sobota, 25 lutego 2017

LBA

Za nominację dziękuję niezastąpionej Onlypretender z Wyznań uzależnionej od... książek i nie przeciągając zobaczmy co z tych pytań wyjdzie. :)

1. Jak wygląda Twoja wymarzona praca?
Oj chyba będę nudna. Moja wymarzona praca to praca w moim zawodzie czyli laboratoryjna biofizyka molekularna z elementami bioinformatyki, najlepiej ukierunkowana na neuronauki i medycynę molekularną.


2. Pies, kot, a może coś innego?
Pies i kot i wszystko inne. Awersję mam wyłącznie do pająków, no dobra karaluchom też mówię nie. ;) Kocham zwierzęta, a zwierzęta kochają mnie, więc najlepiej wszystko. ;)

3. Za co lubisz książki?

piątek, 24 lutego 2017

„Fobos” Victor Dixen


Tytuł: Fobos
 


Autor: Victor Dixen

Seria: Fobos
Tom: 1
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2016
Liczba stron: 456
Tłumacz: Eliza Kasprzak-Kozikowska
Kategoria: Literatura młodzieżowa
Ocena: 7/10



Wobec książki Fobos Victora Dixena miałam niewielkie oczekiwania. Wydawało mi się, że było o niej wystarczająco głośno, by przyjąć zasadę „dużo szumu, słaba literatura”, nie wspominając o tym, że masowy napad autorów na kategorie fantastyczne w wersji young adult spowodował wypływ naprawdę schematycznego wodospadu nudy. Jednak, w końcu kosmiczna przygoda mnie skusiła i postanowiłam ulec.

Jesteśmy świadkami tworzenia się historii. Dwunastu starannie wybranych kandydatów wylatuje z Ziemi do stacji kosmicznej Cupido, po to by podczas trwających kilkanaście tygodni spotkań wybrać partnera. Po tym czasie zostaną wysłani na Marsa, gdzie czekają na nich przygotowane kapsuły – domy, w których założą rodziny i spędzą resztę życia. Wszystko to będzie się odbywać pod okiem wszechobecnych kamer, które będą śledzić absolutnie każdy ruch uczestników. Jednak nawet to kosmiczne show będące elementem programu Genesis rządzi się swoimi prawami. Dziewczęta i chłopcy pozostają oddzieleni, zarówno podczas wielomiesięcznych przygotowań i treningów do wylotu jak i w Cupido, gdzie w ciągu jednego dnia mogą się spotkać tylko dwie wybrane osoby i to dokładnie na 6 minut w specjalnej kuli spotkań. Wszystko to, obserwowane przez oko kamery, jest przesyłane prosto na Ziemię gdzie widzowie mogą to oglądać, analizować czy wpłacać datki prosto ze swoich przytulnych i bezpiecznych domów. Oczywiście nic nie jest takie proste – uczestnicy programu mają swoje sekrety, a tajemnice tych którzy pozostali na Ziemi mogą zmrozić krew w żyłach. Brzmi przyjemnie, ciekawie, ale dosyć przewidywalnie prawda?

Przyznam uczciwie – nie do końca wiem jak ocenić Fobosa. Z jednej strony Victor Dixen pióro ma lekkie, pomysły świetne, ciekawe wtrącenia pseudonaukowe i rozwiązania. Świetnie poprowadzona zmienna narracja pozwala nam lepiej zrozumieć nie tylko zaplątaną niekiedy fabułę, ale także bohaterów. Za dużą zaletę książki uważam także ograniczenie opisów obiektów do interesujących rzeczy – zamieszczone rysunki o wiele lepiej i szybciej wyrażają to samo.

środa, 22 lutego 2017

Słowo o recenzjach

Aby zrównoważyć nieco cięższy wydźwięk tego posta dorzucam piękne choć jeszcze nieśmiałe narcyzy. Wczoraj gdy przyniosłam je do domu, były zielonymi wiecheciami wystającymi z ziemi i przypominającymi trawę. Dzisiaj gdy otworzyłam oczy był jeden nierozkwitnięty pączek, a teraz? :) 


W zeszłym tygodniu usłyszałam zarzut, że współpraca ze mną jest niemożliwa z powodu jakości moich recenzji. Zasmuciłam się. Sądziłam, że to oznacza, że moje recenzje są za słabe ze względu na jakieś błędy z typu razem czy osobno albo interpunkcyjne, że moje teksty są niemerytoryczne, niespójne, być może nie ciągną tłumów i muszę popracować na przykład nad ich lekkością, nad regularnością, nad stroną na fb, nad organizacją samej notatki. Zasmuciło mnie to, ale przede wszystkim zmotywowało. Muszę się bardziej postarać, pomyśleć, popracować, zastanowić jak to poprawić. W związku z tym poprosiłam o konstruktywną krytykę osobę, która to napisała. Byłam przygotowana, że nie będzie to miód na moje uszy, ale postanowiłam, że wezmę to na klatę.

To co otrzymałam o niebo (albo i trzy) bardziej mnie zaskoczyło niż zasmuciło i dało do myślenia, czym postanowiłam się z Wami podzielić. Po pierwsze dowiedziałam się, że moje recenzje są za krótkie. No cóż. Rozumiem to, ale akurat to mam przemyślane. Na swoje potrzeby piszę tyle ile chcę, tyle ile mam do powiedzenia, nie zmuszam się do pisania czegoś na siłę to raz. Dwa to proza życia, większość z nas jest zabiegana i zapracowana i niewielu ma czas regularnie czytać recenzje książki na dwie strony A4 (statystycznie moje recenzje mają jedną stronę A4 lub akapit więcej). Jetem skłonna do pertraktacji w tym punkcie, ale w ramach zdrowego rozsądku. Napisanie dwóch stron A4 recenzji lektury mającej 118 stron i zwartą, przyczynowo-skutkową fabułę, to przesada, która skończy się albo kompletną nudą, albo spoilerami. Recenzja powinna być esencją i zwartą opinią, a nie kolejną książką i tego się staram trzymać. Czasami piszę więcej, ale to przy wyjątkowych okazjach, a czasem mniej, bo.. no właśnie. Ze względu na punkt 2, ale to za chwilę.

Po drugie usłyszałam, że za mało opisuję treść książki, nie zdradzam pikantnych szczegółów i nie odnoszę się w kolejnych tomach do najbardziej palących kwestii, "a przecież wszyscy sięgając po tę książkę wiedzą, że ostatecznie będzie musiała wybrać między tym a tym". No więc nie. Nie wszyscy wiedzą. Dokładnie tak zaspoilerowano mi na przykład Szklany Tron, ponieważ akcja jest tam tak dynamiczna, że bohaterowie z pierwszego tomu diametralnie zmieniają się w trzecim i przecież wszyscy to wiedzą. Niestety, chociaż rzeczywiście wywołało to dynamiczną dyskusję w komentarzach, to ja naprawdę zirytowana nigdy więcej do tej blogerki nie powróciłam. Owszem, mogłam na daną recenzję nie wchodzić, ale powiem szczerze - dla mnie jest oczywistym, że recenzja to opinia i merytoryczna ocena, a nie streszczenie. Moim naczelnym postanowieniem gdy zdecydowałam się pisać było niespoilerowanie. Przy tym postanowieniu pozostanę. 

Po trzecie dowiedziałam się, że jestem krytyczna. Przepraszam, że to powiem, ale jak dla mnie to komplement, bo chyba właśnie taka powinna być recenzja. Każda książka ma coś pozytywnego i zawsze staram się to znaleźć. Ale każdy lubi inne rzeczy, dla jednych literówki nie mają znaczenia, a dla innych owszem. Dla niektórych kolejny trójkąt miłosny to już zbyt wiele, a dla innych oczywista część książek młodzieżowych. Chciałabym, żeby osoby czytające moją recenzję otrzymały opinię uczciwą tak aby same zadecydowały czy chcą sięgnąć podaną książkę czy nie. Co do "gwiazdkowych" ocen - są dla mnie subiektywne, wynikają z moich osobistych wrażeń z lektury i niczego więcej. Prawdę mówiąc, uważam, że nie raz krytyczna recenzja jest lepsza od tej słodkiej. Ja po książkach, które w recenzjach mają same serduszka, a opis wrażeń zawiera się w "jest najlepszą książką na świecie" nie spodziewam się zbyt wiele. Kiedy wiem, że dana książka ma słabszego tłumacza to dłużej daję jej szansę, staram się życzliwiej spojrzeć na fabułę. Jeśli książka mi się bardzo podoba - piszę to. Gdy do mnie nie przemawia - piszę to.

Chętnie przyjmuję merytoryczną krytykę (naprawdę!) - pytanie czy nie uważam, że cudzysłów apostrofowy (czyli otwierający na dole - „ zaś zamykający na górze - ”) dodaje notatkom estetyki jest celne. Uważam tak. Więc teraz powolutku to poprawiam, zwłaszcza w tytułach postów, gdzie jest to szczególnie widoczne.

Podsumowując, można by zapytać po co to piszę, zatem zawczasu odpowiem. Ponieważ chcę głośno i wyraźnie powiedzieć, że piszę, bo lubię. Po prostu. Dlatego nie zamierzam na siłę pisać wielostronicowych rozważań, informować Was, że dzięki temu, że bohater X zachorował, bohaterka uświadomiła sobie jak bardzo go kocha, i że chce z nim być do końca życia przez co odrzuciła uczucia bohatera Y. Chcę żebyście mieli radość książki, odkrywania jej strona po stronie, żebyście sami dotarli do jej tętniącego życiem serca. Ja chcę Wam tylko opowiedzieć jak jej serce bije, w jakim rytmie, czy regularnie, czy brzmi dobrze, żebyście sami ocenili czy to może być wasza bratnia dusza, czy też jednak niekoniecznie. Nie będę też pisać pod oczekiwania, bo to w ogóle mija się z celem. Wystarczyłoby wtedy napisać trzy rozkoszne opinie i naprzemiennie zmieniać tylko tytuły książek, które opisują. 

Bardzo dziękuję więc za te słowa, ale niestety muszę powiedzieć, że tego nie zmienię, dlatego rzeczywiście współpraca ze mną na wyżej wymienionych warunkach nie jest możliwa. Jednakże współpraca jest. Chętnie piszę recenzje, o wspólnie ustalonej długości, bez spoilerów i z maksymalną uczciwością i szczerością przy zachowaniu 250% życzliwości dla Autora.

Ściskam mocno i mam nadzieję, że teraz nikt nie będzie miał wątpliwości czemu piszę jak piszę, a Wam czytającym moje recenzje, bardzo bardzo bardzo dziękuję, że jesteście i znosicie moje paskudne postanowienia. <3

niedziela, 12 lutego 2017

„Numer szósty” Edgar Wallace

 
Tytuł: Numer szósty

Autor: Edgar Wallace


Wydawnictwo: CM
Data wydania: 2014
Liczba stron: 116
Tłumacz: B.J. Fałka
Kategoria: Thriller, sensacja, kryminał
Ocena: 9/10




Numer Szósty autorstwa Edgara Wallace'a to cieniutka książeczka. Można by pomyśleć – jaki kryminał może się kryć na raptem 116 stronach? Powiem Wam otwarcie – bardzo dobry, przedwojenny kryminał! 

Edgar Wallace to bardzo interesujący autor. Po pierwsze ten urodzony w 1875 roku autor dziesiątek powieści ukończył zaledwie szkołę podstawową. Po drugie, w okresie przedwojennym w Polsce wydano ponad 60 książek jego autorstwa, ale po wojnie zaledwie kilka. Co jeszcze ciekawsze, wszystkie utwory autora trafiły na listę cenzurowanych w Polsce książek i od tego czasu nie pojawiały się na polskim rynku książki, aż do teraz kiedy to wydawnictwo CM po raz pierwszy od tego czasu po kolei, powoli wydaje wznowienia powieści. Żeby nie było wątpliwości co do rozpisania autora - Edgar Wallace napisał 170 książek, 17 sztuk teatralnych i kilkanaście scenariuszy filmowych, w tym ten do King-Konga. Musicie przyznać, że brzmi to niezwykle ciekawie!

Wróćmy jednak do Numeru Szóstego

poniedziałek, 6 lutego 2017

Rozwiązanie konkursu!

[Fanfary dla Was]
Ekhm, ekhm. Bardzo dziękuję, za wspaniałe odpowiedzi. Dzięki Wam dopisałam do listy 'do przeczytania' kolejne trzy książki. Dziękuję za cudowne pomysły i bardzo kreatywne argumentacje.
Muszę przyznać, że przez Was mam niesamowitą chęć ponownie sięgnąć do moich dawnych lektur tak przekonująco przez Was opisanych - uniwersalnego Quo vadis, patriotycznych Kamieni na Szaniec, nietuzinkowej Lalki, ponadczasowej Zemsty i symbolicznego Wesela. Umieszczone na liście książki niebędące lekturami niesamowicie mnie zaskoczyły. Naprawdę wspaniale było przeczytać o Waszych poglądach, bo na przykład w zupełnie nowym świetle zobaczyłam Behawiorystę. Jestem pod wrażeniem, że zgłoszone zostały także tak "nieczęsto spotykane" książki jak Madame i Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej, zwłaszcza, że obie są naprawdę niezwykłe. No i Dygot oraz Anioł do wynajęcia - jestem zaintrygowana, zdecydowanie mnie zaciekawiłyście, a książki trafiły na moją listę top do przeczytania!
[Oklaski dla Was]

sobota, 4 lutego 2017

„Szeptucha” Katarzyna Berenika Miszczuk


Tytuł: Szeptucha

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk


Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2016
Liczba stron: 352
Kategoria: Fantastyka, fantasy
Ocena: 6/10




Sięgnęłam po Szeptuchę, bo jestem zakręcona na tle wszelkich religii, wierzeń i podań, a książka Katarzyny Bereniki Miszczuk to zdecydowanie "takie" klimaty.

Książka od początku dała mi do myślenia - pytanie o to "co by było gdyby nie Polska nie przyjęła chrztu" jest naprawdę świetne. Alternatywna rzeczywistość spodobała mi się nieco mniej, bo przeczytawszy połowę książki można by mieć wrażenie, że przyjęcie chrztu wpłynęło wyłącznie na obecność zawodu Szeptuchy, nadawane imiona no i bogów. Cała reszta od studiów, przez internet, po obyczajowość pozostałaby niezmienna. Budzi to mój sprzeciw, bo jednak takie wydarzenie jak chrzest niewątpliwie wpłynęło na to jak wygląda obecna rzeczywistość. Nie chodzi o to, że bronię samego aktu, a bardziej o to, że to wydarzenie istotnie wpłynęło na późniejszą historię i nie dowierzam, aby mimo takiej zmiany cała reszta dzisiejszej Polski pozostała całkowicie bez zmian. Akceptuję jednak, że autorka nie chciała wdawać się w głębsze gdybania, ani tworzyć alternatywnej wersji wydarzeń i po prostu zmieniła tylko kilka rzeczy. Akceptuję, choć żałuję, bo to mogłaby być naprawdę świetna przygoda.

Gosława przyjeżdża do Bielin, wsi w województwie świętokrzyskim, jako normalna dziewczyna po medycznych studiach. Okazuje się jednak, że nie ma wątpliwości, że zwykłą dziewczyną nie pozostanie na długo (jeśli w ogóle kiedykolwiek nią była...). Im mocniej Gosia istnienie magii odrzuca, tym drastyczniej magia wpada jej pod nogi. Dosłownie, bo co jak co, ale Gosia umie pakować się w tarapaty jak mało kto! Gdy więc pewnego dnia magia puka do drzwi bohaterki, nie mamy wątpliwości, że choć to wszystko brzmi okrutnie i niebezpiecznie, to przygoda z magią oficjalnie się rozpoczęła, a Gosia może się bardzo zdziwić, jak wiele rzeczy wcale nie jest tak prostymi i niemagicznymi, jakimi się wydawały.

Fabuła jest bardzo ciekawa i przypadła mi do gustu. Szczególnie postać Szeptuchy została nakreślona z taką precyzją, że właściwie namacalnie widziałam ją przed oczami. Ogromnie podobały mi się także bóstwa i demony (są naprawdę świetne!), pomysł na rolę bohaterki, widać także, że autorka coraz głębiej wchodzi w tematy medycyny naturalnej i magicznej, zna się też na medycynie klinicznej. Fenomenalnie się czyta te fragmenty i mam za to wielki szacunek do autorki, bo mało komu się chce naprawdę zaangażować i dowiedzieć się co i jak działa, choć jak sądzę pewnym ułatwieniem jest zawód autorki (ten drugi niż bycie pisarką ;)).

Normalnie zaszczyt mnie kopnął. Ciągle mam siniaka na tyłku...