Tytuł: Czerwona królowa
Autor: Victoria Aveyard
Cykl: Czerwona królowa
Tom: 1
Wydawnictwo: Moondrive, Otwarte
Data wydania: 2015
Liczba stron: 488
Tłumacz: Adriana Sokołowska-Ostapko
Kategoria: Fantastyka, fantasy, literatura młodzieżowa
Ocena: 6/10
Wczoraj zamiast się uczyć (a jakże..) zakończyłam Czerwoną królową. Nowoczesny przepis na książkowy sukces – młoda odważna dziewczyna, najlepiej z rodzeństwem, która musi żyć na pograniczu prawa, aby wspomóc biedną rodzinę. Do tego szczypta niezwykłych mocy, trochę kopciuszka, dar do pakowania się w centrum wydarzeń, nieco szczenięcych miłości oraz walka z przeżartym złem systemem i mamy bestseller.
O Czerwonej królowej przed przeczytaniem słyszałam praktycznie wyłącznie pozytywne recenzje - zaskakująca, obfituje w niespodziewane zwroty akcji, która zresztą cały czas trzyma nas w napięciu. Niesamowita, niemożliwe, że to debiut, zapiera dech w piersiach etc. „To debiut” to chyba jedyne w 100% prawdziwe zdanie spośród tych oceanów pozytywów.
Prawdę mówiąc, albo za dużo czytałam tego typu książek, albo niestety fabuła poniosła pewną klęskę, gdyż przewidziałam właściwie wszystko. Tym razem, z bólem mojej książkowej części serca, skłaniam się ku opcji drugiej. Czytając opinie skrupulatnie omijałam spoilery i jedyne co dobrze znałam przed sięgnięciem po lekturę, to obrazek na okładce. Tymczasem po pierwszym rozdziale doskonale wiedziałam jak będzie wyglądał dalszy ciąg przygód bohaterki w tej części książki. Może i nie wiedziałam jak, ale wiedziałam co.
Zdjęcie pięknej autorki zdobi wszelkie zakamarki książkowych forów, ale daty urodzenia tej młodej kobiety nie znalazłam. Jednakże przeczesując wywiady natrafiłam na informacje, że na pewno ukończyła 24 lata, a nie przekroczyła 30. Zatem moje podejrzenia zaczynają graniczyć z pewnością – i ona, i ja czytałyśmy pewnie wiele tych samych książek. Nie da się nie zauważyć podobieństw, gdzie wśród najbardziej uderzających są oczywiście
Igrzyska Śmierci. Wyczuwam wiele wątków z
Rywalek Kiery Cass, a także z
Mrocznych Umysłów Alexandy Bracken, ale dostrzegam też kilka innych podobieństw. Nie chcę mówić których, bo zdradziłabym parę istotnych wydarzeń z książki, ale zapewniam, że jest ich trochę. Dlatego niestety muszę powiedzieć to głośno – fabuła
Czerwonej królowej jest mocno zużyta. Pani Aveyard wykorzystała te same zagrania co kilkudziesięciu autorów przed nią i setka po niej. Naturalnie bądźmy realistami – byłabym wstrząśnięta gdyby było możliwe napisanie czegoś „zupełnie nowego”. To się już praktycznie nie zdarza, wszystko już „kiedyś było”. Mimo to, wiele książek unika zarzutu przewidywalności i schematyczności, co według mnie nie udaje się
Czerwonej królowej.
Główną bohaterkę Mare Barrow poznajemy w kluczowym momencie jej życia. Ma siedemnaście lat i za rok czeka ją przymusowa wieloletnia walka na wojennym froncie. Hierarchię w kraju, w którym mieszka wyznacza kolor krwi - Mare jest czerwonokrwista, a o losie jej i pozostałych czerwonych decydują srebrnokrwiści, czyli innymi słowy elita tego kraju. Istniejący system nie daje jednak czerwonym zbyt dużo powodów do radości, a jeszcze mniej nadziei na zmianę.