Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania szklany tron, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania szklany tron, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

„Szklany tron" Sarah J. Maas


Tytuł: Szklany tron

Autor:Sarah J. Maas

Seria: Szklany tron
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 2013
Liczba stron: 520
Tłumacz: Marcin Mortka
Kategoria: Fantastyka, fantasy,
Ocena: 7/10





Do Szklanego tronu byłam nastawiona sceptycznie. Dlaczego? Dlatego, że moje ostatnie doświadczenia są bezlitosne – im o książce jest głośniej, a jej reklama bardziej wszechobecna tym jest ona słabsza. Istnieje kilka odstępstw od tej reguły i zwykle książki te osiągają sukces wszechczasów (jak choćby Harry Potter, Sto lat samotności czy Wiedźmin), ale najczęściej okazują się zaledwie średnimi książkami (jak np. Niezgodna czy Czerwona królowa). Szklany tron był w każdej wyświetlanej mi książkowej reklamie, pojawiał się setki razy na portalach społecznościowych i blogach.

Myśląc, że trafię na lekką lekturkę rozpoczęłam czytanie na początku sesji. Nie zdziwi Was pewnie kiedy powiem, że był to błąd. Błąd, bo nie potrafiłam już tej książki odłożyć, zresztą ani Szklanego tronu, ani żadnej z kolejnych trzech części sagi.

Książka wciąga bez reszty. Cud, że nikomu nie stała się krzywda, bo nie mogłam się od niej oderwać nawet przygotowując sobie obiad. Fabuła pędzi na łeb na szyje i nie daje nam czasu na oddech.

Główną bohaterką jest odważa, silna i całkiem butna Celaena. Pod opieką Arobynna Hamela była każdego dnia brutalnie szkolona na arogancką i bezbłędną zabójczynię. Trwało to do dnia gdy w wyniku intrygi, za swoje przewinienia została zesłana do katorżniczej pracy w kopalni Endovier. Niespodziewanie do miejsca zesłania przybywa ważna osobistość i składa jej szaloną propozycję, a Celaena jest w tak rozpaczliwej pozycji, że wspina się na szczyt szaleństwa i propozycję tę przyjmuje. Od tego momentu całe jej życie się zmienia, a wypadki dramatycznie przyspieszają. Gra się rozkręca, a czytelnik dostaje wypieków na twarzy.

środa, 9 sierpnia 2017

Przedpremierowo „Zaklinacz ognia” Cinda Williams Chima


Tytuł: Zaklinacz ognia
 

Autor: Cinda Williams Chima

Cykl: Starcie królestw
Tom: 1
Wydawnictwo: Moondrive/Otwarte
Data wydania: 17.08.2017
Liczba stron: 480
Tłumacz: Dorota Dziewońska
Kategoria: Fantastyka, Fantasy
Ocena: 7/10




Moja pierwsza (i mam wielką nadzieję, że nie ostatnia!) recenzja przedpremierowa! Zatem zapraszam Was do Siedmiu królestw, w których w Zaklinaczu ognia, pierwszej części cyklu Starcie królestw, poznacie tajemniczego uzdrowiciela od koni i specjalistę od trucizn oraz dziewczynę z magicznym znamieniem i ogniem we krwi, walczących z bezwzględnym władcą Ardenu!

Chcę wybrać się do wszystkich tych miejsc, które znam tylko z książek.

Przeczytałam już wiele pozycji z kategorii młodzieżowego fantasy, dlatego nie będę owijać w bawełnę – książka miała zarówno wady jak i zalety. Jednak pomimo kilku mankamentów, zdecydowanie będę czekać na kontynuację Starcia królestw, a do tego czasu mam nadzieję, że zdążę przeczytać Siedem królestw czyli cykl, którym autorka tak naprawdę kilka lat temu rozpoczęła przygodę w wykreowanym przez siebie fantastycznym świecie.

środa, 24 stycznia 2018

„Naznaczeni śmiercią" Veronica Roth


Tytuł: Naznaczeni śmiercią

Autor: Veronica Roth


Cykl: Carve the Mark 
Tom: 1
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 2017
Liczba stron: 534
Tłumacz: Zuzanna Byczek
Kategoria: Literatura młodzieżowa, fantasy, fantastyka
Ocena: 7/10



Wiele osób Niezgodną uwielbiało, ale ja byłam wyjątkiem. Książka nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, chyba, że w kontekście debiutu, a to tak, rzeczywiście Niezgodna to świetny debiut. W dodatku zaskakująco błyskawicznie zekranizowany. Szklany tron, Dwory, Mroczne umysły, Rywalki, Czerwona królowa, Niezwyciężona - tyle naprawdę niesamowitych, popularnych, uwielbianych wręcz cykli, a tylko jeden został zekranizowany i to już (nieomal) w całości. Być może nawet film wyprzedził pod pewnymi względami książkę, co jest ostatnio modne i podobnego przykładu daleko szukać nie trzeba, ot wystarczy wspomnieć Dziewczynę z pociągu.

W dodatku ja jednak podczas lektury mocno wyczuwałam niewprawne debiutanckie pióro i choć sami bohaterowie byli zaskakująco dobrze skonstruowani, to miałam nieustanne wrażenie, że autorka ma świetne pomysły, które po drodze po prostu topi. Moje rozdrażnienie tym faktem sprawiło, że Niezgodną porzuciłam obiecując jednak Veronice Roth, że jeśli napisze coś nowego to ja to przeczytam, bo a nóż widelec pewne rzeczy poprawić się udało. Niedługo później wyszli Naznaczeni śmiercią, a ja już wiedziałam, że chcąc nie chcąc jestem na tę lekturę skazana. Nie spodziewałam się fajerwerków, miałam jedynie nadzieję, że nie będzie rozczarowania.

I nie było! Naznaczeni śmiercią okazali się według mnie znacznie lepszą książką niż Niezgodna.

środa, 22 lutego 2017

Słowo o recenzjach

Aby zrównoważyć nieco cięższy wydźwięk tego posta dorzucam piękne choć jeszcze nieśmiałe narcyzy. Wczoraj gdy przyniosłam je do domu, były zielonymi wiecheciami wystającymi z ziemi i przypominającymi trawę. Dzisiaj gdy otworzyłam oczy był jeden nierozkwitnięty pączek, a teraz? :) 


W zeszłym tygodniu usłyszałam zarzut, że współpraca ze mną jest niemożliwa z powodu jakości moich recenzji. Zasmuciłam się. Sądziłam, że to oznacza, że moje recenzje są za słabe ze względu na jakieś błędy z typu razem czy osobno albo interpunkcyjne, że moje teksty są niemerytoryczne, niespójne, być może nie ciągną tłumów i muszę popracować na przykład nad ich lekkością, nad regularnością, nad stroną na fb, nad organizacją samej notatki. Zasmuciło mnie to, ale przede wszystkim zmotywowało. Muszę się bardziej postarać, pomyśleć, popracować, zastanowić jak to poprawić. W związku z tym poprosiłam o konstruktywną krytykę osobę, która to napisała. Byłam przygotowana, że nie będzie to miód na moje uszy, ale postanowiłam, że wezmę to na klatę.

To co otrzymałam o niebo (albo i trzy) bardziej mnie zaskoczyło niż zasmuciło i dało do myślenia, czym postanowiłam się z Wami podzielić. Po pierwsze dowiedziałam się, że moje recenzje są za krótkie. No cóż. Rozumiem to, ale akurat to mam przemyślane. Na swoje potrzeby piszę tyle ile chcę, tyle ile mam do powiedzenia, nie zmuszam się do pisania czegoś na siłę to raz. Dwa to proza życia, większość z nas jest zabiegana i zapracowana i niewielu ma czas regularnie czytać recenzje książki na dwie strony A4 (statystycznie moje recenzje mają jedną stronę A4 lub akapit więcej). Jetem skłonna do pertraktacji w tym punkcie, ale w ramach zdrowego rozsądku. Napisanie dwóch stron A4 recenzji lektury mającej 118 stron i zwartą, przyczynowo-skutkową fabułę, to przesada, która skończy się albo kompletną nudą, albo spoilerami. Recenzja powinna być esencją i zwartą opinią, a nie kolejną książką i tego się staram trzymać. Czasami piszę więcej, ale to przy wyjątkowych okazjach, a czasem mniej, bo.. no właśnie. Ze względu na punkt 2, ale to za chwilę.

Po drugie usłyszałam, że za mało opisuję treść książki, nie zdradzam pikantnych szczegółów i nie odnoszę się w kolejnych tomach do najbardziej palących kwestii, "a przecież wszyscy sięgając po tę książkę wiedzą, że ostatecznie będzie musiała wybrać między tym a tym". No więc nie. Nie wszyscy wiedzą. Dokładnie tak zaspoilerowano mi na przykład Szklany Tron, ponieważ akcja jest tam tak dynamiczna, że bohaterowie z pierwszego tomu diametralnie zmieniają się w trzecim i przecież wszyscy to wiedzą. Niestety, chociaż rzeczywiście wywołało to dynamiczną dyskusję w komentarzach, to ja naprawdę zirytowana nigdy więcej do tej blogerki nie powróciłam. Owszem, mogłam na daną recenzję nie wchodzić, ale powiem szczerze - dla mnie jest oczywistym, że recenzja to opinia i merytoryczna ocena, a nie streszczenie. Moim naczelnym postanowieniem gdy zdecydowałam się pisać było niespoilerowanie. Przy tym postanowieniu pozostanę. 

Po trzecie dowiedziałam się, że jestem krytyczna. Przepraszam, że to powiem, ale jak dla mnie to komplement, bo chyba właśnie taka powinna być recenzja. Każda książka ma coś pozytywnego i zawsze staram się to znaleźć. Ale każdy lubi inne rzeczy, dla jednych literówki nie mają znaczenia, a dla innych owszem. Dla niektórych kolejny trójkąt miłosny to już zbyt wiele, a dla innych oczywista część książek młodzieżowych. Chciałabym, żeby osoby czytające moją recenzję otrzymały opinię uczciwą tak aby same zadecydowały czy chcą sięgnąć podaną książkę czy nie. Co do "gwiazdkowych" ocen - są dla mnie subiektywne, wynikają z moich osobistych wrażeń z lektury i niczego więcej. Prawdę mówiąc, uważam, że nie raz krytyczna recenzja jest lepsza od tej słodkiej. Ja po książkach, które w recenzjach mają same serduszka, a opis wrażeń zawiera się w "jest najlepszą książką na świecie" nie spodziewam się zbyt wiele. Kiedy wiem, że dana książka ma słabszego tłumacza to dłużej daję jej szansę, staram się życzliwiej spojrzeć na fabułę. Jeśli książka mi się bardzo podoba - piszę to. Gdy do mnie nie przemawia - piszę to.

Chętnie przyjmuję merytoryczną krytykę (naprawdę!) - pytanie czy nie uważam, że cudzysłów apostrofowy (czyli otwierający na dole - „ zaś zamykający na górze - ”) dodaje notatkom estetyki jest celne. Uważam tak. Więc teraz powolutku to poprawiam, zwłaszcza w tytułach postów, gdzie jest to szczególnie widoczne.

Podsumowując, można by zapytać po co to piszę, zatem zawczasu odpowiem. Ponieważ chcę głośno i wyraźnie powiedzieć, że piszę, bo lubię. Po prostu. Dlatego nie zamierzam na siłę pisać wielostronicowych rozważań, informować Was, że dzięki temu, że bohater X zachorował, bohaterka uświadomiła sobie jak bardzo go kocha, i że chce z nim być do końca życia przez co odrzuciła uczucia bohatera Y. Chcę żebyście mieli radość książki, odkrywania jej strona po stronie, żebyście sami dotarli do jej tętniącego życiem serca. Ja chcę Wam tylko opowiedzieć jak jej serce bije, w jakim rytmie, czy regularnie, czy brzmi dobrze, żebyście sami ocenili czy to może być wasza bratnia dusza, czy też jednak niekoniecznie. Nie będę też pisać pod oczekiwania, bo to w ogóle mija się z celem. Wystarczyłoby wtedy napisać trzy rozkoszne opinie i naprzemiennie zmieniać tylko tytuły książek, które opisują. 

Bardzo dziękuję więc za te słowa, ale niestety muszę powiedzieć, że tego nie zmienię, dlatego rzeczywiście współpraca ze mną na wyżej wymienionych warunkach nie jest możliwa. Jednakże współpraca jest. Chętnie piszę recenzje, o wspólnie ustalonej długości, bez spoilerów i z maksymalną uczciwością i szczerością przy zachowaniu 250% życzliwości dla Autora.

Ściskam mocno i mam nadzieję, że teraz nikt nie będzie miał wątpliwości czemu piszę jak piszę, a Wam czytającym moje recenzje, bardzo bardzo bardzo dziękuję, że jesteście i znosicie moje paskudne postanowienia. <3

wtorek, 14 listopada 2017

„Dwór skrzydeł i zguby” Sarah J. Maas


Tytuł: Dwór skrzydeł i zguby
 

Autor: Sarah J. Maas

Cykl: Dwór cierni i róż
Tom: 3
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 2017
Liczba stron: 524
Tłumacz: Jakub Radzimiński
Kategoria: Fantasy, fantastyka
Ocena: 8/10




To już ostatnia wizytach na dworach i nie przeczę – będę tęsknić. Cały cykl miał swoje lepsze i gorsze momenty, ale to nie zmienia faktu, że pokochałam świat Dworów, fantastyczne zamieszkujące go istoty, intrygujących i wyrazistych bohaterów tak dobrych jak i złych.

Tym razem zacznę od końca czyli od pytania „czy to naprawdę ostatnia część cyklu”…? Sarah J. Maas raczej w tym tomie nie pozostawia nam złudzeń i nie sądzę aby po takim zakończeniu pojawił się kolejny tom Dworu cierni i róż. Jednak według mnie w Dworze skrzydeł i zguby pani Maas zasygnalizowała kilka zupełnie nowych wątków, ale ich w tym tomie nie dokończyła, pozostawiając sobie otwartą przestrzeń na powrót do nich w przyszłości, na przykład w opowiadaniach. Wydaje się to stosunkowo prawdopodobnym scenariuszem, bo sądząc po liczbie nowelek w cyklu Szklanego tronu, autorka bardzo lubi tę formę, a jeśli rzeczywiście się na to zdecyduje, to nam pozostaje mieć nadzieję, że przy tej okazji zdradzi nam coś jeszcze z historii głównych bohaterów.

– Jeśli mój ojciec się dowie, że posiadasz jego moc, wyśledzi cię i złapie – powiedział w zimny mrok. – I zabije za to, że nauczyłaś się nią władać.
– Będzie musiał ustawić się w kolejce.

Jak wiecie, pierwszy tom czyli Dwór cierni i róż nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia na jakie liczyłam (recenzja tutaj). W związku z tym niemałym zaskoczeniem był dla mnie Dwór mgieł i furii (recenzja tu), który bez reszty mnie oczarował, i choć nie była to może najbardziej ambitna literatura świata, to z pewnością magnetyczna, przyjemna i wciągająca, a przede wszystkim o niebo lepsza od tomu pierwszego. Nie przeczę więc, że miałam spore oczekiwania co do tomu trzeciego i wiedząc, że jest to zakończenie tego cyklu liczyłam, że naprawdę pozostawi mnie on bez tchu.

Tak się jednak nie stało. Po pierwsze, Dwór skrzydeł i zguby według mnie, podobnie jak Imperium burz czyli piąty tom cyklu Szklany tron, został zdecydowanie przesłodzony. Zabrakło mi znanych z wcześniejszych tomów dowcipów i złośliwości bohaterów, których zostało tyle co kot napłakał. Szczególnie wyczuwalne stało się to w relacji naczelnej pary trylogii gdzie dawne cudowne docinki zostały zastąpione przez jeszcze większą liczbę scen seksu. Oprócz tego zrobiło się nieco przewidywalnie, a wiele rzeczy stało się nadmiernie czarno-białych, nie mówiąc o tym, że wkradał się chwilowy potworny melodramat (mam tutaj na myśli sceny z panem-od-zamykania-w-złotej-klatce). Szczytem było pojawienie się w finałowym momencie książki pewnego pana ze statkami - od tego momentu czekałam już tylko na tęczę i jednorożce, a chwile grozy, które powinny mnie łapać za serce nieco utraciły swój wiarygodny wyraz.

Jednak żebyście nie myśleli, że Dwór skrzydeł i zguby to pasmo porażek! W żadnym razie. Bohaterowie wciąż są niesamowici i wyraziści, a w tym tomie możemy poznać ich bliżej niż kiedykolwiek. Pojawiają się zarówno stare jak i nowe kłopoty, a wielka wojna puka już do drzwi nie tylko świata ludzi, ale także dworów. W tym tomie dostajemy także niepowtarzalną okazję poznania pozostałych dworów co dodaje książce uroku. Niestety jest tego mniej niż bym sobie życzyła, bo pokochałam ten świat i nie mogę uwierzyć, że to już koniec a ja wciąż nie wiem zbyt dużo o zamku Berona czy dworze Świtu. Akcja jest intensywna, przemyślana i niezwykle wciągająca.

Moim ulubionym tomem pozostanie Dwór mgieł i furii, ale mimo to gorąco Was namawiam do poznania historii Feyry, a jeśli czytaliście dwa pierwsze tomy to musicie sięgnąć po ostatni, w którym zobaczycie mnóstwo skrzydeł i poczujecie smak zguby! Poza tym, że poznacie bezkresny ocean miłości naszego ulubionego bohatera. ;)


PS Bardzo wysoko cenię książki Wydawnictwa Uroboros, więc z pewną dozą niepewności muszę powiedzieć, że tym razem w mojej książce (zakupiony ebook) było sporo literówek. Wiem, że przy takim tempie tłumaczenia i tak długiej książce, zawsze można coś zgubić, ale jestem trochę zaskoczona, bo w poprzednich tomach zdarzyło się to może raz lub dwa, nie więcej, a w gruncie rzeczy jest to flagowy produkt wydawnictwa. Osobiście wolałabym poczekać jeszcze tydzień i nie mieć tych błędów. 

Wszystkie cytaty pochodzą z recenzowanej książki.

| Dwór cierni i róż | Dwór mgieł i furii | Dwór skrzydeł i zguby | 
| Dwór szronu i blasku gwiazd | Dwór srebrnych płomieni cz. 1 | 
| Dwór srebrnych płomieni cz. 2 |


czwartek, 12 listopada 2020

Cytat tygodnia

Bez względu na to, co się zaraz wydarzy - powiedziała cicho - chcę ci podziękować.
Kapitan przechylił głowę .
- Za co? (...)
- Za to, że dzięki tobie moja wolność nabrała sensu. 
 
- Szklany tron, Sarah J. Maas -

wtorek, 18 listopada 2025

Ja jednak będę niepewna czyli cykl Bezsilna Lauren Roberts


 

Tytuł: Bezsilna, Niezłomna, Beztroska, Bezwzględna, Niepewna

Autor: Lauren Roberts

Cykl: Bezsilna
 Tom: 1, 1.5, 2, 3, 3.5
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 2024, 2025
Liczba stron: 608, 288, 432, 640, 288
Tłumacz: Natalia Gawrońska (1-3), Piotr Kucharski (3.5)
Kategoria: Romantasy
Ocena: 5+/10


Po polskim wydaniu Bezsilnej Lauren Roberts media społecznościowe dosłownie eksplodowały, a książka wręcz wyskakiwała z lodówki. Kolejne tomy nie były aż tak szumnie zapowiadane, a jednak fakt ich premiery (wraz z wyrazami zachwytu) docierał do mnie za każdym razem. Zwlekałam z czytaniem do czasu wydania wszystkich trzech tomów głównego cyklu, a przy okazji skoro dostępne były dwie nowelki, to postanowiłam czytać wszystko po kolei i sprawdzić czy te wszystkie komplementy znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Główną bohaterką historii jest Paedyn, która pokątnie mieszka z przyjaciółką. Jedna utrzymuje je z kradzieży, druga ze sprzedaży dzieł swoich rąk. W rezultacie często są głodne, brudne i zmęczone, ale cieszą się, że żyją i mają siebie. Pewnego dnia do Pae uśmiecha się szczęście i zręcznie okrada mężczyznę z kwoty, która pozwoliłaby im choć przez chwilę na poprawę bytu. Jednakże już po chwili ratuje mu życie i dowiaduje się, że właśnie okradła i ocaliła brata następcy tronu przygotowywanego do roli Egzekutora. Niestety dla Pae jej odważny czyn nie przeszedł bez echa i w wątpliwej nagrodzie zostaje wyznaczona do udziału w organizowanym przez Króla turnieju. Może i nie byłoby to dla niej aż tak dramatyczne, gdyby nie tajemnica, którą Pae skrywa - dziewczyna nie ma mocy, a w Ilyrii osoby jej pozbawione są skazywane na śmierć, a w najlepszym razie na banicję i to właśnie przez Egzekutora. Tymczasem nie dość, że przykuła uwagę osoby, której z całego serca nienawidzi, to jeszcze do tego Egzekutor pozostaje zaintrygowany i dziewczyną, i jej działaniami. Cykl ma wielu bohaterów, ale skupia się na trojgu (z wyraźną dominacją dwojga), natomiast obie nowelki rozwijają historie postaci pobocznych, skupiając się na wydarzeniach równoległych (nie przechodzimy w przeszłość). 

Moja krew będzie użyteczna, tylko jeśli zostanie w moim ciele.
Mój umysł będzie użyteczny, tylko jeśli nie stracę głowy.
Moje serce będzie użyteczne, tylko jeżeli nie pęknie.
Cóż, wygląda na to, że stałam się kompletnie bezużyteczna.

niedziela, 5 czerwca 2016

„Niezgodna" Veronica Roth



Tytuł: Niezgodna

Autor: Veronica Roth

Cykl: Niezgodna
Tom: 1
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 2014
Liczba stron: 352
Tłumacz: Daniel Zych
Kategoria: Fantastyka, Fantasy
Ocena: 6/10




Po Niezgodną sięgnęłam dla rozluźnienia. Była to niedługa wciągająca podróż w nieznane. Ale czy faktycznie tak dobra aby robić filmową adaptację?

Jesteśmy w USA nowej generacji, w której aby uniknąć Wojny mieszkańcy zostali podzieleni na pięć frakcji – Altruizm, Erudycję, Serdeczność, Prawość i Nieustraszoność. Ach no i bezfrakcyjność. Każda frakcja ceni sobie inne umiejętności i dąży do innych celów, ale wszystkie dają swój wkład dla Dobra Wspólnego. Tak przynajmniej jest w teorii. Nie wiem jak Wam, ale mnie w tym momencie przypomniał się trochę Dawca.

Ludzki rozum może usprawiedliwić każde zło; dlatego jest takie ważne, że nie polegamy na nim.

Główną bohaterką książki jest szesnastoletnia Beatrice Prior i to z jej perspektywy poznajemy nową rzeczywistość. Beatrice urodziła się w Altruizmie, ale za chwilę będzie podejmować świadomą życiową decyzję o tym, która frakcja stanie się dla niej nowym domem i rodziną. Dziewczyna decyduje się na szalone rozwiązanie i już za chwile skacze z dachu jako Tris. Co dalej oczywiście nie zdradzę, natomiast mogę zapewnić, że nie jest to ostatni skok bohaterki.

W tej książce wiele mi się nie podobało przede wszystkim pod względem fabuły.  Koleje losu bohaterów dla mnie były naprawdę boleśnie przewidywalne. Odnoszę wrażenie, że autorka miała świetne pomysły, ale je po drodze pogubiła. Tyle dobrych wątków i prawie żaden, jak na mój gust, nie został poprowadzony satysfakcjonująco.

wtorek, 9 sierpnia 2016

„Dwór cierni i róż" Sarah J. Maas


 
Tytuł: Dwór cierni i róż
 
Autor: Sarah J. Maas

Cykl: Dwór cierni i róż
Tom: 1
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 2016
Liczba stron: 524
Tłumacz: Jakub Radzimiński
Kategoria: Fantasy, fantastyka
Ocena: 6/10




Po oszałamiającym sukcesie mojej przygody z serią Szklany tron, naturalnie sięgnęłam po kolejną książkę autorki, a mianowicie po Dwór cierni i róż.

Faktycznie książka jest połączeniem opowiadania o Pięknej i Bestii z czarodziejskimi i magicznymi historiami, wierzeniami czy legendami.

Główna bohaterka Feyre, ma charakterek, jest ostra i praktyczna, nie zawaha się zaryzykować własnego życia dla rodziny. Jednak pewnego dnia ryzykuje zbyt dużo i musi ponieść stosowną karę. W ramach kary za swój czyn ma do wyboru śmierć lub bezpowrotne przenosiny wraz z „Bestią” do Prythianu gdzie czeka na nią wiele zagadkowych wydarzeń.

Bohaterowie książki są jej mocnym punktem. Sarah J. Maas udowodniła w Szklanym tronie, że doskonale wie jak tworzyć wielowymiarowe, wyraziste postacie, które zapadają w pamięć. Dwór cierni i róż dowodzi także jej umiejętności do tworzenia wspaniałych magicznych światów wypełnionych dziwnymi, często bardzo mrocznymi, istotami (tutaj nawet, autorka puściła wodze fantazji bardziej niż w Szklanym tronie!).


Tym razem jednak z pewnym rozczarowaniem stwierdzam, że Dwór cierni i róż jest do bólu przewidywalny. W książce nie zaskoczyła mnie ani jedna rzecz, prócz dwóch, które były tak dużym banałem, że zwyczajnie nie spodziewałam się takiego poziomu po autorce Szklanego tronu. Czytałam opinie, że Dwór cierni i róż jest zaskakujący. Proszę o wybaczenie, ale najbardziej zaskakujące są opisy przyrody i istot zamieszkujących Prythian. Nie chcę mówić konkretnie, bo fabuła jest na tyle do przewidzenia, że zdradzenie czegokolwiek poważnie umniejszy wartość książki, ale szczytem szczytów była na przykład zadana zagadka, której odpowiedź znałam natychmiast po jej przeczytaniu.

Książka była spójna, bohaterowie wyraziści, rzeczywistość bardzo interesująca. Fabuła dramatycznie banalna. Moja hipoteza na temat Dworu cierni i róż jest taka, że jest to pierwsza powieść autorki, do której miała ona niezwykły sentyment, a której publikacja była możliwa dzięki niewątpliwemu sukcesowi Szklanego tronu. Ewidentnie widać, że ta książka jest jeszcze nieśmiała, a bohaterowie choć naprawdę dobrze skrojeni to jednak nieco mniej odważni i wszechobecni niż we flagowej książce autorki.

Powieść wcale nie jest „Idealna dla fanów twórczości Georga R. R. Martina”. Nie mam pojęcia, skąd ktoś wziął takie porównanie, bo punktem wspólnym jest jedynie fantastyczny świat, który pomimo całego mojego szacunku dla autorki, póki co nie umywa się do rzeczywistości stworzonej przez Pana Martina.

Książka jest dobra, ale nie jest rewelacyjna. Większość fanów autorki zapewne po nią sięgnie. Ale myślę, że jest to tylko przyjemny i dosyć niewymyślny przerywnik w oczekiwaniu na kolejny tom sagi Szklanego tronu.

- Ciesz się swoim ludzkim sercem, Feyro. Żałuj tych, którzy nie czują już nic.


| Dwór cierni i róż | Dwór mgieł i furii | Dwór skrzydeł i zguby | 
| Dwór szronu i blasku gwiazd | Dwór srebrnych płomieni cz. 1 | 
| Dwór srebrnych płomieni cz. 2 |

wtorek, 9 czerwca 2020

„Catwoman. Złodziejka dusz" Sarah J. Maas


Tytuł: Catwoman. Złodziejka dusz

Autor: Sarah J. Maas

Wydawnictwo: Wydawnictwo MAG
Data wydania: 2019
Liczba stron: 374
Tłumacz: Małgorzata Strzelec
Kategoria: Fantastyka, fantasy
Ocena: 7/10






Nie wiem czy już się zdradziłam, ale jestem wielbicielką produkcji o superbohaterach. ;) Oczywiście nowe postacie wzbudzają we mnie pozytywne uczucia, ale jednak największe emocje wywołują znani już bohaterowie jak np. Spider-man, Avengers czy X-men. Po komiksy sięgam kiedy tylko nadarzy się okazja (tyle, że są jak na moje możliwości finansowe dosyć drogie), ale praktycznie zawsze jestem bardzo usatysfakcjonowana. Jakiś czas temu mignęła mi nowa książka pt. Catwoman. Złodziejka dusz autorki cyklu o Dworach i cyklu Szklany tron. Oba cykle pani Maas miały swoje wady i zalety, ale umiejętności tworzenia fantastycznych światów i wciągającej, dynamicznej fabuły pełnej dosyć różnorodnych bohaterów absolutnie nie można jej odmówić. Jednak Catwoman to przecież znana postać z uniwersum DC Comics! Zarówno ona sama jak i jej świat są całkiem dobrze opisane, więc powątpiewałam zarówno w samą ideę książki, jak i w to, że Sarah J. Maas sprosta wyzwaniu. Mimo to, superbohaterski książkowy klimat brzmiał tak czarująco, a ebook był w tak dużej promocji, że po chwili wahania wylądował na moim czytniku.

Jak zapewne się domyślacie, Catwoman. Złodziejka dusz to wariacja znanych nam historii o kobiecie-kot. Ponieważ stworzona przez panią Maas opowieść jest pewną kombinacją znanych już wątków, nie będę Wam opisywać fabuły. Mogę za to powiedzieć, że Selina Kyle będzie niezwykle wprawną złodziejką, bystrą indywidualistką, czułą siostrą i prawdziwym złoczyńcą. Fabularne rozwiązanie jej historii z jednej strony wprowadzi nieco zamieszania, z drugiej będzie znanym z innych książek autorki zabiegiem.

sobota, 16 listopada 2019

10 rzeczy, których nienawidzę w recenzjach #100000 wyświetleń


Z okazji 100 000 wyświetleń obiecałam specjalne posty. Trochę się zeszło zanim do nich usiadłam, ale oto i pierwszy z nich.
10 rzeczy, których nienawidzę w recenzjach to temat oczywisty - jako blogerka długo kształtowałam swój styl rozważając co lubię, co umiem, bywałam też na wielu innych blogach, na których poznawałam wspaniałych ludzi. Były też takie, z których uciekałam z jękiem bólu na ustach. ;)

1. Błędy ortograficzne? Każdy ma do nich prawo!

Owszem, każdy może popełnić błąd. Ale jak to mawiał Cyceron Każdy człowiek może zbłądzić, uparcie trwa w błędzie tylko głupiec. Jeśli piszesz recenzje, nieważne czy muzyki, czy ubrań, czy filmów naprawdę wypada uważać na ortografię. Drobne błędy wszystkim się zdarzają, ale trzeba nad tym pracować, poprawiać, nie obrażać się kiedy ktoś nas grzecznie uświadamia.
Kiedy piszemy recenzje książek błędy drażnią szczególnie, bo sami wiecie - skoro dużo czytasz to naprawdę powinieneś coś z tego czytania zapamiętywać.

Kiedy czytam recenzję kosmetyku, która wygląda tak:
"(...) ten krem to cudo. Niewyobrażacie sobie jak fajnie pachnie, ile jest tam rórznych nut zapachu. Oprucz tego fantastycznie działa na skórę, zaskórniaki (przyp. aut. podejrzewam, że autorka tekstu miała na myśli zaskórniki) znikają jak za dotknięciem rórzdżki. (...) Jestem przekonana że tą firmę wszyscy znacie, to jedna z tych, która nietestuje na zwieżętach." - to naprawdę zwiewam z krzykiem. Choćby tekst był najlepszy i nie wiadomo jak wartościowy tego po prostu czytać się nie da.

niedziela, 26 lipca 2020

Nowy rozdział w historii fantastyki czyli cykl „Igrzyska śmierci" Suzanne Collins


Tytuły: Igrzyska śmierci
W pierścieniu ognia
Kosogłos

Autorki: Suzanne Collins

Cykl: Igrzyska śmierci
Tomy: 1, 2, 3
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2009-2010
Liczba stron: 352, 360, 367
Tłumacz: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Kategoria: Fantastyka, fantasy, Literatura młodzieżowa
Ocena: 8+/10

Najpierw były fantastyczne książki dla dzieci, już od czasu Juliusza Verne. Potem przyszedł czas na Harry'ego Pottera, chłopca, któremu życie nie szczędziło bólu, a mimo to pozostał dobry, pełen współczucia i gotowy do poświęcenia. Harry Potter był prekursorem fantastyki młodzieżowej oraz nowej, pełnoprawnej, nazwanej, książkowej kategorii Young Adult czyli literatury opowiadającej o dojrzewaniu i pierwszych miłościach. Wcześniej pojawiały się takie książki, ale była to po prostu literatura dla dzieci i młodzieży. Później rewolucję zrobił Zmierzch, który pomimo wysoce wątpliwej jakości, zdecydowanie miał swój niepowtarzalny klimat i przywrócił do łask wszelkie wilkołaki i wampiry. Następnym krokiem były dwa wydarzenia - powstanie New Adult oraz wydanie Igrzysk Śmierci.

Co wyjątkowego było w Igrzyskach śmierci? Powróciły do istniejącego od dziesięcioleci nurtu post-apo w odmłodzonej wersji tworząc niezwykłą i skierowaną do młodzieży dystopię. Igrzyska stworzyły pewien charakterystyczny obraz - silną kobiecą postać biorącą udział poniekąd w walce dobra ze złem (choć w trakcie okazuje się zwykle, że rzeczy nie są tak czarno-białe), w której główna bohaterka nierzadko nie jest tak krystalicznie niewinna jak to zazwyczaj było w młodzieżówkach. Wszystko to odbywa się w przyszłości, która okazuje się często dramatyczna, trudna i bardzo brutalna (po Igrzyskach ten motyw powielały np. Mroczne umysły, Niezgodna, Rywalki, Czerwona Królowa, Delirium czy Królowa Tearlingu) lub przenosi akcję do fantastycznego świata, w którym także rzeczywistość pozostawia wiele do życzenia (Szklany tron, Dwór cierni i róż, Więzień labiryntu, Cinder). Trzeba też wspomnieć o tym, że trudne czy kontrowersyjne tematy od których zwykle książki młodzieżowe raczej stroniły lub jeśli się do nich odnosiły to w bardzo subtelny i zawoalować sposób (pomijam te, które były problemowi dedykowane) nagle zaczęły stanowić w tego typu książkach główną lub przynajmniej jedną z bardziej widocznych osi książki. Nie da się ukryć, że młodzieżówki ogromnie na tym zyskały. Oczywiście niektóre rzeczy ewoluowały, dlatego często pojawiały się wątki fantastyczne (jak we wspomnianych Mrocznych umysłach czy Czerwonej Królowej), cofano się do przeszłości (jak w Niezwyciężonej i Pasażerce) itd. Wszystko to jednak wydarzyło się dopiero po tym gdy świat przeczytał Igrzyska Śmierci bezbrzeżnie się nimi zachwycając, pisząc na ich temat setki recenzji, fanfiction, a nawet rozprawek o opisanym świecie, o powrocie do korzeni, o motywie "chleba i igrzysk"... I w ten sposób autorka i jej książki niespodziewanie zapisały się w historii literatury już na zawsze.

Boję się umrzeć pod ziemią, co jest głupie, bo nawet jeśli zginę na powierzchni, to i tak zaraz pochowają mnie pod nią.