sobota, 23 maja 2026

Czy da się wyjść z uniwersum Nocnych łowców czyli „Strażnik miecza" Cassandry Clare



Tytuł: Strażnik miecza


Autor: Cassandra Clare

Cykl: The Chronicles of Castellane
Tom: 1
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2023
Liczba stron: 728
Tłumacz: Anna Reszka
Kategoria: Fantastyka, fantasy
Ocena: 7/10 



Z książkami Cassandry Clare mam trudną relację. Są w nich elementy według mnie wykonane na rewelacyjnym poziomie, a są sprawy w których książki jej autorstwa mocno szwankują. Po lekturze trzech pierwszych tomów Darów anioła pisałam, że może kiedyś do autorki powrócę, jednak już raczej nie do tego cyklu. Wymęczyli mnie wtedy bohaterowie niemiłosiernie i do dzisiaj uważam, że chociaż serial pogubił fabułę, to przynajmniej ocalił postacie. Minęło kilka lat (więcej niż mogłabym sądzić, bo przed chwilą sprawdziłam, że recenzję Darów anioła napisałam w 2018!) i proszę - nadarzyła się okazja, a ja postanowiłam ją wykorzystać.

Historia skupia się przede wszystkim na dwójce bohaterów - Kela i Lin. Ten pierwszy w wieku 10 lat zostaje zabrany z sierocińca i wyznaczony na strażnika miecza czyli sobowtóra młodego księcia. Jego życiowym zadaniem jest chronić Conora Aureliana nawet za cenę własnego życia. Tymczasem Lin pochodzi ze społeczności Ashkarów, która nie cieszy się szczególną sympatią innych mieszkańców państwa z powodu zachowanej szczątkowej umiejętności magii. Dziewczyna zaś u wielu budzi szczególnie negatywne uczucia ponieważ jest jedyną kobietą w mieście, która została lekarką. Zarówno Kel, jak i Lin, mają swoje historie, przejścia i tajemnice. Kiedy w mieście wybucha konflikt, zostają wciągnięci w misterną sieć utkaną przez lokalnego mistrza przestępczego światka - Króla Szmaciarza. Jednak w Castellane każdy ma swoje sekrety, każdy chce czegoś dowieść choć z różnych powodów, a wkrótce okazuje się, że intrygi Króla Szmaciarza to zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Zawsze książęta, pomyślała Lin, podchodząc bliżej. Nikt nigdy nie pała namiętną, 
zakazaną miłością do wytwórcy lamp.

Już przy Darach anioła miałam wrażenie, że literacko Cassandrę Clare stać na więcej, że ma świetne pomysły, ale ich realizacja nie pozwala im w pełni wybrzmieć. Strażnik miecza to dla mnie bardzo pozytywne zaskoczenie, bo widzę ogromną zmianę w stosunku do jej pierwszych książek. Przede wszystkim poprzez świetnie wykreowanych bohaterów, postaci interesujące, dosyć realistyczne i zróżnicowane, powiązane ze sobą na wiele przedziwnych sposobów. Po Darach anioła to dla mnie kluczowa różnica, w końcu miałam jakieś emocje, wciągały mnie przemyślenia o kolejnych wydarzeniach, komuś kibicowałam. Co prawda bywały momenty kiedy bohaterowie nieco przypominali mi postacie z Szóstki wron Leigh Bardugo, ale na szczęście ton historii i jej kluczowe punkty są rozłożone w nieco inny sposób. Po pierwszym tomie najtrudniejszy do zrozumienia jest dla mnie Conor, choć mam przeczucie, że ten bohater może mnie jeszcze zaskoczyć w kolejnych częściach historii. 

Jednocześnie Cassandra Clare po raz kolejny dowiodła, że doskonale radzi sobie z tym co dla wielu najtrudniejsze czyli z budową fantastycznego świata. Stworzone przez nią uniwersum jest intrygujące i wciąga. Byłam ciekawa kto, co, gdzie i dlaczego - dostajemy zarówno opowieść o historii, jak i obyczajach, wierzeniach, problemach społecznych, systemie magicznym. 

Gorączka spadła po północy, jak to bywa z gorączkami. Często kończą się w późnych godzinach nocnych, ale podobnie jest ze zdrowieniem. Życie i śmierć atakują w najgłębszym mroku. 

Podobała mi się także sama historia, która nie opiera się o wątki romantyczne i nieco wątpliwe rozwiązania mające na celu skomplikowanie fabuły. Tym razem mam poczucie, że autorka od początku do końca przemyślała i spiski, i tajemnice, i pełen ciąg zdarzeń. Biegle nawiązuje też do różnych zdarzeń w trakcie książki co sprawia, że pomimo ponad 700 stron, całość wydaje się bardzo spójna. 

Doceniam dynamikę historii, która nie biegła bez ładu i składu, a korzystała z dobrodziejstwa swoich rozmiarów i na zmianę przyspieszała i zwalniała czym dodawała kontekstu i pomagała czytelnikowi gdyby ten się gdzieś zagubił. 

Natomiast mam nieco zastrzeżeń co do aspektów technicznych. Nadal uważam, że książce pod względem językowym momentami co nieco brakuje. W ebooku było też trochę literówek i dziwnych zdań. Jednak najbardziej zastanawia mnie tytuł - w oryginale mamy sword catcher i jak dla mnie to lepiej pasuje do roli jaką pełnił Kel. Nie tyle był strażnikiem miecza (co sugeruje trochę jakby istniał jakiś miecz, którego trzeba strzec), ale miał być w każdej chwili gotów oddać życie za księcia, łapać miecz, przekierowywać go na siebie. Nie uważam obecnego tytułu za najbardziej trafny. 

Nie napiszę, że to książka idealna, ale bardzo mi się podobała i czytałam ją z przyjemnością. Jest moim zdaniem dużo dojrzalsza niż Dary anioła, unika romantycznych dramatów stawiając na styl, który nieco bardziej przypomina książki Leigh Bardugo. To dobra zmiana, dzięki której Strażnik miecza wciąga i angażuje. Jasne, wciąż jest jeszcze pole do poprawy, ale odejście od uniwersum Nocnych łowców mam wrażenie, że się autorce mocno przysłużyło. Przyznam szczerze, że teraz nie mogę się doczekać lektury Króla szmaciarzy - to zdecydowanie dowodzi dużej zmiany w moim podejściu oraz tego że warto było poczekać i spróbować z innym cyklem pani Clare.

PS Chociaż polecajka od G.R.R. Martina trochę mnie rozbraja i to na wielu poziomach. 

| Strażnik miecza | Król szmaciarzy | The Bone Conjurers |