niedziela, 28 sierpnia 2016

Bo Praga da się lubić..!




Myślicie, że czytający mieszkają między pełnymi kurzu regałami w bibliotekach? Książkofil to ktoś komu szkła w okularach parują podczas czytania gdy siedzi zamknięty w czterech ścianach? 
Więc nie. Jest bunt czytaczy. 



Otwarta Ząbkowska to festiwal już praktycznie regularny – są warsztaty, teatry, wszelakie kulinaria, książki, muzyka, spacery, koncerty, joga. Co tydzień lub dwa co innego. Można kupić książkę z antykwariatu i kanapkę ze smalcem i ogórkiem, którą popijesz kwasem chlebowym. Bo to Praga właśnie – uśmiech, zabawa, kultura i manana. Prażanie to przede wszystkim świetni ludzie! 


Dzisiaj, w przerwie nauki do kampanii wrześniowej z mechaniki kwantowej, pobiegłyśmy na Otwartą Ząbkowską. Oczywiście – na chwilę, spróbować, zobaczyć słońce i ludzi, pożegnać się, bo to w wakacje już ostatnia odsłona imprezy i wracać do nauki. Lalalala jak zawsze kupiłyśmy książki..


..a na obiad poszłyśmy do kultowej Skamiejki. Kiedy mieszkałam przy Skamiejce (a nikt praktycznie nie miał do niej bliżej niż ja..) zawsze było mi nie po drodze, a to czas, a to nauka i inne wymówki. Kiedy mieszkam w zupełnie innym miejscu jeżdżę tam jak często się da!


Na zdjęciu pierożki chinkali ze świeżą koledrą i śmietaną oraz doskonałe moskiewskie piwo. Tak, słyszałam, że w Rosji nie ma dobrego piwa więc muszę pogodzić się z faktem wypaczonego gustu, bo ja ten trunek bardzo lubię. 

Za rok na pewno znowu będzie festiwal, więc zawczasu wszystkich zapraszam, bo Praga naprawdę da się lubić. ;)

piątek, 26 sierpnia 2016

„Na każdym kroku" Klaudia Sierżęga

Tytuł: Na każdym kroku

Autor: Klaudia Sierżęga
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2015
Liczba stron: 14
Kategoria: Literatura współczesna, Opowiadanie
Ocena: 8/10






Na każdym kroku jest przepięknym krótkim opowiadaniem o uczuciach. O prawdziwej miłości, pełnej pasji i współczucia, wciąż żywej po wielu latach małżeństwa, wielu trudach wspólnego życia. Wszyscy wiemy, że po latach często pewne uczucia krzepną, a za to pojawiają się inne, jest więcej pracy, problemów, zmęczenia, cudowne, ale pochłaniające mnóstwo energii potomstwo. Na każdym kroku jest niesamowitym opowiadaniem, które zmusza aby na chwilę się zatrzymać i zastanowić, pomyśleć o miłości, o partnerstwie i o życiu.

To bardzo krótka recenzja, ale nie mogłam przemilczeć sprawy tak wzruszającego opowiadania, pięknego w swej prostocie przekazu.

Bardzo polecam wszystkim, którzy nie obawiają się chwili zadumy nad pędem życia.

wtorek, 23 sierpnia 2016

„Krąg" Mats Strandberg, Sara Bergmark Elfgren


Tytuł: Krąg
Autor: Mats Strandberg, Sara Bergmark Elfgren
Seria: Engelsfors
Wydawnictwo: Czarna owca
Data wydania: 2012
Liczba stron: 574
Tłumacz: Patrycja Włóczyk
Kategoria: Thriller
Ocena: 5/10



Krąg miał być bestsellerowym thrillerem dla młodzieży. Kwalifikuje się bez wątpienia do kategorii „thriller dla młodych”, ale co do bestsellera mam spore wątpliwości. Chyba, że uwzględniamy wersję bestseller = bardzo wysokie zarobki, ale i wtedy mam poważne wątpliwości.

Szwedzki duet rozpoczyna książkę z przytupem i tym z jednej strony mnie zaskoczył, ale z drugiej trochę odrzucił. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału odłożyłam książkę z myślą o lżejszym momencie życia. Teraz pytanie czy obecna młodzież szuka mocnych przeżyć, czy jednak jakiejś głębi, bo jak dla mnie ten rozdział był raczej prostym sztampowym wielokrotnie powtarzanym motywem.

Dalej jest nieco ciekawiej. Jest kilka dobrych zwrotów akcji, ale sama fabuła, nie jest ani nowatorska, ani zaskakująca, ani szczególnie intrygująca. Najmocniejszą stroną książki są jak dla mnie same bohaterki. Ciekawe, mocno i bezpardonowo skrojone, nietypowe. Po kilkudziesięciu stronach czytałam książkę dalej głównie dlatego, że byłam ciekawa losów bohaterek.

– Jest tam kto? – szepcze.
Żadnej odpowiedzi.
Może i dobrze, myśli. W obliczu śmierci wszyscy jesteśmy samotni

niedziela, 14 sierpnia 2016

„Winda" Magdalena Knedler



Tytuł: Winda

Autor: Magdalena Knedler

Wydawnictwo: JanKa
Data wydania: 2016
Liczba stron: 240
Kategoria: Literatura piękna
Ocena: 7/10



Winda Magdaleny Knedler trafiła na doskonały moment mojego życia. Właśnie przeprowadziłam się do mieszkania w bloku i pierwszy raz w życiu mam w domu windę! Ciekawy obiekt wspólny – winda. Łączy mieszkańców wszystkich pięter z parterem i mimochodem integruje jadących przez te kilkanaście chwil wspólnego przejazdu. 

Autorka napisała opowieść o lokatorach wrocławskiego bloku i o łączniku między nimi, którego rolę odgrywa winda. Przeplatające się wątki mieszkańców tworzą fenomenalną całość i efekt końcowy robi wrażenie. Robi wrażenie przede wszystkim realizmem. Po przeczytaniu Windy mam uczucie, że opisane osoby mogą mieszkać w każdym bloku. Mogę ich spotkać w swoim bloku czy w bloku przyjaciółki. Po prawdzie trudno mi uwierzyć w aż taką zażyłość w obrębie jednego z tych nowoczesnych, niedawno wybudowanych, budynków. Jednak gdy przypomnę sobie czasy kiedy mieszkałam w bloku z „z tradycjami”.. Tam wszyscy się znaliśmy, nie było niczego dziwnego w tym, że sąsiadka częstowała ciastem, a z inną sąsiadką podrzucałyśmy sobie pod drzwi prezenty na Boże Narodzenie i nigdy żaden nie zaginął.

Miszmasz w książce jest dodatkowym atutem – nie mamy tu grupy starszych pań, czy bloku wypełnionego studentami. Domownicy są z różnych grup społecznych, wyznaniowych i rasowych, dzięki czemu ich opowieści są różnorodne, intrygujące i tętniące życiem. Pełne emocji i kultury, której Magdalena Knedler oddaje wiele pokłonów, widać, że sama jest z nią silnie związana. 

Babcia Rifka zaraz miałaby na ten temat swoją teorię, gadałaby coś o rosyjskich formalistach czy strukturalistach… Eli w życiu nie czytał rosyjskich formalistów, wolał czeski futuryzm, a najbardziej lubił Vaclava Havla, którego również podetknęła mu Rifka.

Wykorzystany w Windzie pomysł jest tak prosty, a tak dobry, że aż się złapałam za głowę ze zdumienia, że nie istnieje 108 innych książek o takim motywie przewodnim. Ale nie istnieje, a autorka w najlepszym stylu dowodzi jak duże pole do popisu daje ten temat i maksymalnie go wykorzystuje. 

Nikt nie wie, komu bliżej, więc po co wydawać szmal na ubezpieczyciela, zamiast zwyczajnie sobie żyć? Zamiast siedzieć w parku i przyglądać się ludziom? Jutro może ich już nie być. Człowiek to rzeczownik, a rzeczownikami rządzą przypadki…

Winda nie jest jedną z tych książek, w których ścigasz się z fabułą. To tak naprawdę prawie zbiór historii ludzi, których łączy jeden blok i jedna winda. Przejazd windą tworzy pewną intymność, oddzielając  jadących od zewnętrza co utrudnia ignorowanie drugiej osoby i zmusza do interakcji (a przynajmniej mocno zachęca).

Książka Magdaleny Knedler wyróżnia spośród innych publikacji przede wszystkim bogactwem. Czego? Wszystkiego. Autorka ma fantastyczną wiedzę, zwłaszcza o kulturze, wszelkich nurtach kulturalnych – literackich, malarskich, filozoficznych i nam jej nie szczędzi. Nie ma też mowy o nudnych środkach wyrazu, powtarzanych frazach czy nieciekawych dialogach. Tutaj wszystko pulsuje życiem, jest barwne i niepowtarzalne co zaliczam do bardzo poważnych zalet książki, zwłaszcza na tle wielu dziesiątek popularnych ostatnio tytułów. 

Wanda wyrzucała z ust frazę za frazą, nie pozwalając sobie na najkrótsze pauzy. Królowały kadencje. Brak wykrzykników, znaków zapytania, stylistycznych dwuznaczności. Same kropki.

Zakochałam się w autorce i nie mam wątpliwości – wkrótce sięgnę po kolejną jej książkę, bo Winda jest fenomenalnym studium przypadku sztuki zjadliwej dla przeciętnego człowieka!

wtorek, 9 sierpnia 2016

„Dwór cierni i róż" Sarah J. Maas



 
Tytuł: Dwór cierni i róż 

Autor: Sarah J. Maas

Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 2016
Liczba stron: 524
Tłumacz: Jakub Radzimiński
Kategoria: Fantastyka, fantasy
Ocena: 6/10






Po oszałamiającym sukcesie mojej przygody z serią Szklany tron, naturalnie sięgnęłam po kolejną książkę autorki, a mianowicie po Dwór cierni i róż.

Faktycznie książka jest połączeniem opowiadania o Pięknej i Bestii z czarodziejskimi i magicznymi historiami, wierzeniami czy legendami.

Główna bohaterka Feyre, ma charakterek, jest ostra i praktyczna, nie zawaha się zaryzykować własnego życia dla rodziny. Jednak pewnego dnia ryzykuje zbyt dużo i musi ponieść stosowną karę. W ramach kary za swój czyn ma do wyboru śmierć lub bezpowrotne przenosiny wraz z „Bestią” do Prythianu gdzie czeka na nią wiele zagadkowych wydarzeń.

Bohaterowie książki są jej mocnym punktem. Sarah J. Maas udowodniła w Szklanym tronie, że doskonale wie jak tworzyć wielowymiarowe, wyraziste postacie, które zapadają w pamięć. Dwór cierni i róż dowodzi także jej umiejętności do tworzenia wspaniałych magicznych światów wypełnionych dziwnymi, często bardzo mrocznymi, istotami (tutaj nawet, autorka puściła wodze fantazji bardziej niż w Szklanym tronie!).


Tym razem jednak z pewnym rozczarowaniem stwierdzam, że Dwór cierni i róż jest do bólu przewidywalny. W książce nie zaskoczyła mnie ani jedna rzecz, prócz dwóch, które były tak dużym banałem, że zwyczajnie nie spodziewałam się takiego poziomu po autorce Szklanego tronu. Czytałam opinie, że Dwór cierni i róż jest zaskakujący. Proszę o wybaczenie, ale najbardziej zaskakujące są opisy przyrody i istot zamieszkujących Prythian. Nie chcę mówić konkretnie, bo fabuła jest na tyle do przewidzenia, że zdradzenie czegokolwiek poważnie umniejszy wartość książki, ale szczytem szczytów była na przykład zadana zagadka, której odpowiedź znałam natychmiast po jej przeczytaniu.

Książka była spójna, bohaterowie wyraziści, rzeczywistość bardzo interesująca. Fabuła dramatycznie banalna. Moja hipoteza na temat Dworu cierni i róż jest taka, że jest to pierwsza powieść autorki, do której miała ona niezwykły sentyment, a której publikacja była możliwa dzięki niewątpliwemu sukcesowi Szklanego tronu. Ewidentnie widać, że ta książka jest jeszcze nieśmiała, a bohaterowie choć naprawdę dobrze skrojeni to jednak nieco mniej odważni i wszechobecni niż we flagowej książce autorki.

Powieść wcale nie jest „Idealna dla fanów twórczości Georga R. R. Martina”. Nie mam pojęcia, skąd ktoś wziął takie porównanie, bo punktem wspólnym jest jedynie fantastyczny świat, który pomimo całego mojego szacunku dla autorki, póki co nie umywa się do rzeczywistości stworzonej przez Pana Martina.

Książka jest dobra, ale nie jest rewelacyjna. Większość fanów autorki zapewne po nią sięgnie. Ale myślę, że jest to tylko przyjemny i dosyć niewymyślny przerywnik w oczekiwaniu na kolejny tom sagi Szklanego tronu.

- Ciesz się swoim ludzkim sercem, Feyro. Żałuj tych, którzy nie czują już nic.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

„Drzewo Morwy" Jude Deveraux


Tytuł: Drzewo Morwy
 
Autor: Jude Deveraux

Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2003
Liczba stron: 383
Tłumacz: Krystyna Chmiel
Kategoria: Obyczajowa, romans
Ocena: 6/10


Przyjemna i ciepła historia o poszukiwaniu własnej tożsamości.




Jaka to radość, że moja ukochana babcia lubi czytać i to nie tylko Danielle Steel! Drzewo Morwy Jude Deveraux okazało się być rzeczywiście całkiem przyjemną książką. Obyczajowo romantyczna historia może i nie miała zaskakującego zakończenia, ale było kilka naprawdę dobrych momentów.

Jednym z nich jest początek - główna bohaterka Lillian budzi się nagle w świecie bez ukochanego męża Jimmy'ego. Kobieta zdominowana przez bogatego męża przyzwyczajona do luksusowego życia pod jego skrzydłami niespodziewanie musi dać sobie radę sama. Pytanie tylko co chce i umie robić stosunkowo młoda kobieta, która jednak od wielu lat nie robiła właściwie nic dla siebie.

Jest więc twórcze poszukiwanie własnej drogi, na bazie dotychczasowych bardzo nietypowych doświadczeń i przy brakach w doświadczeniach typowych dla osób w jej wieku.

Drugą cudowną rzeczą są zamieszczone opisy przepisy. Już od dawna, chyba od czasu Pod słońcem Toskanii nie widziałam książki z tak ciekawymi "przepisami", które by sprawiły, że aż sama mam chęć spróbować to ugotować. Musicie wiedzieć, że przy moich "talentach" kulinarnych to szaleństwo! A te przetwory i nalewki! No dobra, rozpływam się, bo sama nie umiem takich cudów, ale było co czytać. :D

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

„Szklany tron" Sarah J. Maas


Tytuł: Szklany tron
Autor:Sarah J. Maas

Seria: Szklany tron
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 2013
Liczba stron: 520
Tłumacz: Marcin Mortka
Kategoria: Fantastyka, fantasy,
Ocena: 7/10






Do Szklanego tronu byłam nastawiona sceptycznie. Dlaczego? Dlatego, że moje ostatnie doświadczenia są bezlitosne – im o książce jest głośniej, a jej reklama bardziej wszechobecna tym jest ona słabsza. Istnieje kilka odstępstw od tej reguły i zwykle książki te osiągają sukces wszechczasów (jak choćby Harry Potter, Sto lat samotności czy Wiedźmin), ale najczęściej okazują się zaledwie średnimi książkami (jak np. Niezgodna czy Czerwona królowa). Szklany tron był w każdej wyświetlanej mi książkowej reklamie, pojawiał się setki razy na portalach społecznościowych i blogach.

Myśląc, że trafię na lekką lekturkę rozpoczęłam czytanie na początku sesji. Nie zdziwi Was pewnie kiedy powiem, że był to błąd. Błąd, bo nie potrafiłam już tej książki odłożyć, zresztą ani Szklanego tronu, ani żadnej z kolejnych trzech części sagi.

Książka wciąga bez reszty. Cud, że nikomu nie stała się krzywda, bo nie mogłam się od niej oderwać nawet przygotowując sobie obiad. Fabuła pędzi na łeb na szyje i nie daje nam czasu na oddech.

Główną bohaterką jest odważa, silna i całkiem butna Celaena. Pod opieką Arobynna Hamela była każdego dnia brutalnie szkolona na arogancką i bezbłędną zabójczynię. Trwało to do dnia gdy w wyniku intrygi, za swoje przewinienia została zesłana do katorżniczej pracy w kopalni Endovier. Niespodziewanie do miejsca zesłania przybywa ważna osobistość i składa jej szaloną propozycję, a Celaena jest w tak rozpaczliwej pozycji, że wspina się na szczyt szaleństwa i propozycję tę przyjmuje. Od tego momentu całe jej życie się zmienia, a wypadki dramatycznie przyspieszają. Gra się rozkręca, a czytelnik dostaje wypieków na twarzy.