Tytuł: Dziesięć leków, które ukształtowały medycynę
Autor: Thomas Hager
Seria: X-varia
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 2019
Liczba stron: 352
Tłumacz: Aleksander Gomola
Kategoria: Literatura faktu
Ocena: 10/10
Od lat zarówno prywatnie jak i zawodowo, interesuję się medycyną, metodami leczenia i oczywiście lekami. Przeczytałam już na ten temat wiele książek i nie ukrywam, że każda kolejna jest już dla mnie mniej odkrywcza niż poprzednia. Jednak Dziesięć leków, które ukształtowały medycynę kusiły mnie od dnia publikacji. Miałam wrażenie, że autor ma nieco inne podejście niż większość pisarzy zajmujących się tą tematyką, czułam też, że Thomas Hager nie tylko zna się na tym o czym pisze, ale przede wszystkim bardzo go to ciekawi, a do tego ma niezłe poczucie humoru.
Okazało się, że oprócz tego, że książka powinna mieć raczej tytuł Dziesięć leków i preparatów biologicznych, które wpłynęły na świat to jej lektura była nadzwyczajnie satysfakcjonująca. Mam sporo doświadczenia z tematyką i uważam, że ta pozycja jest jedną z najlepszych, szczególnie dla osób w żaden sposób nie powiązanych z medycyną!
Opium, dobitniej niż wszystkie inne specyfiki, pokazuje nam dwoistą naturę leków w ogólności: mogą nam one przynieść wiele dobra, ale z drugiej strony - wyrządzić ogromną krzywdę. Nie można mieć jednego bez drugiego.
Kiedy zaczynałam lekturę cyklu od Szamanki od umarlaków było dużo dowcipu, standardowego i tego czarnego, ze szczególnym uwzględnieniem funeralnego. Jasne, było nieco powagi, ale dominował sarkazm i ironia, a ja chwilami chichotałam jak nastolatka. Słowem - doskonałe, lekkie, ciekawe urban fantasy. Następny tom miał w sobie nieco więcej mroku, ale za to zwolnił fabularnie, co pozwoliło na zachowanie proporcji napięcia i sarkazmu. Trzeci tom jest już kompletnie inny - poważny, mroczny, chwilami nawet ciężkawy. Dowcip został zminimalizowany na rzecz bardzo dynamicznej akcji i wielu ciekawych, rozbudowanych fabularnych rozwiązań, które sprawiały, że napięcie było wręcz bolesne.
Początkowo zatem wszystko szło pięknie.
A później, jak to zwykle bywa, było już tylko gorzej.
O książkach pani Raduchowskiej słyszałam same pozytywne słowa. Nadszedł deszczowy wakacyjny dzień, a ja poczułam pilną potrzebę dobrej fantastyki. Pod rękę wpadła mi Szamanka od umarlaków i... Doskonale wiecie co się później stało. :D
Dwa dni później kończyłam drugi tom cyklu czyli Demona luster, a niedługo potem dowiedziałam się, o rychłej premierze tomu trzeciego, co było jedną z lepszych wiadomości w pierwszych dniach pracy po urlopie.
Ida Brzezińska chce być normalną nastolatką. Pech chciał, że urodziła się w czarodziejskiej rodzinie, która absolutnie nie chce słyszeć nic o normalności. Młoda panna Brzezińska jest jednak nad wyraz uparta i swój bardzo niezwykły, ale mało poważany w towarzystwie, talent skrupulatnie ukrywa by pewnego dnia zbuntować się i uciec na studia do Wrocławia. Marzenie Idy się spełnia - zamieszkuje w akademiku z bardzo dziwnymi współlokatorkami, uczęszcza na zajęcia z psychologii i rozpoczyna życie na własny rachunek. Szybko okazuje się jednak, że talent Idy, nieźle utrzymywany w ryzach w domu poza nim zaczyna żyć własnym życiem, a spotykanie na każdym kroku umarlaków wybiłoby z rytmu nawet najbardziej zdeterminowaną osobę. Na całe szczęście Idy, z pomocą przychodzi jej ciotka Tekla, która dosyć szybko i boleśnie sprowadza dziewczynę na ziemię jednocześnie proponując jej pomoc i naukę. Nawet jeśli metody nauki stosowane przez cioteczkę są co najmniej zaskakujące...
Ona jest niezniszczalna. Wrzucisz taką do wulkanu, to ci pamiątki przyniesie.
O spotkaniu z książką należącą do serii Legendarz
wydawnictwa BOSZ marzyłam od naprawdę bardzo dawna. Był też taki okres
w blogosferze kiedy dosłownie wszędzie widziałam recenzje przepięknego Bestiariusza słowiańskiego, który zachwycał niemal każdego czytelnika!
Ja dla odmiany opowiem Wam o Magicznych zawodach!
Od razu Wam napiszę, że ta książka ma niemal same zalety.
(...) kiedy ludzie mówią ,,wszystko", ,,zawsze", ,,nigdy", ,,każdy", może to dotyczyć tylko ich samych, w świecie zewnętrznym bowiem nie istnieją takie ogólne rzeczy.
Poradziła mi, żebym była uważna, bo jeśli ktoś zaczyna zdanie od słowa ,,zawsze", to znaczy, że stracił kontakt ze światem, i że mówi o sobie.