niedziela, 26 czerwca 2016

„Gildia magów” Trudi Canavan


Tytuł: Gildia magów
 
Autor: Trudi Canavan

Wydawnictwo: Galeria książki
Data wydania: 2007
Liczba stron: 520
Tłumacz: Agnieszka Fulińska
Kategoria: Fantastyka, fantasy, science fiction
Ocena: 5+/10



Po przeczytaniu Uczennicy Maga Trudi Canavan przyszedł czas na Trylogię Czarnego Maga, a konkretnie jej pierwszy tom czyli Gildię Magów. Przyznaję, że z dużym zainteresowaniem rozpoczynałam książkę, która według wielu jest świetnym kawałkiem fantastyki, a ja sama wcześniej tak polubiłam prequel serii.

Gildia magów okazała się jednak chaotyczna i według mnie słabsza fabularnie niż jej prequel, a gdyby była samodzielnym tomem (zamiast pierwszą częścią trylogii) obroniłaby się zaledwie na ocenę przyzwoitą. To perspektywa kolejnych dwóch tomów uspokaja mnie, że może jednak coś ciekawego się jeszcze wydarzy.

Po pierwsze Gildia magów to debiutancka książka Trudi Canavan, i w porównaniu ze sporo później wydaną Uczennicą maga, jest znacznie słabsza. Może to wynikać m.in. z wprawy jaką autorka uzyskała z czasem, bo jak wiadomo trening czyni mistrza. Zwracam uwagę, że ta jedna konkretna część, a nie cała trylogia i już tłumaczę się dlaczego tak uważam. 

Przede wszystkim teraz widzę, że prequel powieści został wydany po to aby uporządkować wiedzę o stworzonym przez autorkę świecie. W Gildii magów, w tej konkretnej kwestii, panuje chaos i gdyby nie dobrze opisana historia Kyralii, Sachaki i Elyne w Uczennicy maga to informacje z pierwszej części trylogii narobiłyby mi tylko mętliku w głowie. Nawet jeśli są one wyjaśnione w następnych dwóch tomach, to z tego nie zrozumiałam nic.

Podobnie jak w Uczennicy Maga, także w tym razi magiczka, ale w tym tomie bardziej drażnił mnie wielokrotnie powtarzający się czasownik „otwarła” i choć jest on dopuszczalny, to naprawdę nie rozumiem dlaczego tłumacz nie wykorzystał jednak zdecydowanie przyjemniej brzmiącego słowa „otworzyła”. Podobnie jest z czasownikiem „znikł” i choć jest on dopuszczalny, to wielokrotnie powtarzany w książce przeszkadzał i dociągał moją uwagę od treści książki.

Rothen otwarł oczy i przebiegł wzrokiem po rzędach twarzy.

wtorek, 21 czerwca 2016

„Zaplątani” Emma Chase





Tytuł: Zaplątani
 
Autor: Emma Chase


Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2015
Liczba stron: 380
Tłumacz: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Kategoria: Literatura obyczajowa i romans
Ocena: 4/10



Rozpoczynając przygodę z blogiem postanowiłam otworzyć się także na te gatunki prozy, do których wcześniej nie zaglądałam. No dobrze – erotyk. Tak. Wbrew pozorom przeczytałam sporo nacechowanych erotycznie książek i morze scen łóżkowych, ale nigdy nie przeczytałam erotyku jako takiego. Ponieważ po premierze 50 twarzy Greya, rynek książkowy został dosłownie zalany literaturą erotyczną postanowiłam podjąć się wyzwania, a żeby się nie zniechęcić źle wybranym tytułem, starannie sprawdziłam wcześniej kilka rankingów. Biorąc pod uwagę cenę, dostępność i ocenę tłumaczenia wybrałam Zaplątanych Emmy Chase.

Po tej przygodzie z pewnością mogę powiedzieć, że po następny erotyk sięgnę tylko kiedy będę bezgranicznie ufać chwalącej opinii recenzenta.

Zacznijmy od tego, że oceniając ją na portalu Lubimy Czytać zobaczyłam coś od czego moje oczy zostały wypalone – Zaplątani są oceniani na niemal 8 gwiazdek z 10. To co przeczytałam w komentarzach przeraziło mnie jeszcze bardziej – „wybitna literatura”, „boska” „wreszcie dowiadujemy się o czym tak naprawdę myślą faceci”.
Nie chodzi o to, że wszyscy musimy lubić to samo – naprawdę. Ale powyższe twierdzenia mnie niepokoją gdyż cytat „Jeśli tak dalej pójdzie, gdy wrócę do domu, będę miał cholernie sine jaja” nijak nie może się w mojej głowie zderzyć z plakietką wybitna literatura. Choć może to moja ułomność.

Narratorem i głównym bohaterem książki jest Drew Evans. Pewnie się nie zdziwicie kiedy powiem, że główny bohater jest obrzydliwie bogatym biznesmanem, a jednocześnie obłędnym playboyem. Nie sądzę też by Was zaskoczyło, że pewnej nocy w klubie, Drew poznaje Katharine Brookes - równie obłędną, inteligentną, bogatą i oczywiście obojętną na roztaczany przez Drew urok. Oto poziom zaskakujących zwrotów akcji w tej książce.

Plusem książki jest fakt, że męska narracja z pewnością dodaje pikanterii. Książka stylizowana na męskiego autora jest zgrabnym zagraniem zwłaszcza w erotyku dla kobiet, tutaj narracja w wersji macho, a Pani Chase się postarała i efekt jest całkiem przekonujący. 

piątek, 17 czerwca 2016

„Euforia” Lily King


Tytuł: Euforia
 
Autor: Lily King


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data wydania: 2016
Liczba stron: 320
Tłumacz: Ewa Ledóchowicz
Kategoria: Literatura współczesna
Ocena: 8/10




Dzisiaj recenzja antropologicznej przygody, a mianowicie wielokrotnie nagradzanej Euforii Lily King.

Upolowana na wyprzedaży ebooków Euforia okazała się być literackim strzałem w dziesiątkę. Dlaczego? Powieść intryguje od samego początku, nawet zanim się na dobre zacznie, bo fascynująca jest już lektura listy książek, którymi wspierała się autorka! To daje nadzieję (którą ja podtrzymuję!), że choć jest to fikcja literacka, to osadzona w twardych ziemskich i sprawdzonych realiach, zaprezentowana w sposób dokładny i zgodny z rzeczywistością. Warto tutaj także dodać, że autorka korzystała także z bardzo ciekawej, dosyć znanej, polskiej książki Bronisława Malinowskiego.

O czym jest Euforia? Jest to fikcyjna powieść opisująca terenową wyprawę antropologiczną do dzikich miejscowych plemion. Jako natchnienie posłużyła ekspedycja trojga antropologów - Margaret Mead, Reo Fortune’a oraz Gregory’ego Batesona, którzy w 1933 roku wyprawili się nad rzekę Sepik w ówczesnej Nowej Gwinei. 

W książce opisywane są trzy fantastyczne rzeczy – życie w bliskości z plemionami Terytorium Nowej Gwinei, życie w pełni zaangażowanego w swoją pracę naukowca podczas wyprawy terenowej oraz bardzo skomplikowana i naturalnie opisana relacja życia w trójkącie miłosnym. Te trzy aspekty, wybornie i z lekkością opisane przez Lily King, sprawiły, że nawet kilka dni po przeczytaniu tej książki moje myśli z przyjemnością, choć i z pewnym uściskiem w żołądku, powracają do jej treści.

sobota, 11 czerwca 2016

„Mistrz i Małgorzata" Michaił Bułhakow


Tytuł: Mistrz i Małgorzata
 
Autor: Michaił Bułhakow

Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2010
Liczba stron: 544
Tłumacz: Irena Lewandowska, Witold Dąbrowski
Kategoria: Fantastyka, Satyra, 
Ocena: 10/10


Biorąc do ręki tę książkę powinniśmy wiedzieć, że jest ona dziełem życia autora. Jej pisanie Bułhakow rozpoczął w 1928, zakończył w 1940, a kilkanaście dni później zmarł. Wydana została dopiero 40 lat później, a i wtedy podlegała ścisłej cenzurze i dopiero od jakiś 20 lat ukazuje się w pełnej krasie. Warto wziąć to pod uwagę. :)

Z całą odpowiedzialnością wyrażam swoje zdanie – Mistrz i Małgorzata to książka zakręcona i wymagająca skupienia podczas czytania, ale przy tym absolutnie niesamowita. Uważam ją za bezwzględne „must read” każdego czytacza.

Tak naprawdę to nie wiem jak opisać treść tej książki nie zakłócając jej odbioru, więc może tego robić nie będę. Dość powiedzieć, że barwny korowód postaci jest ogromny. Od Szatana po pisarza, są koty, są kobiety, są wiedźmy i demony, są poeci (koniec świata!), zaś najjaśniejszą gwiazdą jest sama matka Rosja! Dynamika i pomysłowość książki jest naprawdę przeogromna, są zaskoczenia, jest sarkazm, jest inteligentny dowcip, jest mrok, jest śmierć. Poza tym - doskonale, płynnie się czyta. Warto też pamiętać, kiedy Bułhakow książkę pisał, a jak jej absurdy wciąż doskonale pasują do opisywanej rzeczywistości - to wspaniale dodaje smaczku.


Prócz powyższego, dlaczego Mistrz i Małgorzata to majstersztyk literatury?
Przede wszystkim książka doskonale niszczy koncepcje. Jest chwilami tak absurdalna i stąpa po tak cienkiej granicy, że nie można się tym nie zachwycić. Choć istnieje ryzyko, że spadniesz, bo chwilami jazda jest naprawdę bez trzymanki.
Wspaniałe przedstawienie postaci, których nie da się przeoczyć. Nie są one do lubienia czy nielubienia, bo w tej książce zupełnie nie o to chodzi. Tutaj wszystkie postacie są do zapamiętania!
Nawiązania – biblijne czy faustowskie, znając te książki zachwycisz się Mistrzem i Małgorzatą jeszcze bardziej.
Realia Rosyjskie – coś pięknego kropka.
Ostatnią rzeczą, na którą pozwala ta książka, to na to abyś chwilami samodzielnie ją zinterpretował. Nie wszystko zostanie Ci podane na tacy i spokojnie możesz trochę o niej pomyśleć. Wieloznaczność, kontekst, interpretacja, słowem pełna improwizacja i swoboda Twojej wyobraźni.

Ponadto gorąco polecam wydanie z zaznaczonymi fragmentami ocenzurowanymi przez Związek Radziecki! Dużo do myślenia daje co cenzura uznała za niestosowne. Zaznaczone zdania doskonale przenoszą nas do kolejnej historii, a może nawet historii w historii?

Komu polecam lekturę Mistrza i Małgorzaty?
No więc oczywiście każdemu, ale. Warto przygotować swój umysł na wymagającą ucztę intelektualną. Warto znać Fausta i Biblię. Warto mieć trochę czasu i nie czytać jej 15 minut tu, 20 minut tam. Książka jest wciągająca, ale początkowo trzeba się przystosować do zmian co rozdział. Ale książka, w moich kategoriach oceny, jest majstersztykiem i kto ma chęć powinien koniecznie jej spróbować.

PS. Chciałam wpleść w treść dobre cytaty. Ale jest ich tyle, że nie mogę się zdecydować które!

niedziela, 5 czerwca 2016

„Niezgodna" Veronica Roth



Tytuł: Niezgodna

Autor: Veronica Roth

Cykl: Niezgodna
Tom: 1
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 2014
Liczba stron: 352
Tłumacz: Daniel Zych
Kategoria: Fantastyka, Fantasy
Ocena: 6/10




Po Niezgodną sięgnęłam dla rozluźnienia. Była to niedługa wciągająca podróż w nieznane. Ale czy faktycznie tak dobra aby robić filmową adaptację?

Jesteśmy w USA nowej generacji, w której aby uniknąć Wojny mieszkańcy zostali podzieleni na pięć frakcji – Altruizm, Erudycję, Serdeczność, Prawość i Nieustraszoność. Ach no i bezfrakcyjność. Każda frakcja ceni sobie inne umiejętności i dąży do innych celów, ale wszystkie dają swój wkład dla Dobra Wspólnego. Tak przynajmniej jest w teorii. Nie wiem jak Wam, ale mnie w tym momencie przypomniał się trochę Dawca.

Ludzki rozum może usprawiedliwić każde zło; dlatego jest takie ważne, że nie polegamy na nim.

Główną bohaterką książki jest szesnastoletnia Beatrice Prior i to z jej perspektywy poznajemy nową rzeczywistość. Beatrice urodziła się w Altruizmie, ale za chwilę będzie podejmować świadomą życiową decyzję o tym, która frakcja stanie się dla niej nowym domem i rodziną. Dziewczyna decyduje się na szalone rozwiązanie i już za chwile skacze z dachu jako Tris. Co dalej oczywiście nie zdradzę, natomiast mogę zapewnić, że nie jest to ostatni skok bohaterki.

W tej książce wiele mi się nie podobało przede wszystkim pod względem fabuły.  Koleje losu bohaterów dla mnie były naprawdę boleśnie przewidywalne. Odnoszę wrażenie, że autorka miała świetne pomysły, ale je po drodze pogubiła. Tyle dobrych wątków i prawie żaden, jak na mój gust, nie został poprowadzony satysfakcjonująco.

sobota, 4 czerwca 2016

„Uczennica maga" Trudi Canavan


Tytuł: Uczennica maga

Autor: Trudi Canavan 

Cykl: Trylogia Czarnego Maga
Tom: 0.5 (prequel) 
Wydawnictwo: Galeria książki
Data wydania: 2009
Liczba stron: 816
Tłumacz: Agnieszka Fulińska
Kategoria: Fantastyka, Fantasy
Ocena: 7/10



  
Dla mola książkowego takiego jak ja wizyta w bibliotece jest zawsze ogromnym ryzykiem. Rzadko kiedy udaje mi się wrócić z pustymi rękami. Tak było i tym razem – moją małą rączką zgarnęłam trzy „nieduże” książki, a jedną z nich była Uczennica maga pani Canavan.

Uczennica maga jest prequelem Trylogii czarnego maga, której to wcale nie czytałam, a o której słyszałam dużo dobrego. Postanowiłam jednak przeczytać serię od początku. Dodam jeszcze, że zanim naskrobałam te zdania, poczytałam kilka opinii o Uczennicy maga. W 90% były to zdania, że po Trylogii czarnego maga, książka wygląda na wymuszoną i niekoniecznie sensowną.

W związku z powyższym spieszę powiedzieć, że mi Uczennica maga przypadła do gustu. Po pierwsze jest to dobre grube tomiszcze. Aż miło. Po drugie podoba mi się świat, który stworzyła autorka. Jak dla mnie jest dosyć spójny i konsekwentnie przedstawiony, widać, że choć świat jako taki nie był celem, a drogą do opowiedzenia historii, to Trudi Canavan nie poświęciła mu ani za dużo, ani za mało czasu.

Po trzecie, moje kobiece uczucia pogardzane od czasu do czasu z powodu płci i wieku, nasyciły się wątkiem kobiety zaradnej, zainteresowanej medycyną i magią, spokojnie poruszającą się po błocie i mającą odciski tam gdzie nikt by ich mieć nie chciał, a nie uroczej niewiasty w aksamitach czy łóżkowej lwicy.