wtorek, 30 maja 2017

„Dla Isabel. Mandala” Antonio Tabucchi


Tytuł: Dla Isabel. Mandala

Autor: Antonio Tabucchi
 
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 2017
Liczba stron: 153
Tłumacz: Joanna Ugniewska
Kategoria: Literatura piękna
Ocena: 6/10





Antonio Tabucchi to autor podróżujący i poświęcający w swojej prozie wiele miejsca melancholii, tęsknocie, poszukiwaniach czegoś dla autora ważnego, ale pozostającego nieuchwytnym. Jego książki są zwykle o utracie, wspomnieniach i przeszłości, niepokojące, pełne niedopowiedzeń i mogę na samym początku zapowiedzieć, że nie inaczej jest i tym razem. Dla Isabel. Mandala to opowieść o poszukiwaniu przeszłości, wspomnieniach.

Polski pisarz – Tadeus Slowacki, wyrusza w podróż w poszukiwaniu zaginionej, bliskiej jego sercu kobiety. Powoli, niczym poszukiwacz skarbu, po kolei odnajduje osoby, które wypełniają kolejne kręgi jego mandali piaskiem wiedzy o kolejach losu kobiety. Jak to ma w zwyczaju Tabucchi wiele czasu spędzimy w jego ukochanej Portugalii, ale tym razem ślady Isabel poprowadzą nas także do Włoch, Alp, a nawet do Makau znajdującego się na terytorium Chińskiej Republiki Ludowej. Bohater będzie szukał tak długo aż... No właśnie. Czego właściwie oczekuje bohater po tych poszukiwaniach? Co spodziewa się znaleźć? A może właściwie byłoby zapytać czego znaleźć się nie spodziewa?
Tytuł: Silver. Pierwsza księga snów

Autor: Kerstin Gier

Seria: Silver - księgi snów
Tom: 1
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2016
Liczba stron: 416
Kategoria: Literatura młodzieżowa
Ocena: 7/10


Odmładzam się! :D
Są takie momenty kiedy na wszystkich forach są poruszane te same zagadnienia. Był czas kiedy przez kilka miesięcy co nie weszłam na facebooka, fora internetowe, blogi, wszędzie były pytania o serię Czerwona królowa (recenzja 1. tomu | recenzja 2. tomu | tom 3 ma premierę w maju) albo Szklany tron (recenzja 1. tomu), a był też czas kiedy non stop mówiono o Kerstin Gier.

Kerstin Gier nie czytałam dotychczas nic, ale peanów nt. Trylogii czasu naczytałam się tyle, że na długi czas autorka mi obrzydła. :D Nie mówiąc o cenach w jakich trylogia pojawiała się w sprzedaży na allegro czy innych portalach, bo te budziły mój ciężki szok i przerażenie. W związku z tym, jakiś czas temu powzięłam postanowienie, że sprawdzę o co tyle szumu. Ponieważ jednak Trylogii Czasu obmacać jeszcze nie miałam okazji, dla zabicia czasu złapałam Silver. Pierwszą księgę snów. Tak. Mowa o tej ślicznej książce, o której ponownie czytamy wyłącznie pozytywne opinie.

Twój dom jest tam, gdzie twoje książki.

Główną bohaterką Silver jest... 15-letnia Olivia Silver. :D Liv z siostrą Mią po wakacjach u taty wracają na rok szkolny do mamy – profesor literatury, która właśnie dostała możliwość wykładania na Oxfordzie. Dziewczynki przyzwyczajone do częstych przeprowadzek przyjeżdżają do Londynu marząc o ciepłym domku na przedmieściach, w którym pachniałoby ciastem pieczonym przez ich niemiecką nianię Lottie, gdzie ich suczka Butter będzie mogła szaleć do upadłego, a one będą eksplorować dom i okolice jako fanki wszelkich tajemnic i zagadek. Rzeczywistość jednak nie jest dla nich łaskawa – na miejscu okazuje się, że mama ma dla nich trudną do przełknięcia niespodziankę. Niespodziankę, która zapoczątkuje serię niesamowitych, choć diabelnie niebezpiecznych wypadków.

Kerstin Gier pisze naprawdę barwnie i przekonująco. Książka dedykowana jest chyba czytelnikowi znacznie młodszemu (dlaczego chyba uzasadnię w późniejszej części recenzji), a mimo to współodczuwałam z bohaterką. Radości, smutki i troski młodej bohaterki były bardzo na miejscu, według mnie naprawdę dobrze dobrane do wieku Liv. Wielki plus dla autorki za poruszenie tematu „rodzin patchworkowych”. Jestem pod wrażeniem, bo autorka nie moralizowała, nie wymyślała, a wręcz przeciwnie przedstawiła sytuację dosłownie z punktu widzenia nastolatki, bez dramatów, ale bez dystansu. Podobało mi się, że temat nie został „porzucony”, bohaterka o nim myślała, oceniała, komentowała – przecież dokładnie tak robią nastolatki (wiem z autopsji! :D).

Kolejny plus za przedstawienie wszystkich postaci. Jest ich niemałe grono, a wszystkie są opisane wiarygodnie bez nadmiaru zbędnych szczegółów. Na szczególne oklaski zasługują siostra bohaterki – Mia, mama dziewczynek oraz ich niania. Ich relacje, to co mówią i jak mówią, jest bardziej wyrazistym opisem niż wciskanie tego w przydługie akapity o tym jak kto wyglądał czy jaki był. Bohaterowie mówili sami za siebie i między innymi w tym dla mnie zawiera się przyjemność książek młodzieżowych.

Nigdzie indziej nie poznasz człowieka lepiej ani nigdzie nie dowiesz się więcej o jego tajemnicach niż we śnie

Następny plus? Motyw snów. Tutaj postawię kropkę, bo nie chcę i nie będę zdradzać Wam fabuły. Ale motyw oniryczny to od zawsze chwytliwy temat, a koncepcja Kerstin Gier jest świetnie sformułowana. Jest ciekawie, mrocznie, niecodziennie. Świetnie napisane dla młodszych czytelników.

Zwróćmy także uwagę na motyw „szkolnej plotkary”. Bardzo ciekawy i niewątpliwie chwytliwy zabieg od czasu „Plotkary”, który i tym razem przybiera ciekawą formę, choć oczywiście do oryginału mu daleko.

Ale jeśli latawiec chce wzbić się w powietrze, musi polecieć pod wiatr.

Czy cała fabuła jest nadzwyczajnie dobra? Nie powiedziałabym. Ale książka jest złożona ze świetnych cegiełek, które dobrze się komponują. Jest ciekawie, interesująco i naprawdę przyjemnie.

To przejdźmy do jednej wady książki jaką widzę. Jestem na tę książkę ciut za stara. :D Nie zrozumcie mnie źle – uwielbiam się odmładzać, ale choć wszystko bardzo mi się podobało, to mam moje przewidywania były dosyć celne, a relacje, zwłaszcza te męsko – damskie są... Urocze. ;) Tak urocze, że aż się uśmiecham, ale jednocześnie tak urocze, że nie sposób nie pomyśleć, że to jednak mocno dziecięca pozycja pomimo tego, że bohaterka ma lat piętnaście, znacząca większość pozostałych bohaterów jest jeszcze starsza, a opisywane sytuacje są bardzo mroczne. Niektóre pewnie spokojnie mogłyby się przyśnić.

Podsumowując, tak jak już kiedyś pisałam – Silver. Pierwsza księga snów jest książką bardzo przyjemną, wciągającą, ładnie wydaną i pełną uroku. Kerstin Gier naprawdę ma urok i jej sposób pisania rzeczywiście potrafi zaczarować. Przyznaję się bez bicia, że nie doceniłam autorki. Jednak zdecydowanie książka jest skierowana do młodszych czytelników. Na pewno dodatkowym atutem jest to, że świetnie nadawałaby się na prezent.

poniedziałek, 29 maja 2017

KONKURS!

Kochani
Konkurs na facebooku już jest! 
Do wygrania nowiutki egzemplarz "Słowika" Kristin Hannah!
Zapraszam serdecznie!



https://www.facebook.com/wsercuksiazki/photos/a.808614049284617.1073741828.796654600480562/1139625166183502/?type=3&theater

sobota, 27 maja 2017

„Nie bój się nocy. Nienawiść” Anna Kłodzińska

 

Tytuł: Nie bój się nocy. Nienawiść

Autor: Anna Kłodzińska
 
Wydawnictwo: CM
Data wydania: 2017 (wznowienie wydania z 1968 roku)
Liczba stron: 221
Kategoria: Kryminał
Ocena: 6/10




Nie bój się nocy. Nienawiść to kolejny kryminał z serii Najlepsze kryminały PRL autorstwa Anny Kłodzińskiej. Przyznaję, że byłam sceptyczna. Wydawało mi się, że kryminał ten będzie brutalny, osadzony w smutnych czasach PRL, mroczny kryminał z ogromnym ładunkiem nienawiści, która będzie motorem zbrodni. Jednak najwyraźniej trochę za bardzo przyzwyczaiłam się do nowomodnych standardów kryminału, bo ku mojemu zaskoczeniu książka przyniosła mi coś zupełnie innego.

Mamy nowe osiedle na obrzeżu Warszawy. Ładne, z laskiem, w lasku mostek, z kolejką elektryczną, kawiarnią z adapterem... Przyjemne miejsce. Pewnego dnia na posterunek zgłasza się kobieta informując policję o tym, że ktoś próbowałam ją pod laskiem przy nowym osiedlu udusić i to nie byle jak, bo własną chustką. Niedługo później w nocy, a właściwie prawie nad ranem, na tym samym osiedlu, przy tym samym lasku zamordowana zostaje młoda kobieta. Okazuje się, że uduszono ją szalikiem... Śledztwo w końcu trafia do kapitana Szczęsnego i jego kolegów z policji, a ten nie zamierza dać za wygraną. W międzyczasie pewien bezdomny zostaje znaleziony z zakrwawioną koszulą prominentnego właściciela fabryki na Pradze. Czy istnieje związek między tymi wydarzeniami? Kto i dlaczego napada na młode kobiety mieszkające na osiedlu?

Rudzielec nie przejął się. Miał czyste sumienie,
a perspektywa siedzenia była raczej wygodna.
Zbliżała się zima. Żeby ją przemieszkać w domu, w Radomsku,
trzeba było wziąć się do jakiejś roboty, a na robotę 
Rudzielec był uczulony od dziecka,
jak raz tłumaczył kierownikowi więzienia.
Od razu dostawał wysypki i „chodziło mu” po krzyżach.

czwartek, 25 maja 2017

Cytat tygodnia

Inteligentny człowiek, będąc w obcym mieszkaniu, 
powinien najpierw obejrzeć książki, a potem dopiero resztę.
- Patrol zmroku, Siergiej Łukjanienko -

wtorek, 23 maja 2017

„Siedemnaście zwierząt” Robert Pucek


Tytuł: Siedemnaście zwierząt

Autor: Robert Pucek
 
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 2017
Liczba stron: 160
Kategoria: Literatura współczesna
Ocena: 10/10


Wiele ostatnio dzieje się na rynku wydawniczym dla biologii. Popularyzowana w piękny literacki sposób, ozdabiana cudownymi ilustracjami i zdjęciami – można stracić dla niej głowę, nie sądzicie? Jednak w gąszczu tych niezwykłych książek trudno wyłapać wszystkie najcenniejsze pozycje. Dzisiaj wskażę Wam książkę wyjątkową, która umknęła by wielu z Was. Jest mała, krótka i w miękkiej oprawie, nie ma nawet pięknych rysunków (oprócz okładkowego wieloryba). Jest niepozorna. Ale to złudzenie, bo Siedemnaście zwierząt kryje niezwykle piękną zawartość.

Pan Robert Pucek mieszka w lesie i na co dzień obcuje z naturą. Opowiada nam o tym na kartach tej książki. Każdy rozdział jest poświęcony jednemu zwierzęciu i opowieści o konotacjach biologicznych, literackich, filozoficznych. Nie są to jednak spostrzeżenia bagatelne, nie obawia się nawiązywać zarówno do arcydzieł jak i pisarzy mniej znanych, sięga do wszystkiego od porównań mitycznych, przez pisarzy powszechnie każdemu z nas znanych jak Nabokov, Umberto Eco, są nawiązania religijne jak np. do lamy Drukpy Kunley'a, są nawet nawiązania do naukowców takich jak Darwin, Kepler czy Polska Akademia Nauk. Są i wspomniani poeci na przykład Edgar Allan Poe, ale również Herbert czy Petrarka. A uwierzcie mi na słowo, że to tylko kropla w morzu nazwisk.

sobota, 20 maja 2017

10 książek na Dzień Matki

Ach, jaki to piękny dzień! Dzisiaj dostałam cynk, że za niedługo Dzień Matki! Pomyślałam, że może spodobałoby Wam się kilka podpowiedzi jakie książki można by ukochanej rodzicielce zakupić. :)
Jesteście ciekawi? Zapraszam!





1. Siedemnaście zwierząt, Robert Pucek
    Wydawnictwo Czarne








To prawda, ostatnio jest istny boom na biologiczno-literackie książki i nie będę ukrywać - bardzo mi się to podoba. Zwłaszcza, że na szczęście wydawcy coraz częściej stawiają na niesamowite wydania i trzeba im oddać, że ilustrowane wersje Sekretnego życia drzew czy Duchowego życia zwierząt kradną serce, a odbić je może tylko przepiękna Inteligencja kwiatów! Ale w tym gąszczu bardzo pięknych książek jest ukryta niepozorna, nieduża i niedługa lektura jaką jest Siedemnaście zwierząt pana Roberta Pucka. Tak - to polska książka. Tak - o zwierzętach, ale nie tylko, bo moim zdaniem jest to małe dzieło sztuki, takie w którym biologia, czy też mówiąc bardziej precyzyjnie zoologia, przeplata się ze sztuką, literaturą i cudownymi opisami. Prawdę mówiąc Siedemnaście zwierząt oczarowało mnie spokojem, niezwykłymi opisami i refleksjami, autor zdobył moje wielkie uznanie (pomimo tego, że wcześniejsza książka autora jest o pająkach!) i uważam, że dla wielu Mam może okazać się rozkoszą czytelniczego podniebienia.




2. Małe wielkie rzeczy, Jodi Picoult
    Wydawnictwo Prószyński i S-ka








Nie znam pozostałych książek Pani Picoult, ale Małe wielkie rzeczy naprawdę szczerze mnie ujęły prostotą i trafnością, ciekawą konfrontacją z trudnym tematem. Nie jestem może wielką fanką samego sposobu pisania autorki, bo ten jest bym powiedziała przeciętny, ale muszę oddać jej honor. Często jest tak, że wybieramy konkretne rzeczy też dlatego, że są pewne, że są obietnicą otrzymania czegoś z czym mieliśmy już do czynienia. Pani Picoult jest taką pewnego rodzaju klasyką, dzięki czemu mamy pewność otrzymania dobrej lektury napisanej w sposób ciekawy i przystępny. Autorka zaprezentowała trudny temat w sposób nie skandalizujący, niewulgarny, niebrutalny (nawet jeśli rzeczywistość może się taka chwilami wydawać), jasny i czytelny. Jest chwilami wzruszająco, jest też materiał do przemyśleń. Myślę, że jeśli Twoja mama czytała wcześniejszą książkę pani Picoult i była nią urzeczona, to ta pozycja będzie prezentowym strzałem w dziesiątkę!




3. Ćwiczenia duszy, rozciąganie mózgu, prof. Jerzy Vetulani oraz 
    ks.  Grzegorz Strzelczyk
    Wydawnictwo Znak







Książka opisywana jako konfrontacja mózgu i duszy, wiary i rozumu to niezwykle ciekawa wymiana poglądów pomiędzy zmarłym w tym roku prof. Jerzym Vetulanim i doktorem teologii ks. Grzegorzem Strzelczykiem. Zagorzały naukowiec ateista kontra ksiądz? Nie. Tu nie ma kontry - to dialog na najwyższym poziomie, pełen wzajemnego szacunku, interesujących zagadnień i anegdotek. To kulturalna rozmowa o wartościach, w której szanowane są wszystkie poglądy, a zmusza się czytelnika tylko do pomyślenia. Bo tutaj nie chodzi o przeciąganie ludzi "na swoją stronę" lecz właśnie o chwilę zastanowienia i danie ludziom wiedzy i możliwości wyboru, a nie gotowych rozwiązań. Bardzo inteligenta i bardzo ciekawa - prawdziwe ćwiczenia duszy i rozciąganie mózgu!



4. Światło, którego nie widać, Anthony Doerr
    Wydawnictwo Czarna Owca








Światło, którego nie widać to książka historyczna, o której każdy musi wyrobić sobie swoje zdanie. Autor jest pisarzem niezwykłym, a to co przedstawia bez wątpienia trafia w serce czytelnika. Książka przynosi nam jednak wojnę - temat trudny, choć niewątpliwie dający autorowi ogromne pole do popisu. Prawdziwe wyzwanie pojawia się jednak kiedy, do tematu II wojny światowej, dołożymy niewidomą dziewczynkę oraz niezwykłego chłopca, który dzięki swoim zdolnościom wstępuje do nazistowskiej szkoły, ale nie z powodu ideologii lecz aby uniknąć cierpienia i biedy. Autor postawił sobie poprzeczkę naprawdę wysoko i zapewniam Was, że ten test po stokroć zdał, nawet jeśli fabuła chwilami trochę ciążyła. To naprawdę piękna książka, w której znajdziecie wiele niezwykłych rzeczy, morza emocji i mnóstwo przekazu choć będzie to wymagało pewnego wysiłku.
Jeśli Wasza Mama lubi lekturę wymagającą, ambitną literaturę współczesną, która przyniesie satysfakcję i uczucie sytości - Światłem którego nie widać zaspokoi ten głód!

czwartek, 18 maja 2017

Cytat tygodnia

Kiedy otwierasz książkę, 
wkraczasz jakby do teatru: najpierw jest kurtyna, 
odsuwasz ją i przedstawienie się zaczyna.
- Atramentowe serce, Cornelia Funke -

wtorek, 16 maja 2017

„Królowa Tearlingu” Erika Johansen

 
Tytuł: Królowa Tearlingu

Autor: Erika Johansen
 
Cykl: Królowa Tearlingu 
Tom: 1
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 2015
Liczba stron: 486
Tłumacz: Izabella Mazurek
Kategoria: Fantastyka, Fantasy
Ocena: 8/10




Na Królową Tearlingu czaiłam się baaaardzo długi czas, intensywnie poszukiwałam jej w bibliotekach i na obniżkach. Wszystko to jednak zawodziło, rabaty były niewielkie, zaś w bibliotekach nie było nawet kolejki, bo po prostu nieomal żadna nie miała swojego egzemplarza. Wkrótce swoim zainteresowaniem zaraziłam matkę chrzestną od książek, a ta użyła swoich magicznych mocy i puf! Książka pojawiła się w moim domu!

Muszę przyznać, że miałam spore nadzieje co do Królowej Tearlingu, bo przez miesiące poszukiwań obrosła w moich oczach legendą. Nieczęste recenzje, nigdy negatywne, a wiadomo to rodzi podejrzenia, że to typowy ostatnio bestseller – dużo hałasu, a radości niewiele. Dlatego jestem bardzo szczęśliwa, ponieważ spieszę Was zawiadomić, że książka zaspokoiła moje potrzeby. :D

Prawdziwego bohatera poznaje się po tym, że 
najbardziej heroicznych czynów 
dokonuje w tajemnicy. 
Nigdy o nich nie słyszymy. 
A jednak, moi przyjaciele, jakimś cudem o nich wiemy.


Jak sami wiecie przypływ literatury fantastycznej w wersji Young Adult jest ogromny. Można swobodnie przebierać w nowościach praktycznie każdego miesiąca, w styczniu wyszedł finalny tom Trylogii klątwy Danielle L. Jensen (recenzja pierwszego tomu już wkrótce!), w lutym Dwór mgieł i furii (recenzja tutaj!), przed chwilą Imperium burz, czyli piąty tom Szklanego tronu (recenzja już wkrótce!), a to za chwilę kolejna część Czerwonej królowej (recenzje dwóch pierwszych tomów – tu 1, tu tomu 2) czy w czerwcu ma wyjść Sztylet zaręczynowy - drugi tom Sztyletu rodowego (recenzja tutaj!).. A to raptem kilka, najbardziej znanych spośród dziesiątek nowych pozycji. Nic więc dziwnego, że niełatwo odróżnić ziarna od plew i zgubić się w gąszczu opinii, tym bardziej, że część według mnie na zachwyty zasługuje, ale część nieco mniej.

Po lekturze mogę Was zapewnić, że Królowa Tearlingu jest inna niż większość tych książek. 

sobota, 13 maja 2017

„Blackout” Marc Elsberg

Tytuł: Blackout

Autor: Marc Elsberg

Wydawnictwo: W.A.B
Data wydania: 2015
Liczba stron: 784
Tłumacz: Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska
Kategoria: Sensacja, Thriller
Ocena: 8/10






W internetach huczy o książkach Marca Elsberga, wszędzie widzimy piękne i proste czarne okładki z tytułem i autorem. Przy okazji niedawnej premiery jego trzeciej książki – Helisy, pewnie sporo słyszeliście o katastrofach na miarę XXI wieku, o przyrównaniach autora do Georga Orwella czy Aldousa Huxleya, a frazy takie jak schyłek ludzkości, katastrofalny rozwój, ludzkie dramaty, upadek współczesnej cywilizacji dodatkowo nadmuchiwały całą sprzedaż. Bo ludzie lubią czytać o ludzkich dramatach prawda? Jednak czy Blackout (ang. awaria zasilania) rzeczywiście opowiada o schyłku cywilizacji?

Blackout jest pierwszą książką autora, a jej temat jest prosty. Mamy cały świat. Nadchodzi dzień zero. Prąd zostaje wyłączony. I teraz pada pytanie – jak żyć dalej? Czy w ogóle da się żyć dalej?
Większość z Was teraz się śmieje z mojego dramatyzmu, ale zapewniam Was, że czytając tę książkę nie śmiałam się ani razu. Nie dlatego, że Blackout to jakiś horror krwią pisany. Ta książka to teoretyczny scenariusz, nie posunę się do stwierdzenia „życie”, ale mam to słowo na końcu języka. Blackout jest długi, obfituje w szczegóły, zwłaszcza związane z zabezpieczeniami energetycznymi i elektrowniami. Elektrownie sprawiły, że byłam przegrana dla świata, bo akurat w tym semestrze jako zajęcia dodatkowe mam właśnie energetykę jądrową i promieniotwórczość, ale wiem, że dla niektórych taka ilość szczegółów może być zabójcza. Dlatego zaskoczę Was i powiem, że możecie je pominąć, ale wiedzcie, że stracicie kawał fenomenalnego researchu i prawdziwego thrilleru na jawie.

czwartek, 11 maja 2017

Cytat tygodnia

Magrat zastanowiła się, jak to jest, 
przez całe życie robić to, czego się nie lubi. 
To jak być martwym, pomyślała, tylko gorzej, 
bo jest się żywym i trzeba to znosić.
- Trzy wiedźmy, Terry Pratchett -

wtorek, 9 maja 2017

„Alchemik” Michael Scott

Tytuł: Alchemik

Autor: Michael Scott
 
Cykl: Sekrety nieśmiertelnego Nicholasa Flamela (tom 1)
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2016
Liczba stron: 480 
Tłumacz: Hanna Baltyn-Karpińska
Kategoria: Fantastyka, Fantasy
Ocena: 6/10






O Sekretach nieśmiertelnego Nicholasa Flamela słyszałam już dawno dawno temu. Za to niedawno, będąc ws. Trylogii czasu w bibliotece wypatrzyłam i pożyczyłam. Pięknie wydana książka dla młodszych, a Nicholasa Flamela pamięta każdy to czytał Harry'ego Pottera, więc konotacja oczywista. Jednakże od książki wspominanej w jednym zdaniu z Harrym Potterem od razu mamy spore wymagania czyż nie? ;)

Nicholas Flamel był słynnym francuskim alchemikiem, najbardziej znanym z legendy o Kamieniu Filozoficznym, czyli substancji umożliwiającej przemianę pierwiastków w metale szlachetne oraz sekretnego składnika eliksiru nieśmiertelności. Śmiać się można, ale to nie bajka, bowiem Nicholas Flamel i jego żona Perenelle żyli naprawdę w XIV – wiecznej Francji. Czy odkryli kamień filozoficzny to już trudno powiedzieć, ale bez wątpienia historia ich życie odnotowuje.

Książka zaczyna się z hukiem, od porwania Perenelle i kradzieży Księgi Maga Abrahama, w której znajdują się wszystkie tajemnice włącznie z Sekretem Wiecznego Życia. Porywaczem i złodziejem jest John Dee, dawny uczeń obecnie 670letniego Flamela. Tak, dobrze widzicie – 670letniego. Przypadkiem w porwanie wplątuje się rodzeństwo - Sophie i Josh Newmanowie, co sprawia, że nie są teraz bezpieczni. Jednak czy tylko dlatego Nicholas decyduje się zabrać ich ze sobą? Czy to możliwe, aby Sophie i Josh byli zbawieniem ludzkości zapowiadanym w księdze oraz jedyną szansą na ocalenie Księgi Maga Abrahama?

-Musimy pomóc! - wrzasnęła Sophie.
-Jak? - odkrzyknął Josh, ale jego bliźniacza siostra już biegła do kuchni
w poszukiwaniu odpowiedniej broni.
Wyleciała stamtąd z kuchenką mikrofalową. 

piątek, 5 maja 2017

„Mechaniczny” Ian Tregillis


Tytuł: Mechaniczny

Autor: Ian Tregillis

 
Cykl: Wojny alchemiczne (tom 1)
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 2016
Liczba stron: 480 
Tłumacz: Bartosz Czartoryski
Kategoria: Fantastyka, Fantasy, Science fiction, Steampunk
Ocena: 8/10




Jest w tej książce coś niesamowitego.

Mechaniczny to fantastyka jaka rzadko się zdarza. Odurzająca i wciągająca bez reszty, ale chwilami ciężka i duszna. Taka literatura to prawdziwa czytelnicza rozkosz - jest tak mocna, że czasami musisz ją odłożyć, ale jednocześnie tak wciągająca, że nie ma mowy żeby nie sięgnąć po nią ponownie.

Opisana historia jest.. Po prostu fantastyczna. Początkowe strony były dla mnie drastycznie niezrozumiałe. Doszło do tego, że sprawdzałam czy czytam aby na pewno pierwszą część, a nawet na chwilę książkę odłożyłam. Ale gdy przebrnęłam przez nieco skomplikowany prolog... To już się potoczyło.

Najpierw poznajemy Jaxa – mechanicznego klakiera, który liczy sobie już 118 lat, a od kilkudziesięciu jest związany geas z jedną z holenderskich rodzin. Następnym bohaterem jest pastor Visser, szpieg i buntownik postawiony w tragicznej sytuacji demaskacji swojej siatki. Ostatnim poznanym głównym bohaterem jest francuska wicehrabina Berenice Charlotte de Mornay-Perigord – twórczyni siatki szpiegowskiej do której należy pastor. Ich losy co pewnie nie dziwi, przeplatają się. Zawiłe wydarzenia rzucają nimi po krainach, zmuszając ich do bardzo niebezpiecznych wyborów, z których konsekwencjami będą musieli się zmierzyć.

Bez wątpienia zadziwiająca jest koncepcja autora. Niesamowita, świeża, zaskakująca, tykająca i.. Nie powiem. Intelektualnie zmęczyła mnie ta książka. Była poważnym wyzwaniem i teraz zrobię sobie co najmniej miesiąc lub więcej przerwy. Ale nie mam wątpliwości – Powstanie trafia na listę must read i to do przeczytania na pewno w ciągu najbliższego roku, żeby nie zapomnieć fabuły, która jest nieco skomplikowana, ale bardzo dokładna i świetnie, naprawdę doskonale, zbudowana. Rozważania filozoficzne nad wolną wolą i duszą, które były jednym z ważniejszych tematów książki, przeniosą nas w zaskakujące obszary postrzegania świata. Fabuła poprowadzi nas nieomal na granice tych tematów i chwila zastanowienia jest po prostu nieunikniona. Owszem, można by powiedzieć, że pytania o granice wolnej woli, o uczucia czy duszę już były, ot chociażby poruszało to kilku filozofów (jak na przykład Tocqueville, Lock, Kant), pisarzy takich jak Mary Shelley w swoim Frankensteinie, a nawet mechanika kwantowa! Od dawna aspekty sztucznej inteligencji, sieci neuronowych są przedmiotem zainteresowania wszystkich od naukowców przez filozofów, psychologów po artystów. Jednak Mechaniczny to spojrzenie z nieco innej strony, nie potrafię przytoczyć żadnego innego przykładu kulturalnego, który poruszałby te zagadnienia w taki niecodzienny, nieomal prosty sposób.

czwartek, 4 maja 2017

Cytat tygodnia

Kto jak kto, ale krytycy literaccy powinni jednak wierzyć w duchy. 
Obawa, że nagle o północy drzwi się otworzą i stanie w nich duch omawianego pisarza, 
mogłaby uchronić interpretatorów przed niejednym głupstwem.
- Wszystkie lektury nadobowiązkowe, Wisława Szymborska -