środa, 9 sierpnia 2017

Przedpremierowo „Zaklinacz ognia” Cinda Williams Chima


Tytuł: Zaklinacz ognia
 
Autor: Cinda Williams Chima

Cykl: Starcie królestw
Tom: 1
Wydawnictwo: Moondrive/Otwarte
Data wydania: 17.08.2017
Liczba stron: 480
Tłumacz: Dorota Dziewońska
Kategoria: Fantastyka, Fantasy
Ocena: 7/10




Moja pierwsza (i mam wielką nadzieję, że nie ostatnia!) recenzja przedpremierowa! Zatem zapraszam Was do Siedmiu królestw, w których w Zaklinaczu ognia, pierwszej części cyklu Starcie królestw, poznacie tajemniczego uzdrowiciela od koni i specjalistę od trucizn oraz dziewczynę z magicznym znamieniem i ogniem we krwi, walczących z bezwzględnym władcą Ardenu!

Chcę wybrać się do wszystkich tych miejsc, które znam tylko z książek.

Przeczytałam już wiele pozycji z kategorii młodzieżowego fantasy, dlatego nie będę owijać w bawełnę – książka miała zarówno wady jak i zalety. Jednak pomimo kilku mankamentów, zdecydowanie będę czekać na kontynuację Starcia królestw, a do tego czasu mam nadzieję, że zdążę przeczytać Siedem królestw czyli cykl, którym autorka tak naprawdę kilka lat temu rozpoczęła przygodę w wykreowanym przez siebie fantastycznym świecie.

No dobrze, przejdźmy do krótkiego opisu fabuły Zaklinacza ognia. Arden i Fellsmarch to dwa z siedmiu królestw między którymi trwa wojna. Adrian sul'Han jest synem Wielkiego Maga Hana Alistera i królowej Fellsmarchu - Raisy ana'Marianna. Jenna to młoda dziewczyna, która codziennie od 11 roku życia ciężko pracuje w kopalni. Kiedy Ash i Jenna doświadczają śmierci najbliższych z rozkazu króla Ardenu – Gerarda Montaigne'a, postanawiają mu się sprzeciwić i narażając życie walczą przeciwko niemu. Niespodziewanie ich losy się splatają na zamku Montaigne'a co na zawsze odmieni ich życie. Jednak nie wszystko jest takie jakim się wydaje, do walki bowiem dołączają nowi zagadkowi gracze, Ash walczy o to by nie zostać zdemaskowanym, bo w przeciwnym razie zagrożona byłaby jego pozostała przy życiu rodzina, a Jenna niespodziewanie okazuje się być obiektem pożądania tajemniczej królowej, a możliwe, że nie tylko jej jednej.

Nadziei nie da się ujarzmić regułami ani wcisnąć pod but przykrych doświadczeń.

Zdecydowanie wyczuwałam naleciałości innych książek, z czego najbardziej drażniły mnie podobieństwa do serii Szklany tron. Jednakże zanim ktokolwiek pierwszy rzuci kamień po raz kolejny sięgnęłam do dat wydania. Warto więc wiedzieć, że historia opisana w Zaklinaczu ognia ma swój początek w cyklu Siedem królestw, a zatem jest opowieścią starszą niż książki Sarah J. Maas. Ale mimo to wiele tytułów przewinęło mi się podczas czytania, zaczynając od serii Atramentowego serca Cornelii Funke, przez Trylogię Czarnego Maga Trudi Canavan, po pozycje takie jak właśnie wspomniany Szklany tron, Eragon Christophera Paoliniego oraz... Gra o tron. Nieodmiennie bowiem zastanawia mnie Siedem królestw i kilka innych motywów popularnych w fantastyce, obecnych także i w tej książce. 

Tak to już jest z poczuciem winy. Zdaje się, że zawsze jest go wokół aż nadto, 
a brakuje go jedynie tym, którzy naprawdę są winni.

Co uważam za zalety książki? Zaklinacza ognia bardzo przyjemnie się czyta, jest to naprawdę dobrze skonstruowana książka, a najgorsze jest to, że tak szybko się kończy. Przepadam także za opisem bohaterów, z których praktycznie każdy jawił mi się jak żywy. Praktycznie każdy z jednym wyjątkiem – Taliesin. Wielka szkoda i mam nadzieję, że w cyklu jej postać zostanie znacznie szerzej rozbudowana, ponieważ choć odgrywa w książce ważną rolę to wydaje się mocno niedokończona. Fabuła jest napakowana akcją, dużo się dzieje, ale na szczęście autorka nie przesadziła. Co prawda historia jest bardzo różnorodna i Pani Chima sobie pofolgowała w doborze wątków, ale wszystko jest dosyć tajemnicze i to co ma być zrozumiałe jest, a co ma pozostać sekretem do następnego tomu takim pozostaje. Co ciekawe pierwszy raz od dawna moje pozytywne uczucia odnoszą się zdecydowanie do męskiego bohatera. Od samego początku zdecydowanie moim ulubionym bohaterem jest Ash. Uważam go za świetnie zbudowaną postać, niejednoznaczną, poddaną wielu próbom, popełniającą wiele błędów, ale uczącą się na nich. Doceniam też to, że nie jest kolejnym rozedrganym bohaterem, który przeistacza się w pięknego łabędzia, doskonałego króla i przywódcę, co ostatnimi czasy jest nieco zbyt często powtarzającym się motywem. Zaklinacz ognia zdecydowanie takie stereotypy zostawia za sobą.

Zamartwianie się tym, co złe, może zniszczyć to, co dobre.

Tak naprawdę w książce zabrakło mi tylko jednego – mapki. Wiele by ułatwiła, bo być może gdyby zacząć od cyklu Siedmiu królestw wszystkie krainy stworzone przez wyobraźnię Cindy Williams Chimy poznalibyśmy znacznie lepiej, jednak zaczynając przygodę od Zaklinacza ognia zdecydowanie można się pogubić.

Jestem bardzo ciekawa kolejnego tomu, szczególnie liczę na lepsze poznanie losów rodziny Asha po jego odejściu i cesarzowej Celeste i muszę przyznać – nie mogę się już doczekać!


Za możliwość napisania recenzji bardzo dziękuję Wydawnictwu Otwarte! ❤


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz