to tegoroczna liczba lektur przeczytanych po raz pierwszy jest najniższa od lat i to mnie smuci. Dawno nie miałam tak, że nie miałam siły ani chęci czytać przez tak długi czas. Być może wpłynęło na to zdrowie - mam nadzieję, że ten etap mam już za sobą. 

Druga porażka to książki, które już czekają na moją uwagę. Tych było jak na lekarstwo i co gorsza, głównie z półek mojej mamy, a nie moich. W tej kwestii jestem sobą bardzo rozczarowana, a początek roku jak na razie nie wskazuje na poprawę mojej postawy.  


Udało mi się całkiem nieźle z wyzwaniami Lubimy czytać, choć ze względu na to jak w tym roku czytałam tj. niemal nic w drugiej połowie roku, rozpatrywałam to sobie rocznie. ;)

1. Przeczytam klasyczną powieść

Z klasyczną nie ma problemu, ale po zastanowieniu mam pewne wyzwanie z powieścią. Z klasyki w tym roku połknęłam Latarnika Sienkiewicza, Bitwę pod Maldon. Powrót Beorhtnotha J.R.R. Tolkiena, Pana Błyska tegoż samego autora... Ale to wszystko nie są w sumie powieści. Także tu sobie zaliczam tylko w połowie. :) 

2. Przeczytam książkę nominowaną w plebiscycie Książka Roku 2024

W tym roku przeczytałam w tej kategorii przeczytałam tylko romantasy - Bezsilną Lauren Roberts oraz Dwie splecione korony Rachel Gillig i fantasy - Bogobójczynię Hannah Kaner. 

Po prawdzie planowałam znacznie więcej, przede wszystkim z literatury faktu i fantastyki. Jeden dzień z życia Abeda Salamy, Miecz Kaigenu czy Rozdroże kruków czekają na mnie nawet w wersji papierowej, ale w tym roku nam się po prostu nie złożyło. 

3. Przeczytam polską książkę wydaną w latach 1945-1989

Tutaj jest porażka. Albo polska jak chociażby Latarnik Sienkiewicza, albo wydana w latach 1945-1989 czyli np. Człowiek z nożami Heinricha Bölla albo Pan Błysk J. R. R. Tolkiena. Nie przytrafiła mi się książka wypełniająca oba te warunki.

4. Przeczytam książkę, której tytuł, imię lub nazwisko autora zaczyna się na W

Z tytułów mam Wisterię Adalyn Grace oraz Wykład, który wstrząsnął światem Michała Hellera, zaś z nazwisk Księgi mroku J. A. White'a, a i drugi autor Podcastexu ma nazwisko na W, więc z tą kategorią problemu nie było.

5. Przeczytam książkę o miłości

Tych było naprawdę sporo, chociaż jak to zwykle u mnie bywa, niemal wyłącznie w odmianie fantastycznej. Szukam w myślach takiej najbardziej "o miłości" i myślę, że mogę tu z jednej strony podać cykle Rachel Gillig, Adalyn Grace i Lauren Roberts, ale przewrotnie mogłabym też napisać Ucieczka od bezradności Tomasza Stawiszyńskiego, bo w pewnym sensie... I ona jest o miłości. 

6. Przeczytam książkę, której głównym bohaterem jest dziecko

Księgi mroku J. A. White'a.

7. Przeczytam książkę, której akcja dzieje się latem

Oczywisty wybór to Sierpień Pawła Sołtysa.

8. Przeczytam książkę z liczbą w tytule

Dwie splecione korony Rachel Gillig, choć to jest cyfra, albo Podcastex. Polskie milenium. Co zapamiętaliśmy z lat 1999-2005 Bartka Przybyszewskiego i Mateusza Witkowskiego.

9. Przeczytam książkę, której akcja dzieje się na łonie przyrody.

Mogłabym tu wskazać ich kilka, ale przede wszystkim Drzewa Ayi Kody i Zwierzoksiąg. Na tropie zaginionych wspomnień Mickaëla Brun-Arnauda. Obie przyrodę mają cudownie w centrum wydarzeń.

10. Przeczytam książkę z motywem szkoły lub uniwersytetu.

Znowu byłoby kilka, ale ten motyw szkoły lub uniwersytetu jest moich tegorocznych lekturach taki bardziej poszkolny. Czarodziejka z ulicy Brackiej Magdaleny Kubasiewicz to finał cyklu i akcja tego tomu ma miejsce zaraz po ukończeniu uniwersytetu, który odgrywa istotną rolę, ale de facto bohaterzy już w nim nie są. Podobnie druga książka pani Kubasiewicz, Mgły z Donlonu, opowiada o tym co stało się po tym, jak bohaterka pracowała w szkole. Kolejna jest Śmiała Brandona Sandersona, w pierwszych tomach Spensa się uczyła, ale w tym, wieńczącym historię, jej stanowisko jest już inne, choć znowu ten etap odgrywa rolę. Najbliżej jest chyba Onyx Storm Rebeki Yarros choć i tutaj bohaterzy... No. Nie spoilerując, akcja nie do końca ma miejsce w szkole choć niewątpliwie szkoła znowu jest ważnym elementem historii. Może jeszcze Córka dymu i kości Laini Taylor oraz Instytut Absurdu Justyny Sosnowskiej w części by ten podpunkt wypełniały. Także okołoszkolnie/okołouniwersytecko było naprawdę wiele, ale tak wprost sprawa prosta nie jest. ;) 

11. Przeczytam książkę polskiego autora lub autorki wydaną po 2000 roku

Tych było 15, więc nie wchodząc w szczegóły każdej, niech będą Pasterze smoków. Rodzice kontra świat Karoliny Lewestam.

12. Przeczytam książkę nagrodzoną lub nominowaną w dowolnym konkursie.

Zdaje się, że udało mi się ich przeczytać więcej niż jedną, ale niech to będzie Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne Mikołaja Grynberga.



Po drugie moje ulubione wyzwanie #polskafantastykafajnajest. Jak zwykle starałam się pamiętać o polskich autorach fantastyki, ale... W rzeczywistości przeczytałam dwie książki pani Kubasiewicz, Kaori Marty Sobieckiej, Kłopoty Wyraju Michała Jankowskiego, a w sumie myślę, że do kompletu można zaliczyć Dlaczego pawian nie lubi żółwia, czyli mity z serca Afryki Marianny Jagoda i Anny Olej-Kobus. Więc za dużo tych książek się nie pojawiło w tym roku, chociaż dla porządku dodam, że przeczytałam także ponownie cały cykl Wilczej Jagody i pierwszy tom Avy Carey. Ten rok obfitował w ponowne czytanie książek, które są mi szczególnie bliskie. W planach na ten jest też ponowne czytanie książek Szamanki od umarlaków Martyny Raduchowskiej. Co ciekawe, najpierw pojawił się w mojej głowie ten plan, ponieważ pani Raduchowska wraz z pani Kubasiewicz są obecnie moimi faworytkami, a chwilę później zauważyłam wiadomości wskazujące na to, że zapowiada się, że historia Idy Brzezińskiej otrzyma kolejny tom.

Czas jednak na podsumowanie. 



TOP 10 książek spoza fantastyki

Szczerze mówiąc ten rok jeśli chodzi o jakość książek był taki, że zdecydowana większość książek to były albo hity, albo porażki. Dlatego wybór TOP10 jest dla mnie dosyć łatwy, pewnym wyzwaniem jest wyłącznie kolejność, więc tutaj poproszę o wyrozumiałość.

1. Sierpień Pawła Sołtysa musiał być pierwszy, bo był też pierwszą książką od dawna, która aż tak ze mną rezonowała emocjonalnie, dotknęła czułych miejsc w przepiękny sposób i poprowadziła ulicami Warszawy, którą oboje z autorem kochamy. 

2. Drzewa Ayi Kody także mogłyby być na miejscu pierwszym, bo i one były kolejną w tym roku absolutnie niesamowitą przygodą na poziomie intelektualnym i emocjonalnym, pięknie napisane, cudownie i powoli poprowadzone, łączące biografię z botaniką i kulturą Japonii. Idealna kompozycja.

3. Oskarżam Auschwitz Mikołaja Grynberga za zaskoczenie, którym ta książka dla mnie była. Obawiałam się, że będzie dla mnie zbyt trudna poprzez opisy Auschwitz, a tymczasem okazała się czymś zupełnie innym, historią, której się nie spodziewałam, a która była niezwykle poruszająca, wskazująca inny punkt widzenia.

4. Engram Marii Towiańskiej-Michalskiej, do którego nie miałam żadnych oczekiwań, a to co dostałam pozostało we mnie do dziś. Poruszająca historia świata, którego dzisiaj już nie ma, przeszłości która musi a nie może odejść i pamięci, która jest i nie jest doświadczeniem.

5. Pasterze smoków. Rodzice kontra świat Karolina Lewestam za to, że eseje pani Lewestam tak silnie oddziałują z moimi poglądami. Niekiedy było nam bliżej, niekiedy dalej, ale jej bystre spojrzenie na świat rodzicielstwa było dla mnie niezwykle wciągające i prowokujące dyskusje wewnętrzne, które trwają do dziś.

6. Cześć pracy. O kulturze zap***dolu Zofii Smełki-Leszczyńskiej, ponieważ ta książka wywołała we mnie ogromne emocje. Ogrom konkretów potwierdzonych źródłami, mniej lub bardziej zgodne poglądy pomiędzy mną a autorką, krytyczne spojrzenie na wiele aspektów pracy, to wszystko spowodowało, że przez niemal cały rok powoływałam się na nią i niektóre spisane w niej informacje, dyskutowałam na jej temat z wieloma osobami.

7. Latarnik Henryk Sienkiewicz za to, że klasyka, a w dodatku opowiadanie wciąż może tak dobrze rezonować z wrażliwością współczesnego czytelnika. Nie spodziewałam się tego, sądziłam że będzie to przygoda w stylu "lektura, którą po prostu wypadałoby znać", a tymczasem była to czytelnicza przyjemność. Dodatkowo komentarz Anety Korycińskiej znanej w sieci jako Baba od polskiego dodał historii wymiarowości, która mogłaby mi umknąć.

8. Człowiek z nożami Heinricha Bölla okazał się zaskakująco ciekawym zbiorem trzech krótkich opowiadań niemieckiego noblisty. To było nietypowe doznanie, wciągające, świetne literacko. Fantastyczna przygoda. 

9. Śmierć w Morning House Maureen Johnson - kolejna książka Maureen Johnson, w której teoretycznie autorka korzysta z podobnych schematów, a udaje jej się uzyskać coś nietypowego, co wciąga bez reszty.

10. Ucieczka od bezradności, Tomasz Stawiszyński, bo chociaż czytałam ją straszliwie długo i uważam, że w niektórych miejscach była najzwyczajniej w świecie przegadana, to w ogólnym rozrachunku ogromnie doceniam to co autor w tej książce przekazuje. Gdyby była o połowę krótsza, bez wahania włożyłabym ją do TOP5.


TOP 10 z fantastyki

1. Pusty grobowiec Jonathan Stroud - nie jest tajemnicą, że ten autor skradł moje serce. Jego pomysłowość nie zna granic, jakość wykonania jest fenomenalna, a zakończenie historii agencji Lockwood&CO wywołało we mnie tyleż czytelniczej satysfakcji, co smutku, że to już koniec tej przygody. Tak wygląda wybitne przygodowe fantasy, które mogą czytać nie tylko starsi nastolatkowie. Nie przestaję być pod ogromnym wrażeniem.

2. Atramentowe serce Cornelia Funke za to, że od czasu gdy po raz pierwszy czytałam tę książkę minęły praktycznie dwie dekady, a ja podczas lektury czułam się równie przejęta i rozemocjonowana co wtedy. Liczyłam, że tak będzie, ale przekonać się o tym... To coś zupełnie innego. Byłam w dwóch światach jednocześnie i to było coś wspaniałego. 

3. Mgły z Donlonu Magdalena Kubasiewicz, bo u pani Kubasiewicz każdy kolejny tom jest lepszy od poprzedniego (co wciąż mnie zaskakuje), a historia Avy Carey wciąga mnie coraz mocniej. W swej naiwności sądziłam, że nic równie dobrego jak cykl o Wilczej Jagodzie nie może się pojawić, a tu niespodzianka.

4. Śmiała Brandon Sanderson - epickie to było zakończenie napisanego z takim rozmachem cyklu Skyward. Doskonała space opera, dowcipna, świetna językowo, a w której wątek romantyczny nie jest głównym, nawet jeśli bohaterowie są dość młodzi.

5. Kaori Marta Sobiecka, to rewelacyjna książka, która daje do myślenia, wychodzi poza schematy, jest świetnie napisana i sprawia, że chcę więcej.

6. Dwie splecione korony Rachel Gillig, za niezwykłe połączenia i jeszcze ciekawsze łamanie schematów, a przy tym zmieszczenie się z tym wszystkim w zaledwie dwóch tomach. 

7. Łazikanty J. R. R. Tolkiena w teorii są dla dzieci, ale w praktyce uważny czytelnik dostrzeże w nich przyszłość. Piękne opowiadania, które doskonale pokazują jak niezwykła była wyobraźnia profesora.

8. Na tropie zaginionych wspomnień Mickaël Brun-Arnaud, bo choć jest to fantastyka dla młodszych czytelników, to jest tak piękna i poruszająca, że nie mogło jej w tym zestawieniu zabraknąć. 

9. Córka dymu i kości Laini Taylor za abstrakcyjny pomysł i arcyciekawe wykonanie. No i Czechy! :)

10. Księżyc nad Soho Ben Aaronovitch - pierwszy tom mnie zniechęcił i to w sposób, który jak sądziłam trudno będzie zapomnieć, tymczasem drugi okazał się bardzo przyjemnym zaskoczeniem. W tym roku w fantastyce odnotowałam kilka niezbyt miłych niespodzianek, więc tym bardziej na tym tle wybija się Księżyc nad Soho.

+ Belladonna Adalyn Grace, bo choć nie była to książka wybitna, to intrygująca i wciągająca, ciekawie wykorzystująca znane motywy i bardzo przyjemnie napisana. Po przeczytaniu Bezsilnej i Quicksilvera zastanawiam się czy nie byłam dla łagodnej Belladonny zbyt surowa. ;)


Aby dodać szczypty dziegciu - były też czytelnicze rozczarowania, które w tym roku dotyczyły głównie fantastyki. Pomimo najlepszych chęci bardzo słabo mi się czytało Instytut Absurdu Justyny Sosnowskiej i niestety nie wciągnął mnie on na tyle, abym chciała tę przygodę kontynuować. Przeczytałam za to calutki cykl Bezsilnej w oczekiwaniu aż w końcu poczuję ten zachwyt, o którym tylu opowiadało, ale nic z tego, a wręcz im dalej tym gorzej, choć wątek romantyczny był czarujący. Onyx storm Rebeki Yarros było tak wciągające, że połknęłam je niemal na raz, ale po lekturze ucieszyłam się, że autorka robi przerwę, bo wszystko jest w tej książce stworzone tylko na tyle by historia (czy raczej wątek romantyczny) mogła toczyć się dalej, a i nasi bohaterowie stają się już tak wspaniali i zakochani, że aż ciężko to się czyta. Ostatnie duże rozczarowanie to Quicksilver Callie Hart, który miał być moją odtrutką po Bezsilnej, a na dobre mnie odsunął od czytania. To było tak wtórne, seksualne i dziurawe, że po pierwszym tomie wciąż się waham czy sięgnę po drugi, a kusi mnie to tylko dlatego, żeby jakkolwiek zrozumieć co tam się dzieje.


W podsumowaniu 2025 pisałam, że liczę, że liczbowo osiągnę te 52 książki, bo zdaję sobie sprawę z wyzwań, które na mnie czekają, a i jakość chciałabym postawić ponad liczbę. Trochę tak się stało, bo choć z jakością niekiedy bywało gorzej, to generalnie pod tym kątem był to dla mnie naprawdę dobry rok i nie mam na co narzekać. Pod względem liczb, czy to książek, czy wpisów, w 2026 chciałabym, żeby było lepiej. Dużo lepiej, jeśli to możliwe. Ale ja jestem już w dużo lepszym stanie, więc... Są na to widoki. :) 

Wszystkiego najlepszego dla Was na ten nowy rok i mam nadzieję, że dla Was 2025 czytelniczo był łaskawszy niż dla mnie, a na 2026 życzę Wam nowych możliwości zarówno życiowych, jak i czytelniczych!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...