środa, 11 stycznia 2017

„Dwór mgieł i furii” Sarah J. Maas


Tytuł: Dwór mgieł i furii
 

Autor: Sarah J. Maas

Seria: Dwór cierni i róż
Tom: 2
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 2017
Liczba stron: 768
Tłumacz: Jakub Radzimiński
Kategoria: Fantasy, fantastyka
Ocena: 8/10




Dzisiaj recenzja wyjątkowa, bo książki, która bardzo mnie zaskoczyła.

Jestem fanką Szklanego tronu i choćby z tego powodu sięgam po każdą inną książkę pani Maas. Nic dziwnego, więc, że w zeszłym roku, po pochłonięciu wszystkich czterech wydanych książek z serii o Celaenie Sardothien sięgnęłam po kolejną książkę autorki czyli Dwór cierni i róż (pierwszy tom serii o tym samym tytule) mający być historią opartą na opowieści o Pięknej i Bestii. Opartą, ale nie zapożyczoną, więc choć nawiązania są dosyć oczywiste to historia jest zdecydowanie zbyt fantastyczna w stosunku do baśni o Belli i księciu. O Dworze cierni i róż moje zdanie było bardzo stonowane (o tym tutaj), ale w skrócie książka pomimo ogromnego potencjału i świetnie stworzonego świata była dla mnie za słodka, zbyt sentymentalna i po stokroć zbyt przewidywalna. Po całkowicie zaskakującym Szklanym tronie czułam się rozczarowana.

Dwór mgieł i furii dostałam od mojej cudownej matki chrzestnej od książek. Byłam trochę sceptyczna, ale wiedziałam, że ulegnę i dam szansę, przeczytam, a potem będę ewentualnie marudzić. Zaczęłam czytać w sobotę, ale początek był dla mnie żmudny, męczący jak główni bohaterowie. Pojawiające się wspomnienia, dramaty, rozterki bohaterki były dla mnie płaskie i nie porywały. Potem na chwilę ulga gdy wreszcie Feyra i Tamlin na chwilę zostają rozdzieleni. Potem znów irytacja i znów ulga. Co stało się później? Książka porwała mnie tak, że usiadłam do niej w niedzielę o 3, a skończyłam w poniedziałek o 7 rano. Na całe szczęście akurat mogłam sobie na to pozwolić, ale prawdę mówiąc z ulgą uświadomiłam to sobie dopiero rano.

Moje wrażenia?  Dwór mgieł i furii to już Sarah J. Maas w szczytowej formie.
Książka jest napisana dużo lepiej niż Dwór cierni i róż, mniej słodka, zdecydowanie mniej przewidywalna, jeszcze trochę sentymentalna, ale w ilościach całkowicie akceptowalnych. Główna bohaterka wreszcie nabiera rozpędu, jest interesująca, zaskakująca i urzekająca, nie mówiąc już o.. Głównym bohaterze! :D Dwór Nocy jest świetnie skonstruowany, z pomysłem i świeżością. Nowi bohaterowie są fenomenalni i choć widzę pewne podobieństwa do niektórych bohaterów z serii Szklanego tronu to zupełnie mi to nie przeszkadza.

Kiedy spędzasz tak wiele czasu uwięziony w ciemności, Lucienie, odkrywasz, że ciemność zaczyna patrzeć na Ciebie.

Co mi nie przypadło do gustu?
Najpierw chciała wykrzyknąć „początek!!” ale w perspektywie myślę, że może zmęczenie czytelnika początkiem było celowym zabiegiem autorki, bo trzeba przyznać, że w efekcie dalsza część była jak wypłynięcie na powierzchnię wody po długim nurkowaniu i złapanie oddechu. Potem pomyślałam o jeszcze jednej rzeczy. Nie przeszkadzają mi sceny erotyczne, ale wydaje mi się, że te z Dworu mgieł i furii spokojnie można by trochę skrócić. Są bardzo obrazowe i choć pozostają w granicach dobrego smaku to jak dla mnie są nieco zbyt długie.
W książce pojawiło się też kilka dziwnych odmian słów, ale nie przytoczę konkretów, bo czytając w środku nocy nie miałam głowy do zaznaczania. Tym nie mniej spokojnie to tłumaczowi wybaczę, jeśli trzecia część serii pojawi się jeszcze w tym roku. :D

No dobrze, ale co się wydarzy?
W książce poznamy bliżej Dwór Rhysanda, ale też inne dwory. Nie ma tu tyle opowieści o naturze świata Fae, ale za to jest sporo o całym Prythianie, o dworach i ich mieszkańcach, trochę o pomniejszych Fae.. Dowiadujemy się także dużo więcej o Amarancie i okresie w którym sprawowała władzę, o Hybernii, znowu spotkamy siostry Feyry, dowiemy się także nieco o przeszłości bohaterów. Wiele wątków się wreszcie splecie, a sporo nowych rozpocznie.

To było piekło. Jakiś nowy rodzaj koszmaru. Nawet się uszczypnęłam, aby spróbować się obudzić.

Nie, nie zdradzę nic więcej z fabuły, powiem tylko tyle, że zdecydowana większość osób, która Dwór cierni i róż przeczytała będzie bardzo BARDZO zadowolona, bo jestem przekonana, że właśnie za to sięgacie po książki tej autorki! Ja jestem oczarowana i jedyne czego nie mogę znieść to myśli, że na ostatnią część muszę czekać kolejny rok.

Mam jeszcze tylko jedno pytanie. Całkowicie prozaiczne. Dlaczego książka oryginalnym tytule A Court of Mist and Fury dostała nagle mnogą liczbę mgieł? Nie mówiąc o tym, że rzadko w ogóle używamy słowa mgła w liczbie mnogiej, nie mówimy przecież „nad miastem zawisły mgły” albo „nic nie widzę w tych mgłach”. Nawet kiedy mówimy o mgle w różnych miejscach częściej słyszę „mgła pojawi się w Warszawie, Krakowie i Poznaniu”, a nie „mgły pojawią się we Wrocławiu, Augustowie i Kielcach”. Dwór mgły i furii nie brzmi w żaden sposób niewłaściwie prawda? 

A jakie są Twoje wrażenia po lekturze? Kto już przeczytał ACOMAF, a kto dopiero tę lekturę planuje? :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz