wtorek, 16 maja 2017

„Królowa Tearlingu” Erika Johansen

 
Tytuł: Królowa Tearlingu

Autor: Erika Johansen
 
Cykl: Królowa Tearlingu (tom 1)
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 2015
Liczba stron: 486
Tłumacz: Izabella Mazurek
Kategoria: Fantastyka, Fantasy
Ocena: 8/10




Na Królową Tearlingu czaiłam się baaaardzo długi czas, intensywnie poszukiwałam jej w bibliotekach i na obniżkach. Wszystko to jednak zawodziło, rabaty były niewielkie, zaś w bibliotekach nie było nawet kolejki, bo po prostu nieomal żadna nie miała swojego egzemplarza. Wkrótce swoim zainteresowaniem zaraziłam matkę chrzestną od książek, a ta użyła swoich magicznych mocy i puf! Książka pojawiła się w moim domu!

Muszę przyznać, że miałam spore nadzieje co do Królowej Tearlingu, bo przez miesiące poszukiwań obrosła w moich oczach legendą. Nieczęste recenzje, nigdy negatywne, a wiadomo to rodzi podejrzenia, że to typowy ostatnio bestseller – dużo hałasu, a radości niewiele. Dlatego jestem bardzo szczęśliwa, ponieważ spieszę Was zawiadomić, że książka zaspokoiła moje potrzeby. :D

Prawdziwego bohatera poznaje się po tym, że 
najbardziej heroicznych czynów 
dokonuje w tajemnicy. 
Nigdy o nich nie słyszymy. 
A jednak, moi przyjaciele, jakimś cudem o nich wiemy.


Jak sami wiecie przypływ literatury fantastycznej w wersji Young Adult jest ogromny. Można swobodnie przebierać w nowościach praktycznie każdego miesiąca, w styczniu wyszedł finalny tom Trylogii klątwy Danielle L. Jensen (recenzja pierwszego tomu już wkrótce!), w lutym Dwór mgieł i furii (recenzja tutaj!), przed chwilą Imperium burz, czyli piąty tom Szklanego tronu (recenzja już wkrótce!), a to za chwilę kolejna część Czerwonej królowej (recenzje dwóch pierwszych tomów – tu 1, tu tomu 2) czy w czerwcu ma wyjść Sztylet zaręczynowy - drugi tom Sztyletu rodowego (recenzja tutaj!).. A to raptem kilka, najbardziej znanych spośród dziesiątek nowych pozycji. Nic więc dziwnego, że niełatwo odróżnić ziarna od plew i zgubić się w gąszczu opinii, tym bardziej, że część według mnie na zachwyty zasługuje, ale część nieco mniej.

Po lekturze mogę Was zapewnić, że Królowa Tearlingu jest inna niż większość tych książek. 

Różnice zaczynają się od podstaw. Akcja jest niespieszna, rozbudowana, choć nieprzesadzona. Fantastyczna choć całkiem dobrze osadzona w realiach. Dobrze skonstruowana fabuła, konsekwentnie zbudowana kraina, świetni i realistyczni bohaterowie. Na szczególne oklaski zasługuje główna bohaterka – Kelsea. Zapytacie pewnie dlaczego? Jest niezwykła, bo daleko jej do ideału! Nie jest piękna, czasami czuje się głupia albo zawstydzona, bywa wściekła, ale jest przy tym naprawdę niezłomna. I całe szczęście, bo ta niezłomność będzie jej niezbędna, gdyż walka o tron okazuje się nieustanną walką o własne życie. Czy w tych warunkach dziewiętnastoletnia dziewczyna, wychowana z dala od zamków, królestw i dworów, jest w stanie zmieniać cokolwiek w swoim kraju, być dla niego prawdziwą królową, ulgą w cierpieniach, podporą w trudnych chwilach? Kelsea jest jednak zdeterminowana i powoli, ryzykując życiem, swoją siłą i odwagą zjednuje sobie kolejnych ludzi, by w stosownym momencie przemienić się w prawdziwą królową i walczyć o swój kraj. Najczęściej w książkach tego typu historia, problemy społeczne i gospodarcze, problemy dyplomatyczne są tylko wspominane. Tutaj spędzają sen z powiek królowej, która jednak podejmując ryzykowne decyzje, wkrótce może być zmuszona walczyć w prawdziwej wojnie o swój lud.

- Dobrze, Lazarusie, nie będę się wtrącać do twoich spraw, 
tak jak chciałeś. - Spojrzała na niego. - Powinieneś mi za to podziękować.
Buława ukłonił się.
- Pokorne podziękowania, o przeznakomita...
- Wypchaj się.

W tej książce nie znajdziecie miłosnych trójkątów, ani nawet romantycznych uniesień. Jest dużo historii, walki, oddania i nadziei, ale również wiele trudów i porażek. Jednak w odróżnieniu od zwyczajowych rozwiązań tutaj wszystko jest prawdziwe, a nie plastikowe. Niewiarygodne, jak wspaniale Erika Johansen wystylizowała nie tylko główną bohaterkę, ale także wielu pozostałych jak Buława i pozostali królewscy strażnicy, jak Carlin i Barty – opiekunowie Kelsea, ale także Szkarłatna Królowa czy Arlan Thorne. Jako równie ciekawego uważam regenta Tearlingu, wuja Kelsea – Thomasa, którego postać jest wykreowana zupełnie inaczej niż się spodziewałam, ale nadzwyczajnie doceniam wbrew pozorom prostotę i realizm bohatera. Autorka nie boi się też trudnych rozwiązań fabularnych, nie pomija rodzinnych „nieporozumień”, strachu bohaterki, jej ogromnej niepewności i wielkiej złości. Kelsea nie jest sztywna, nie ma dziwnych przemyśleń, nie targają nią wydumane problemy, o nie, problemy Kelsea Rayleigh są bardzo rzeczywiste, a jej permanentna walka o życie boleśnie jej o tym przypomina. Jednocześnie pani Johansen cudownie wplotła magię między miecze, dzięki czemu otrzymujemy nienową, ale doskonale odświeżoną koncepcję nie tylko walki dobra ze złem, ale także magii i potęgi siły. Jednak młoda królewna będzie musiała szybko nauczyć się nie tylko rządzić, ale także przyjmować kompromisy i zdać sobie sprawę, że świat nie jest czarno-biały jak dotychczas zdawała się sądzić, lecz posiada także bardzo wiele obszarów szarości, nie wspominając  o tym, że zaskoczy ją jak wiele rzeczy jest całkowicie przeciwnych od jej wyobrażeń. Książka jednocześnie porusza wiele ciekawych aspektów od odpowiedzialności, przemocy domowej, wielkich tajemnic czy handlu ludźmi, po bezwzględność wojny.

Jeśli dotychczas jeszcze Was nie przekonałam, że naprawdę warto sięgnąć do Królowej Tearlingu to zdradzę Wam maleńki sekret - Kelsea kocha czytać i nie jest to tylko wspomniane jako motyw, dzięki któremu mamy bohaterkę polubić. To prawdziwa pasja, która zaważy na królowej i jej działaniu. :)

Po Królowej Tearlingu świetnie czuć, że jest pierwszą częścią Trylogii, ma nas zaciekawić, postawić wiele pytań i wciągnąć, ale na tym etapie nie ma na nie odpowiadać. Nie muszę Wam mówić, że Inwazja na Tearling jest na liście do absolutnie jak najszybszego przeczytania? ;)

Na jednej z facebookowych grup książkowych do których należę już trzy razy przewinęło się pytanie czy książka nadaje się dla młodszych czytelników. No więc odpowiem tutaj – według mnie nie. Pani Johansen nie stroni od brutalności i bardzo mrocznej magii i dosyć obrazowo to opisuje. Nie ma litości ani dla kobiet, ani dla dzieci i mam przeczucie, że w kolejnych tomach to się nie zmieni, a jeśli to raczej stawiałabym na wzrost agresji wynikający z nadchodzącej inwazji. Zaś pomijanie tych fragmentów jest bezcelowe, bo nie dość, że jest ich nie tak mało, to w dodatku wiele z nich jest kluczowych dla fabuły.

Podsumowując - jeśli lubisz fantastykę młodzieżową i chętnie odpoczniesz od romansów to Królowa Tearlingu bez wątpienia skradnie Twoje serce!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz