czwartek, 10 marca 2016

„Czerwona królowa" Victoria Aveyard

  
Tytuł: Czerwona królowa 

Autor: Victoria Aveyard

Cykl: Czerwona królowa
Tom: 1
Wydawnictwo: Moondrive, Otwarte
Data wydania: 2015
Liczba stron: 488
Tłumacz: Adriana Sokołowska-Ostapko
Kategoria: Fantastyka, fantasy, literatura młodzieżowa
Ocena: 6/10


Wczoraj zamiast się uczyć (a jakże..) zakończyłam Czerwoną królową. Nowoczesny przepis na książkowy sukces – młoda odważna dziewczyna, najlepiej z rodzeństwem, która musi żyć na pograniczu prawa, aby wspomóc biedną rodzinę. Do tego szczypta niezwykłych mocy, trochę kopciuszka, dar do pakowania się w centrum wydarzeń, nieco szczenięcych miłości oraz walka z przeżartym złem systemem i mamy bestseller.

O Czerwonej królowej przed przeczytaniem słyszałam praktycznie wyłącznie pozytywne recenzje - zaskakująca, obfituje w niespodziewane zwroty akcji, która zresztą cały czas trzyma nas w napięciu. Niesamowita, niemożliwe, że to debiut, zapiera dech w piersiach etc. „To debiut” to chyba jedyne w 100% prawdziwe zdanie spośród tych oceanów pozytywów.

Prawdę mówiąc, albo za dużo czytałam tego typu książek, albo niestety fabuła poniosła pewną klęskę, gdyż przewidziałam właściwie wszystko. Tym razem, z bólem mojej książkowej części serca, skłaniam się ku opcji drugiej. Czytając opinie skrupulatnie omijałam spoilery i jedyne co dobrze znałam przed sięgnięciem po lekturę, to obrazek na okładce. Tymczasem po pierwszym rozdziale doskonale wiedziałam jak będzie wyglądał dalszy ciąg przygód bohaterki w tej części książki. Może i nie wiedziałam jak, ale wiedziałam co.


Zdjęcie pięknej autorki zdobi wszelkie zakamarki książkowych forów, ale daty urodzenia tej młodej kobiety nie znalazłam. Jednakże przeczesując wywiady natrafiłam na informacje, że na pewno ukończyła 24 lata, a nie przekroczyła 30. Zatem moje podejrzenia zaczynają graniczyć z pewnością – i ona, i ja czytałyśmy pewnie wiele tych samych książek. Nie da się nie zauważyć podobieństw, gdzie wśród najbardziej uderzających są oczywiście Igrzyska Śmierci. Wyczuwam także wątek z Rywalek Kiery Cass, a także Mroczne Umysły Alexandy Bracken, które choć niedawno zaczęłam to już zauważam pewne podobieństwa, ale zauważam także kilka innych książek. Nie chcę mówić których, bo zdradziłabym parę istotnych wydarzeń z książki, ale zapewniam, że jest ich trochę. Dlatego niestety muszę powiedzieć to głośno – fabuła Czerwonej królowej jest mocno zużyta. Pani Aveyard wykorzystała te same zagrania co kilkudziesięciu autorów przed nią i setka po niej. Naturalnie bądźmy realistami – byłabym wstrząśnięta gdyby było możliwe napisanie czegoś „zupełnie nowego”. To się już praktycznie nie zdarza, wszystko już „kiedyś było”. Mimo to, wiele książek unika zarzutu przewidywalności i schematyczności, co według mnie nie udaje się Czerwonej królowej.
 
Główną bohaterkę Mare Barrow poznajemy w kluczowym momencie jej życia. Ma siedemnaście lat i za rok czeka ją przymusowa wieloletnia walka na wojennym froncie. Hierarchię w kraju, w którym mieszka wyznacza kolor krwi - Mare jest czerwonokrwista, a o losie jej i pozostałych czerwonych decydują srebrnokrwiści, czyli innymi słowy elita tego kraju. Istniejący system nie daje jednak czerwonym zbyt dużo powodów do radości, a jeszcze mniej nadziei na zmianę. 

W szkole uczyliśmy się o świecie, który istniał przed naszym światem, o aniołach i bogach mieszkających w niebie i sprawujących na ziemi mądre rządy łagodną ręką. Niektórzy twierdzą, że to zwykłe bajania, ale ja im nie wierzę.
Bogowie nadal nami rządzą. Przybyli z gwiazd. I nie są już łagodni.

Bohaterka jest przerażona perspektywą zbliżającego się wyjazdu, samotności i beznadziejnej drogi w samą paszczę śmierci, lecz choć kombinuje jak może, to przeczuwa, że przed losem wojennej wojowniczki nic jej nie ocali. Bieg wydarzeń wpakuje ją jednak w sam środek wydarzeń, w wyniku których Mare może jeszcze nie jednokrotnie zatęsknić za perspektywą wojny na froncie, zwłaszcza kiedy pomyśli o innej walce, w której żeby brać udział wcale nie musi nigdzie wyjeżdżać.

Prawda się nie liczy. Liczy się tylko to, w co wierzą ludzie.

Bohaterowie są niestety, podobnie jak fabuła, skonstruowani dosyć schematycznie. Najmocniejszą stroną jest jak sądzę sama Mare Molly Barrow. W odróżnieniu od głównej bohaterki Igrzysk Śmierci, ta panna jest dosyć konsekwentna i przekonana do swojej walki, nieco mniej histeryczna i zraniona (przynajmniej w tym tomie), a bardziej walcząca z systemem. Wartości i uczucia Mare są także trochę inne, ale o tym nie będę opowiadać, żeby nie marnować i tak nadszarpniętej przewidywalnością, fabuły. Mogę za to dodać, że w dosyć ciekawy sposób są przedstawiane umiejętności bohaterki i to akurat przypadło mi do gustu.

Doceńmy jednak także zalety książki. Po pierwsze jest to debiut dość młodej autorki i w tych kategoriach pani Aveyard odniosła ogromny sukces. Nie wiem czy to skutek bardzo rozbudowanej kampanii reklamowej, czy też wejścia na rynek na fali popularności kategorii Young Adult, która ostatnio szturmem podbija większość list bestsellerów, ale z pewnością nazwisko Victoria Aveyard rozbłysło niczym bożonarodzeniowe światełka w grudniu. Chyba każdy zorientowany czytelnik usłyszał o Czerwonej królowej nawet jeśli nie koniecznie interesuje go ten typ literatury. Może dlatego oczekiwałam arcydzieła w swojej kategorii, a to co otrzymałam trochę mnie rozczarowało? Być może oczekiwałam zbyt dużo.

Książka ma bezapelacyjnie jedną wielką zaletę – jest niezwykle wciągająca. Akcja faktycznie jest wartka, strona po stronie poznajemy może i oklepane, ale wciąż niezłej jakości historie. Autorka ma pewną lekkość pióra, którą daje się wyczuć, nawet jeśli są chwile kiedy wkrada się trochę chaosu. Zresztą może i ten chaos jest zamierzony, rozprasza czytelnika i pozwala mu na chwilkę się zagubić i wykrzyknąć „hola hola, ale gdzie co jak kiedy?”

Czy książka mi się podobała.. To trudne pytanie. Wciągnęła z pewnością. Błyskawicznie pochłonęłam te 488 stron, choć od pewnej chwili przestała mnie do czytania pchać chęć poznania losów bohaterów, a zaczęła zwykła ciekawość i potrzeba sprawdzenia czy moje przewidywania są słuszne.

Czy sięgnę po kolejny tom?
Po niedługim zastanowieniu stwierdzam, że tak. Czerwona królowa była dla mnie diabelnie przewidywalna. Pytanie dlaczego pozostawiam bez odpowiedzi. Nie dosyć, że jest to debiut, to w dodatku pierwsza część większej całości, zatem nie zamierzam jeszcze autorki oceniać. Być może w kolejnej książce przekona mnie, że ma do powiedzenia coś więcej niż parafrazowanie niedawno przemaglowanych wzdłuż i wszerz historii. 

Dla kogo książka?
Oczywista sprawa. Dla fanów kategorii YA będzie w sam raz. Fani Igrzysk Śmierci na pewno w tej książce znajdą coś dla siebie (w najgorszym razie powtórkę z Igrzysk, co nie każdemu musi się nie podobać, bo w końcu nie ma monopolu, a są gusta i guściki). Starsi fani literatury.. Mogą, ale nie muszą polubić tej pozycji.

| Czerwona królowa | Przeklęta korona (nowelki) | Szklany miecz |
| Królewska klatka |


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz