czwartek, 13 marca 2025

Cytat tygodnia

Im lepsze książki czytałaś, tym gorzej śpisz.

- Mezopotamia, Serhij Żadan -

wtorek, 11 marca 2025

Dokąd może nas zabrać sztuczna inteligencja czyli „Kaori" Marty Sobieckiej


Tytuł: Kaori

Autor: Marta Sobiecka

Wydawnictwo: Pulp Books
Data wydania: 2025
Liczba stron: 274
Kategoria: Fantastyka, kryminał, cyberpunk
Ocena: 8/10






Chociaż w ostatnim czasie staram się czytać nieco mniej nowości, to po Kaori Marty Sobieckiej sięgnąć musiałam - uwielbiam i cyberpunk jako gatunek literacki sam w sobie, i połączenie kryminału z fantastyką. Choć o autorce wcześniej nie słyszałam, to wysoko cenię polskich autorów fantastyki i już nie raz przekonałam się, że rodzima literatura potrafi mnie naprawdę pozytywnie zaskoczyć. Jak było tym razem?

W domu wybucha robot-opiekun na oczach swojego małoletniego podopiecznego. Chłopiec doznaje poparzeń, a sytuacja zmusza do postawienia sobie pytań o bezpieczeństwo korzystania z takich robotów, tego czy faktycznie są one odpowiedzialnymi opiekunami dzieci, dla których podopieczny jest najważniejszy. Do sprawy zostaje wezwana Kaori Nakamura, policjantka z wydziału do spraw cyberprzestępczości. Od samego początku to wezwanie wydaje się nietypowe, a każda kolejna informacja jeszcze bardziej komplikuje obraz sytuacji. Co spowodowało zapłon robota? Czy bezpieczeństwo dziecka nie jest najważniejszym elementem w kodzie warunkującym jego funkcjonowanie? Czy to co się stało ma szerokie konsekwencje dla całego świata robotyki, czy może jest to element działań rodziców chłopca?

Od wejścia poczuła nieprzyjemną woń krzemowej spalenizny, co spowodowało, że przez sekundę wahała się, czy iść dalej. Zareagowała na nagłe zetknięcie z czymś, co za dnia skutecznie spychała na obrzeża świadomości. Zapach sprawił, że coś mieszkającego głęboko w jej wnętrzu otworzyło leniwie oko. Ale teraz nie było na to czasu; bestia dopadnie ją dopiero wieczorem. To nie moment na roztrząsanie przeszłości.

czwartek, 6 marca 2025

Cytat tygodnia

W podręczniku do historii wydarzenia całego stulecia niekiedy zajmują zaledwie kilkanaście stron.
W skrajnych przypadkach zmieszczą się w jednej linijce.
Kiedy usłyszałem od lekarza, że niewiele mi już zostało,
postanowiłem inaczej traktować upływający czas:
nie myśleć, że godzina ma tylko sześćdziesiąt minut, ale że ma aż trzy tysiące sześćset sekund.

A gdyby tak ze świata zniknęły koty?, Genki Kawamura -

sobota, 1 marca 2025

W poszukiwaniu prawdziwej burzy czyli „Onyx storm" Rebeki Yarros


Tytuł: Onyx storm. Onyksowa burza

 
Autor: Rebecca Yarros

Cykl: Empireum
Tom: 3
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2025
Liczba stron: 608
Tłumacz: Sylwia Chojnacka
Kategoria: Fantastyka
Ocena: 7/10


Przyznaję, że w Empireum wpadłam jak śliwka w kompot i z ogromną niecierpliwością wyczekiwałam premiery Onyx storm Rebeki Yarros. Oczywiście Fourth wing oraz Iron flame miały sporo mankamentów, jednak było kilka elementów, które mnie w tych książkach wyjątkowo oczarowały (i nie były to sceny erotyczne), a że drugi tom zakończył się solidnym zwrotem akcji, to trudno było nie wypatrywać kontynuacji. Wymagało to chwili cierpliwości, bo nowa książka miała ukazać się rok później, ale zrekompensować miała to czytelnikom jej objętość czyli ponad pół tysiąca stron. 

Kiedy Violet Sorrengail rozpoczynała naukę na Uczelni Wojskowej Basgiath, na pewno nie spodziewała się, że niemal osiemnaście miesięcy później będzie jedną z kluczowych postaci w trwającej wojnie. Wszystko stanęło na głowie, tak wiele przez ten czas zyskała, tyle się wydarzyło, ale równocześnie jeszcze lepiej poznała tak gorzki smak straty. To nie jest jedna bitwa, to jest nieustanna walka, od mnogości frontów można dostać zawrotów głowy, a młodsza siostra Sorrengail nie dość, że musi stawić temu czoła, to jeszcze pilnie potrzebuje znaleźć rozwiązanie jak ocalić to co kocha. Magia i moc to jedno, ale Violet musi opuścić kontynent w poszukiwaniu wiedzy i prawdy, które tylko ona może odnaleźć. Problem tkwi jednak w tym, że nie dość, że najprawdopodobniej ocalenie jest to niemożliwe, to jeszcze zwłoka może pociągnąć ją za sobą na dno.

czwartek, 27 lutego 2025

Cytat tygodnia

W każdej chwili jesteśmy zmuszeni decydować, na dobre i na złe,
co stanie się pomnikiem naszej egzystencji.

- Człowiek w poszukiwaniu sensu, Viktor E. Frankl -

wtorek, 25 lutego 2025

Trudne rozstanie z prawdziwą magią młodzieżowej fantastyki czyli „Pusty grobowiec" Jonathana Strouda


Tytuł: Pusty grobowiec

Autor: Jonathan Stroud

Cykl: Lockwood&Sp.
Tom: 5
Wydawnictwo: Poradnia K
Data wydania: 2025
Liczba stron: 416
Tłumacz: Tina Oziewicz
Kategoria: Fantastyka, urban fantasy
Ocena: 9/10

Myśl o premierze ostatniego tomu cyklu Lockwood & Sp. lekko mnie przytłaczała. Od lektury trylogii Bartimeausa wiedziałam, że nie ma książki Jonathana Strouda, której nie dałabym szansy, ale nie sądziłam, że może powstać kolejna historia, którą autor aż tak mnie porwie. Mam ponad 30 lat, a przygody Lockwood & Sp. przeżywam jakbym znowu była nastolatką. Skądinąd jak dla mnie to najlepsza recenzja tego cyklu. ;) Wróćmy jednak do Pustego grobowca!

Nadszedł czas wielkiego finału historii Anthony'ego Lockwooda, Lucy Carlyle, George'a Cubbinsa oraz Holly Monroe i Quilla Kippsa. No i rzecz jasna Czaszki. Ostatnie wydarzenia, w których bohaterowie brali udział zmieniły wszystko. Teraz inaczej postrzegają oni i sam Problem, i rolę Toma Rotwella i Marissy Fittes w walce z duchami. Lockwood & Sp. są zdecydowani, aby ujawnić prawdę, ale niestety druga strona już o tym wie i nie spocznie, dopóki nie upewni się, że grupa zamilknie po wsze czasy. Dlatego też ekipa ma tylko jedno wyjście - postawić wszystko na jedną kartę w nadziei, że demaskacja największego kłamstwa wymusi przyznanie się do winy. Jednak w sytuacji, w której obie strony walczą o wszystko, wszystkie chwyty stają się dozwolone i śmierć zagląda w oczy Lockwooda i jego grupy jeszcze głębiej niż zwykle...

- Co? To już koniec? - odezwała się czaszka. - Podobało mi się. Nie ma to jak bezmyślna przemoc, żeby podnieść morale. Powinniśmy się gdzieś włamywać każdej nocy. Jest mnóstwo pensjonatów dla starców w całym Londynie. Wybierzmy się jutro do innego.

niedziela, 23 lutego 2025

Zachwycająca podróż do świata Harry'ego Pottera czyli Koncert Muzyki Filmowej Harry Potter Symfonicznie


Wielu przed nami uczestniczyło w koncercie symfonicznym muzyki filmowej, ale nam jak dotychczas to się nie udało. Mój wspaniały Mąż postanowił to zmienić i z okazji moich urodzin udaliśmy się na Koncert Muzyki Filmowej Harry Potter Symfonicznie!

Koncert odbył się w Filharmonii Narodowej w Warszawie, w której nie byliśmy już bardzo, bardzo dawno. Jak zawsze wszystko było piękne i bardzo eleganckie, choć wybory ubraniowe widzów były przeróżne. Część osób postawiła na stroje eleganckie związane z wizytą w Filharmonii, tak zdecydowaliśmy i my, część na cosplay czyli przebranie się za bohaterów historii albo przynajmniej na nawiązanie do jej motywów przewodnich, a niektórzy biorąc pod uwagę mniej poważną oprawę postawili na wygodne ubrania codzienne.

Muszę przyznać, że przed wydarzeniem specjalnie unikałam muzyki z tych filmów. Każdą z ośmiu produkcji widziałam kilkukrotnie, niekiedy w części, niekiedy w całości i byłam ciekawa czy będę pamiętała muzyczne motywy. Tak się też złożyło, że ani razu nie widziałam żadnego z nich w ostatnim roku. Jednak umysł sumiennie przechowywał te informacje, a podczas koncertu zupełnie podświadomie przy danej kompozycji po prostu pojawiała mi się przed oczami odpowiednia scena z filmu. Moim zdaniem dowodzi to doskonałego odwzorowania pierwowzoru przez orkiestrę i nie mogłabym oczekiwać więcej. Przez półtorej godziny byłam w zupełnie innym świecie, pięknym i niemal mistycznym, poruszającym najczulsze struny i lekko sentymentalnym. Wykonanie było bajeczne, nadające niezwykłego klimatu. Kilkukrotne ocieranie łez wzruszenia było dla mnie sporym zaskoczeniem, nie sądziłam, że dotknie mnie to aż tak mocno. A jednak! Oczywiście wśród zaprezentowanych utworów były te najlepiej znane takie jak Hedwig's Theme, idealnie dopasowane do sceny Statues czy ukochane przez miłośników historii Lily's Theme. Tym samym można od razu dostrzec, że koncert nie ogranicza się do muzyki filmowej z jednej części filmu.