czwartek, 26 maja 2016

„Szklany miecz" Victoria Aveyard

 
Tytuł: Szklany miecz
Autor: Victoria Aveyard

Seria: Czerwona królowa
Tom: 2
Wydawnictwo: Otwarte - Moondrive
Data wydania: 2016
Liczba stron: 560
Tłumacz: Adriana Sokołowska-Ostapko
Kategoria: Fantastyka, fantasy, literatura młodzieżowa
Ocena: 6/10
Szklany miecz to kontynuacja Czerwonej królowej (recenzja tutaj) Victorii Aveyard. Kolejna część przygód Mare Barrow jest nieco inna niż jej poprzedniczka, dużo mniej schematyczne są postacie, ale tym razem to do fabuły wkrada się monotonia.

Przypomnę więc dla tych którzy nie czytali Czerwonej Królowej – mamy młodą czerwonokrwistą dziewczynę z ubogiej rodziny, która ma dar do pakowania się w tarapaty. W wyniku zbiegu okoliczności, u Mare ujawniają się nietypowe i niezwykłe moce. Jest to o tyle dziwne, że dotychczas takie umiejętności posiadali wyłącznie srebrnokrwiści, czyli elita i rządzący w kraju. Tymczasem równolegle rozpoczyna się walka czerwonokrwistych z reżimem srebrnokrwistych.

Co książki różni?
Mare dorosła. Jest mniej rozdarta i nieporadna, ma siłę i władzę, jest rozsądniejsza i więcej decyzji kalkuluje na zimno. Sama jej postać jest dużo ciekawsza niż w pierwszym tomie, chwilami nieco bardziej mroczna, zobojętniała, a nawet zimna. Również postacie obu książąt – Mavena i Cala ulegają przemianie.

Niestety sfera uczuciowa Mare przypomina mi trochę Zmierzch. Niektóre dialogi, które miały być wzruszające lub na inne sposoby emocjonujące, wywoływały porównywalne uczucia co noga od stołu. Było sztywno i stabilnie nijako. Wielka szkoda, bo to istotna rysa na tym nowym obrazie dojrzalszej Mare.

Jeśli chodzi o Mavena i Cala to, aby uniknąć zdradzania fabuły zbyt wiele nie powiem. Na uwagę jednak zasługuje rozwój psychopatycznych zachowań jednego i zamknięcie się i skupienie drugiego. Nadało to obu bohaterom zacznie bardziej rzeczywistej formy.

Kolejną miłą niespodzianką jest fakt, że w Szklanym mieczu dużo lepiej poznajemy Farley – poprzednio tylko delikatnie zarysowaną, mroczną i przywódczą. W tym tomie poznamy ją z zupełnie innej strony i to akurat bardzo przypadło mi do gustu.

Kiedy Mare wyrusza w wyścigu z czasem wydaje nam się, że będzie niezwykle wciągająco i podczas „misji” tak jest. W pozostałych chwilach jest słodko gorzka opera mydlana.

Nikt nie urodził się złym człowiekiem, tak samo jak nikt nie rodzi się samotny. Stajemy się tacy przez wybory, których dokonujemy, i okoliczności, w jakich przychodzi nam żyć.

Co więc pozostaje niezmienione?
Autorka ma na książkę (czy też raczej na jej zakończenie) pomysł. Rozbudowała psychikę Mare, zadbała o przemianę pozostałych bohaterów. Niestety nie zadbała o fabułę. Mam wrażenie, że liczyła, że ta rozkręci się sama. W efekcie jak dla mnie książka jest bardzo przewidywalna i dopiero ostatnie 10 stron mnie trochę zaskoczyło. Jest wiele wydarzeń, w których powodzenie naprawdę trudno uwierzyć i mam wrażenie, że są one nieco naciągane. 

Sama fabuła drugiego tomu serii mnie niespecjalnie wciągnęła. Tak jak Czerwonej królowej mogłam odmówić wielu rzeczy, ale książka wciągnęła mnie całkowicie, tak Szklany miecz, który początkowo wydawał mi się obiecujący, okazał się w moim uznaniu, fabularną nudą. Mogło być dużo lepiej. Oczywiście autorka zabezpieczyła się – zakończenie tego tomu jest szokujące i zapewne przeczytam kolejny tom serii po to aby dowiedzieć się co stanie się dalej, ale seria jak dla mnie pozostanie już mocno przeciętna.

Podsumowując, po trzeci tom najpewniej sięgnę, ale bez wstrzymywania oddechu. Żałuję, bo początkowo wydawało mi się, że to będzie miła niespodzianka, emocjonująca i obiecująca lektura. Niestety znowu nie poczułam efektu „wow” i chyba już nie wierzę, że przy kolejnym tomie poczuję.
 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz