wtorek, 25 października 2016

„Czym jest życie? Fizyczne aspekty żywej komórki. Umysł i materia. Szkice autobiograficzne." Erwin Schrodinger



Tytuł: Czym jest życie? Fizyczne aspekty żywej komórki. Umysł i materia. 
Szkice autobiograficzne. 


Autor: Erwin Schrödinger

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania:1998
Liczba stron: 208
Tłumacz: Stefan Amsterdamski
Kategoria: Naukowe, Popularnonaukowe
Ocena: 9/10


Erwin Schrödinger to przede wszystkim wybitny fizyk, ale co ważne teoretyk. Każdy naukowiec wie, że świat dzieli się na teoretyków i doświadczalników i to są dwa zupełnie różne światy. Dlaczego? Bo naukowiec teoretyk to nie zawód, to wyższy stan umysłu. Tak jest w przypadku Schrödingera, współtwórcy mechaniki kwantowej (słynny paradoks kota Schrödingera oraz arcyważne równanie Schrödingera, którego rozwiązywanie wciąż spędza chemikom i fizykom kwantowym sen z powiek), zdobywcy nagrody Nobla, ale także człowieka i fizyka godnego swojej epoki.

Erwin Schrödinger w swojej książce nie tylko dowodzi jak znakomicie porusza się po wszelkich płaszczyznach fizyki, ale także wchodzi na obszary biologiczne, które analizuje okiem logiki i fizycznego myślenia. Nie ukrywajmy – dzisiaj wiemy, że przewidywania Schrödingera częściowo zostały potwierdzone, a częściowo obalone, ale tak czy inaczej nie ulega żadnej wątpliwości, że autor przedstawił ciekawy punkt widzenia, świeży, po raz kolejny udowadniając, że nauki przenikają się. Niektóre przykłady połączeń fizyki i biologii mogą się wydać naiwne, ale oto przemawia człowiek, który współtworzył mechanikę kwantową. Te naiwne pytania są po prostu bardzo bardzo podstawowymi i w głębi serca większość z nas przyjęła część tych zagadnień jako dogmat, a nie jako temat do przemyśleń czy dyskusji (np. Dlaczego atomy są tak małe). Swoją drogą zabawnie poczytać rozważania fizyka teoretyka o crossing over. :) Warto wiedzieć, że podstawowe odkrycia były już wtedy znane – teoria crossing over, pewne schematy dziedziczenia, teoria genowa, teoria mutacji, ale wciąż podlegały one dyskusji i modyfikacjom. Spojrzenie autora jest nie tylko zaskakująco świeże, ale też całkiem zgodne z obecną wiedzą, a książkę wydał na podstawie wykładów wygłoszonych w 1943r! Jestem też zakochana w tłumaczeniu autora iż na potrzeby książki zastąpił On rozważania o energii swobodnej entropią, po to aby czytelnik nie uznał, że swobodna oznacza nieistotna. 

Najbardziej uderzające cechy to, po pierwsze rozproszenie owych trybów w organizmach wielokomórkowych, o czym mówiłem wyżej w stylu nieco poetyckim, a po drugie fakt, że tryby te nie są wytworem człowieka, lecz arcydziełem powstałym zgodnie z regułami boskiej mechaniki kwantowej.

niedziela, 23 października 2016

„Harry Potter i Przeklęte Dziecko" J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne



Tytuł: Harry Potter i Przeklęte Dziecko 

Autor: J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne

Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2016
Liczba stron: 320
Tłumacz: Małgorzata Hesko - Kołodzińska, Piotr Budkiewicz
Kategoria: Fantastyka, Fantasy
Ocena: 5/10



Są książki i książki. Są też książki, które zmieniają nasze życie, takie które po prostu kochamy. Miłości nie trzeba wyjaśniać ani uzasadniać. I choć zwykle nie jestem wylewna to muszę przyznać szczerze – kocham serię o Harrym Potterze. I mogą mi mówić, że są w niej takie czy inne nieścisłości, ale moja miłość pozostaje niewzruszona. Tysiące razy przeczytałam siedem tomów po polsku, po angielsku, a także każdą książkę ze światem HP związaną. Od Tezaurusa, przez Quidditch przez wieki, Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć po Baśnie Barda Beedle’a. Obejrzałam wszystkie filmy kilka razy, przeszłam wszystkie wydane gry, a w zeszłym roku nawet dziecięcą w wersji lego na psp.

Mimo to, do ósmej części sagi podchodziłam z dużą ostrożnością. Odstraszało mnie wiele rzeczy, ale liczyły się dwie – autor i forma. Nie przekonywała mnie ani forma sztuki, ani pióro inne niż J.K. Rowling. Być może jestem w tym osamotniona, ale ja bym nie miała problemu z kolejną częścią HP autorstwa pani Rowling, z przyjemnością mogłabym zapomnieć o obietnicy autorki jakoby siódma część była ostatnią. Ale tak się nie stało, a ja z pomieszaniem w sercu wcale nie pobiegłam po egzemplarz Harry Potter and the Cursed Child. Postanowiłam poczekać na polską wersję i w końcu wczoraj, w dniu premiery, zupełnie przypadkiem trafiłam do sklepu. Wiedziałam, że to nie przypadek i bez egzemplarza wyjść bym nie mogła. Próbowałam się opierać i poczekać z czytaniem, ale po pierwszej stronie pachnącej Hogwartem nie mogłam czekać ani chwili. Książkę przeczytałam. I już po wszystkim. Tajemnica poznana.

środa, 5 października 2016

„Dawca" Lois Lowry


Tytuł: Dawca
 

Autor: Lois Lowry

Seria: Dawca
Tom: 1
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 2014
Liczba stron: 296
Tłumacz: Piotr Szymczak
Kategoria: Science fiction, fantasy
Ocena: 8/10




Bez bicia się przyznaję – Dawcę najpierw obejrzałam w kinie. Film jako taki wydał mi się pomysłowy i frapujący, ale zbyt sentymentalny, i co tu dużo mówić, zwyczajnie ckliwy. W związku z tym do książki zabierałam się trochę jak do jeża. Z jednej strony film w kontekście wykonania mi się podobał, ale nie byłam pewna czy to przekaz z książki, czy film po prostu nie mogąc skorzystać z książkowych środków wyrazu zapożyczył te multimedialnie dostępne. Z drugiej w filmie było zbyt słodko i obawiałam się, że przy książce mnie po prostu zemdli.

Bardzo się myliłam. Dawca autorstwa Lois Lowry to doskonała książka, której największym zarzutem jest jej długość. Czy też „krótkość”. Pozycja skierowana w gruncie rzeczy do dzieci okazała się dojrzałą książką, która porusza wiele istotnych i niejednoznacznych problemów, przedstawia pewne wydarzenia nie oceniając ich, a jednocześnie pozostawia ogromnie dużo miejsca na indywidualne przemyślenia i daje materiał do dyskusji. Nic dziwnego, że Dawca od wielu lat jest lekturą w niektórych krajach. W naszym też mogłaby być, z pewnością byłoby to kształcące, nowocześniejsze i nastoletnie. To nie jest tak, że nasza młodzież może wybierać wyłącznie między Kamizelką B. Prusa, a 50 twarzami Greya E.L. James. Istnieje wybór. Dysponujemy niesamowitymi klasykami pokroju Londona, Tolkiena czy Lema, ale też fantastycznymi książkami obecnych czasów. Nie każda książka musi też wnosić to samo. Na pytanie dlaczego czytamy akurat Anaruka, chłopca z Grenlandii, którego ja przełknęłam całkowicie bezboleśnie, ale dla wielu jest to lektura zaporowa, usłyszałam odpowiedź, że pozwala nam poznać różnorodność kultur panujących w różnych obszarach świata. Mam wrażenie, że jest wiele książek, które z powodzeniem mogłyby pełnić podobną rolę, a bardziej trafiać do młodzieży.

poniedziałek, 3 października 2016

03.10.2016

Tak się złożyło, że akurat w tym miesiącu spędziłam kilka dni w szpitalu chorób kobiecych. To właśnie tam dzieje się dzisiaj wiele tragedii, o których czytamy artykuły. To tam rodzice dowiadują się o chorobach swoich nienarodzonych dzieci. To tam matki dosłownie umierają ze strachu o maluszki, które noszą pod sercem. Ale tutaj też młode (bardzo młode!) kobiety dowiadują się o swoich chorobach. O nowotworzących się tkankach. O bezpłodności. O poważnych problemach hormonalnych czy o wadach w budowie macicy. 

To nie jest tak, że decyzja o aborcji jest jak decyzja o kupnie bułek na śniadanie. Widziałam te kobiety, te twarze. Przerażone. Zapłakane. Załamane. Często bardzo samotne i świadome odpowiedzialności.

Widziałam kobietę w bardzo zaawansowanej ciąży, zwiniętą w kłębek i przestraszoną, przy której czuwały pielęgniarka i położna z całym zapasem czułości, troski, dobroci i życzliwości jaki człowiek jest z siebie w stanie wydobyć.

Widziałam kobietę w bardzo zaawansowanej ciąży podłączoną do ktg. Siedziałyśmy w ciszy przez kilka chwil. Ciszy przerywanej dźwiękami maszyny. Przy każdym przyspieszeniu dźwięku ta kobieta, odwrócona do mnie plecami, podskakiwała ze strachu. Właściwie to nie był strach. 
To było przerażenie.

Widziałam odważną kobietę, ze skierowaniem do szpitala w dłoni. Napis ONKO kłuł w oczy.

W pokoju leżałam z moją rówieśnicą, która dowiedziała się, że jest bardzo poważnie (śmiertelnie) chora, a także z inną dziewczyną, która marzyła o dzieciach, a przyszła się tu badać, bo wcześniejsi lekarze wydali wyrok - bezpłodna.

W szpitalu poznałam to coś. Bezwarunkowe wsparcie i oparcie. Nadzieję. I śmiech. Nawet kiedy był przez łzy. Nieważne ile która miała lat, jakie wykształcenie, marzenia, pragnienia, stan cywilny, poglądy polityczne, ulubioną książkę. Każda przyszła tu przestraszona, dowiedzieć się CO się z nią dzieje, bo że COŚ się dzieje już wiedziałyśmy. Okazało się, że jestem stosunkowo zdrowa, a na pewno nie tak chora jak część z nich. Dlatego dzisiaj, a także każdego kolejnego dnia, będę mówić głośno i wyraźnie:

Nikomu nie wolno oceniać tych wyborów, które podejmują te kobiety. Nikomu nie wolno decydować o ich życiu. Nikomu. Nikt nie ma prawa oceniać ich moralności. Żadna ustawa nie ma prawa decydować za te odważne kobiety, a już na pewno żaden polityk nie może odbierać im prawa wyboru i prawa do życia.

Dla nich to były najtrudniejsze, najstraszniejsze i najgorsze decyzje w ich życiu. Uwierz mi - każda z nich by się z Tobą zamieniła. Ale czy Ty zamieniłbyś się z nimi?