niedziela, 23 października 2016

„Harry Potter i Przeklęte Dziecko" J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne



Tytuł: Harry Potter i Przeklęte Dziecko 

Autor: J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne

Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2016
Liczba stron: 320
Tłumacz: Małgorzata Hesko - Kołodzińska, Piotr Budkiewicz
Kategoria: Fantastyka, Fantasy
Ocena: 5/10



Są książki i książki. Są też książki, które zmieniają nasze życie, takie które po prostu kochamy. Miłości nie trzeba wyjaśniać ani uzasadniać. I choć zwykle nie jestem wylewna to muszę przyznać szczerze – kocham serię o Harrym Potterze. I mogą mi mówić, że są w niej takie czy inne nieścisłości, ale moja miłość pozostaje niewzruszona. Tysiące razy przeczytałam siedem tomów po polsku, po angielsku, a także każdą książkę ze światem HP związaną. Od Tezaurusa, przez Quidditch przez wieki, Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć po Baśnie Barda Beedle’a. Obejrzałam wszystkie filmy kilka razy, przeszłam wszystkie wydane gry, a w zeszłym roku nawet dziecięcą w wersji lego na psp.

Mimo to, do ósmej części sagi podchodziłam z dużą ostrożnością. Odstraszało mnie wiele rzeczy, ale liczyły się dwie – autor i forma. Nie przekonywała mnie ani forma sztuki, ani pióro inne niż J.K. Rowling. Być może jestem w tym osamotniona, ale ja bym nie miała problemu z kolejną częścią HP autorstwa pani Rowling, z przyjemnością mogłabym zapomnieć o obietnicy autorki jakoby siódma część była ostatnią. Ale tak się nie stało, a ja z pomieszaniem w sercu wcale nie pobiegłam po egzemplarz Harry Potter and the Cursed Child. Postanowiłam poczekać na polską wersję i w końcu wczoraj, w dniu premiery, zupełnie przypadkiem trafiłam do sklepu. Wiedziałam, że to nie przypadek i bez egzemplarza wyjść bym nie mogła. Próbowałam się opierać i poczekać z czytaniem, ale po pierwszej stronie pachnącej Hogwartem nie mogłam czekać ani chwili. Książkę przeczytałam. I już po wszystkim. Tajemnica poznana.

środa, 5 października 2016

„Dawca" Lois Lowry


Tytuł: Dawca
 

Autor: Lois Lowry

Seria: Dawca
Tom: 1
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 2014
Liczba stron: 296
Tłumacz: Piotr Szymczak
Kategoria: Science fiction, fantasy
Ocena: 8/10




Bez bicia się przyznaję – Dawcę najpierw obejrzałam w kinie. Film jako taki wydał mi się pomysłowy i frapujący, ale zbyt sentymentalny, i co tu dużo mówić, zwyczajnie ckliwy. W związku z tym do książki zabierałam się trochę jak do jeża. Z jednej strony film w kontekście wykonania mi się podobał, ale nie byłam pewna czy to przekaz z książki, czy film po prostu nie mogąc skorzystać z książkowych środków wyrazu zapożyczył te multimedialnie dostępne. Z drugiej w filmie było zbyt słodko i obawiałam się, że przy książce mnie po prostu zemdli.

Bardzo się myliłam. Dawca autorstwa Lois Lowry to doskonała książka, której największym zarzutem jest jej długość. Czy też „krótkość”. Pozycja skierowana w gruncie rzeczy do dzieci okazała się dojrzałą książką, która porusza wiele istotnych i niejednoznacznych problemów, przedstawia pewne wydarzenia nie oceniając ich, a jednocześnie pozostawia ogromnie dużo miejsca na indywidualne przemyślenia i daje materiał do dyskusji. Nic dziwnego, że Dawca od wielu lat jest lekturą w niektórych krajach. W naszym też mogłaby być, z pewnością byłoby to kształcące, nowocześniejsze i nastoletnie. To nie jest tak, że nasza młodzież może wybierać wyłącznie między Kamizelką B. Prusa, a 50 twarzami Greya E.L. James. Istnieje wybór. Dysponujemy niesamowitymi klasykami pokroju Londona, Tolkiena czy Lema, ale też fantastycznymi książkami obecnych czasów. Nie każda książka musi też wnosić to samo. Na pytanie dlaczego czytamy akurat Anaruka, chłopca z Grenlandii, którego ja przełknęłam całkowicie bezboleśnie, ale dla wielu jest to lektura zaporowa, usłyszałam odpowiedź, że pozwala nam poznać różnorodność kultur panujących w różnych obszarach świata. Mam wrażenie, że jest wiele książek, które z powodzeniem mogłyby pełnić podobną rolę, a bardziej trafiać do młodzieży.

poniedziałek, 3 października 2016

03.10.2016

Tak się złożyło, że akurat w tym miesiącu spędziłam kilka dni w szpitalu chorób kobiecych. To właśnie tam dzieje się dzisiaj wiele tragedii, o których czytamy artykuły. To tam rodzice dowiadują się o chorobach swoich nienarodzonych dzieci. To tam matki dosłownie umierają ze strachu o maluszki, które noszą pod sercem. Ale tutaj też młode (bardzo młode!) kobiety dowiadują się o swoich chorobach. O nowotworzących się tkankach. O bezpłodności. O poważnych problemach hormonalnych czy o wadach w budowie macicy. 

To nie jest tak, że decyzja o aborcji jest jak decyzja o kupnie bułek na śniadanie. Widziałam te kobiety, te twarze. Przerażone. Zapłakane. Załamane. Często bardzo samotne i świadome odpowiedzialności.

Widziałam kobietę w bardzo zaawansowanej ciąży, zwiniętą w kłębek i przestraszoną, przy której czuwały pielęgniarka i położna z całym zapasem czułości, troski, dobroci i życzliwości jaki człowiek jest z siebie w stanie wydobyć.

Widziałam kobietę w bardzo zaawansowanej ciąży podłączoną do ktg. Siedziałyśmy w ciszy przez kilka chwil. Ciszy przerywanej dźwiękami maszyny. Przy każdym przyspieszeniu dźwięku ta kobieta, odwrócona do mnie plecami, podskakiwała ze strachu. Właściwie to nie był strach. 
To było przerażenie.

Widziałam odważną kobietę, ze skierowaniem do szpitala w dłoni. Napis ONKO kłuł w oczy.

W pokoju leżałam z moją rówieśnicą, która dowiedziała się, że jest bardzo poważnie (śmiertelnie) chora, a także z inną dziewczyną, która marzyła o dzieciach, a przyszła się tu badać, bo wcześniejsi lekarze wydali wyrok - bezpłodna.

W szpitalu poznałam to coś. Bezwarunkowe wsparcie i oparcie. Nadzieję. I śmiech. Nawet kiedy był przez łzy. Nieważne ile która miała lat, jakie wykształcenie, marzenia, pragnienia, stan cywilny, poglądy polityczne, ulubioną książkę. Każda przyszła tu przestraszona, dowiedzieć się CO się z nią dzieje, bo że COŚ się dzieje już wiedziałyśmy. Okazało się, że jestem stosunkowo zdrowa, a na pewno nie tak chora jak część z nich. Dlatego dzisiaj, a także każdego kolejnego dnia, będę mówić głośno i wyraźnie:

Nikomu nie wolno oceniać tych wyborów, które podejmują te kobiety. Nikomu nie wolno decydować o ich życiu. Nikomu. Nikt nie ma prawa oceniać ich moralności. Żadna ustawa nie ma prawa decydować za te odważne kobiety, a już na pewno żaden polityk nie może odbierać im prawa wyboru i prawa do życia.

Dla nich to były najtrudniejsze, najstraszniejsze i najgorsze decyzje w ich życiu. Uwierz mi - każda z nich by się z Tobą zamieniła. Ale czy Ty zamieniłbyś się z nimi?

piątek, 23 września 2016

„Immunitet" Remigiusz Mróz


Tytuł: Immunitet
 
Autor: Remigiusz Mróz


Cykl: Joanna Chyłka
Tom: 4
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 2016
Liczba stron: 648
Kategoria: Thriller/Sensacja/Kryminał
Ocena: 6/10



Immunitet był przeze mnie bardzo wyczekiwany. Szaleńczo wręcz. Przyszedł niespodziewanie dzień przed egzaminem w studenckiej kampanii wrześniowej od najwspanialszej książkowej matki chrzestnej. Wręcz można by powiedzieć wróżki chrzestnej. Było warto?

Było, jak zawsze gdy chodzi o zespół Chyłka – Zordon. Chociaż w tym tomie powiedziałabym już Zordon – Chyłka. Immunitet daje o wiele więcej głosu Kordianowi i ze zdumieniem muszę powiedzieć, że było to dobre przekazanie pałeczki. Nie tak obfitujące w zabawne/sarkastyczne/złośliwe/błyskotliwe komentarze jak w przypadku Joanny, ale intrygujące, bardziej.. naukowe. Kordian dojrzewa do roli samodzielnego prawnika i to jest świetne. Coraz ciekawszą postacią jest też dawny patron Kordiana Borsuk vel. stary Buchelt, nazywany także słoniem morskim, który ewoluuje i już się nie ślimaczy. A przynajmniej rzadziej. Biedny Buchelt – odzwierzęce przezwiska chyba już go nie zostawią. Były jednak chwile kiedy drażniła mnie Joanna. W poprzednich częściach poczułam to być może raz. W tej części już jej się to zdarzało częściej. Za to mimo sentymentalnych nurtów autor zdecydowanie nie popadł w przesadę i nostalgię, a wręcz przeciwnie, zarzucił wędkę i wiedział, że złapiemy przynętę. Fantastyczne rozegranie tej partii.

Nie wgłębiaj się zbyt w umysł psychopaty, bo możesz już z niego nie wyjść.

sobota, 17 września 2016

„Jak naprawić uszkodzony mózg" dr. Norman Doidge


Tytuł: Jak naprawić uszkodzony mózg 

Autor: dr. Norman Doidge

Wydawnictwo: Vital
Data wydania: 2015
Liczba stron: 416
Tłumacz: Barbara Mińska
Kategoria: Popularnonaukowa
Ocena: 8/10





Temat neuroplastyczności interesuje mnie nie tylko z racji "o jest ciekawa książka naukowa", ale przede wszystkim z przyczyny moich innych osobistych pasji - neurobiologia, medycyna molekularna, mieszanie się wschodnich i zachodnich metod leczniczych oraz sieci neuronowe to fascynujący i niezwykle przyszłościowe projekty, które naprawdę warto poznać.

Książka Jak naprawić uszkodzony mózg powinna mieć tytuł Jak naprawić uszkodzony mózg wykorzystując zjawisko tzw. neuroplastyczności.

Neuroplastyczność jest cechą mózgu, która pozwala mu zmieniać jego własną strukturę i funkcjonowanie w reakcji na aktywność i umysłowe doświadczenie.

Neuroplastyczność nie jest tematem nowym, ale przez długi czas była tematem niepopularnym. Po pierwsze nie do końca było wiadomo jak się do tego problemu zabrać. Poznano samo zjawisko, ale ani nie znano dokładnych okoliczności towarzyszących, ani w jaki sposób można by to odkrycie wykorzystać. Po drugie, nawet gdy wymyślono pewne zastosowania zjawiska neuroplastyczności to wielki boom na medycynę zachodnią nie sprzyjał ich rozwojowi. Odwieczna walka zwolenników medycyny wschodniej i zachodniej zbyt często nakazuje odrzucać dokonania „drugiej strony”, a nawet techniki tylko podobne, w efekcie czego nakręca się spirala rywalizacji naukowców i lekarzy, ale tracą na tym najbardziej potrzebujący.

czwartek, 15 września 2016

„Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins



Tytuł: Dziewczyna z pociągu
 
Autor: Paula Hawkins

Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2015
Liczba stron: 328
Tłumacz: Jan Kraśko
Kategoria: Thriller psychologiczny
Ocena: 5/10




Nie będę kłamać – sięgając po Dziewczynę z pociągu byłam sceptyczna. Jej powodzenie wydawało mi się mieszanką bestsellerowej reklamy, terminu wydania na Boże Narodzenie, przy w miarę niskiej cenie. Choć przyznaję, że nie spodziewałam się, że odniesie tak oszałamiający sukces, dlatego ostatecznie postanowiłam - sprawdzam!

Rachel jest alkoholiczką, która straciła ukochanego męża Toma, swój dom przy Blenheim Road 23, swoją pracę, obecnie mieszka kątem u koleżanki Cathy. Codziennie jednak wsiada do pociągu do Londynu i z powrotem. Codziennie jedzie tą samą trasą i codziennie wpatruje się w krajobraz za oknem. Każdego dnia pociąg staje przed semaforem dzięki czemu niektórym momentom trasy może przyjrzeć się lepiej. Takim momentem jest właśnie ulica Blenheim Road, przy której kiedyś mieszkała Rachel, a teraz w ich domu pozostał były mąż z kochanką i dzieckiem. Mimo negatywnych uczuć i tęsknoty, Rachel z zainteresowaniem przygląda się życiu sąsiadów z ulicy. Jej ulubionym obiektem są Jason i Jess – para, która wprowadziła się po jej wyprowadzce. Każdego dnia Rachel obserwuje ich życie i relacje aż któregoś dnia zauważa coś co burzy jej spokój i powoduje, że główna bohaterka nie potrafi już przejść obok nich obojętnie. 

niedziela, 28 sierpnia 2016

Bo Praga da się lubić..!




Myślicie, że czytający mieszkają między pełnymi kurzu regałami w bibliotekach? Książkofil to ktoś komu szkła w okularach parują podczas czytania gdy siedzi zamknięty w czterech ścianach? 
Więc nie. Jest bunt czytaczy. 



Otwarta Ząbkowska to festiwal już praktycznie regularny – są warsztaty, teatry, wszelakie kulinaria, książki, muzyka, spacery, koncerty, joga. Co tydzień lub dwa co innego. Można kupić książkę z antykwariatu i kanapkę ze smalcem i ogórkiem, którą popijesz kwasem chlebowym. Bo to Praga właśnie – uśmiech, zabawa, kultura i manana. Prażanie to przede wszystkim świetni ludzie! 


Dzisiaj, w przerwie nauki do kampanii wrześniowej z mechaniki kwantowej, pobiegłyśmy na Otwartą Ząbkowską. Oczywiście – na chwilę, spróbować, zobaczyć słońce i ludzi, pożegnać się, bo to w wakacje już ostatnia odsłona imprezy i wracać do nauki. Lalalala jak zawsze kupiłyśmy książki..


..a na obiad poszłyśmy do kultowej Skamiejki. Kiedy mieszkałam przy Skamiejce (a nikt praktycznie nie miał do niej bliżej niż ja..) zawsze było mi nie po drodze, a to czas, a to nauka i inne wymówki. Kiedy mieszkam w zupełnie innym miejscu jeżdżę tam jak często się da!


Na zdjęciu pierożki chinkali ze świeżą koledrą i śmietaną oraz doskonałe moskiewskie piwo. Tak, słyszałam, że w Rosji nie ma dobrego piwa więc muszę pogodzić się z faktem wypaczonego gustu, bo ja ten trunek bardzo lubię. 

Za rok na pewno znowu będzie festiwal, więc zawczasu wszystkich zapraszam, bo Praga naprawdę da się lubić. ;)