czwartek, 17 marca 2016

„Cyfrowa Twierdza" Dan Brown



Tytuł: Cyfrowa Twierdza
 
Autor: Dan Brown

Wydawnictwo:
Sonia Draga oraz Albatros A. Kuryłowicz
Data wydania: 2004
Liczba stron: 488
Tłumacz: Piotr Amsterdamski
Kategoria: Thriller, kryminał, sensacja
Ocena: 4/10






Dan Brown – pisarz osławiony przez kontrowersyjny w niektórych kręgach Kod Leonarda da Vinci, napisał także kilka innych książek takich jak Anioły i demony, Zwodniczy punkt czy ostatnia wydana książka Inferno. Kochający matematykę, lubujący się w teoriach spiskowych oraz zagadkach autor w każdej swojej książce obficie częstuje nas swoimi poglądami i choć z pozoru książki wydają się mieć tematykę całkiem odmienną to jeśli chodzi o zabiegi autora niestety mam wrażenie, że w każdej kolejnej książce czytam poprzednią. Inne są okoliczności ale wypadki odmieniane przez przypadki wciąż takie same.

Tak jest także w Cyfrowej Twierdzy. Tym razem główną bohaterką jest kobieta – Susan Fletcher, wybitna pani kryptolog pracująca w NSA (żarcik autora – NSA means No Such Agency) przy ściśle tajnym projekcie TRANSLATORA. Książka rozpoczyna się niewinnie zaś kończy fajerwerkami, jak to zresztą bywa u Dana Browna. 

Umysł to najszybszy komputer świata.
 
Jeśli chodzi o fabułę autor niczego sobie nie szczędził, co w praktyce oznacza, że jedyną granicą jest Twoja własna wyobraźnia. Nie lubię kiedy książka jest workiem do którego autor wrzuca wszystkie możliwe do wrzucenia wątki świata, a w tym wypadku właśnie tak jest. Budzi to we mnie nieprzychylne uczucia z jednego prozaicznego powodu - odnoszę wrażenie, że pan Brown próbuje złapać zbyt wiele srok za jeden ogon. 

W efekcie wydaje mi się, że autor nie pisze, bo chce napisać dobry trzymający w napięciu thriller, tylko usiłuje trafić do każdego gustu, czy też innymi słowy pisze pod publikę. Ponownie niestety ten zarzut wydaje się sprawdzać – pozostałe książki Dana Browna także chętnie wpadają w ten schemat czegoś co budzi emocje (Jezus i Maria Magdalena czy tajne agencje rządowe naruszające podstawową swobodę obywatelską czyli prawo do prywatności tak naprawdę mają jedną wspólną cechę – wzbudzają kontrowersję i budzą do dyskusji), klasyczna walka dobra ze złem, wyidealizowani partnerzy wzięci jak z romantycznego filmu etc. W przypadku Cyfrowej Twierdzy warto dorzucić parę zwłok, utracone wyśnione miłości, wspomnienie drugiej wojny światowej, wszechobecne zagadki, walkę czasem o to aby sekrety nie wyszły na jaw (ponieważ dla dobra ludzkości nie powinny)… Tu postawię kropkę ponieważ w przeciwnym razie opowiedziałabym całą fabułę, a tego bym robić nie chciała.

Bohaterowie jak dla mnie są bez wyrazu, najciekawsza jest sama Susan, może jej szef choć niekoniecznie. Interesujący jest za to wątek szyfrów, widać, że autor jest z nimi obeznany co pozwala przynajmniej chwilami na poprawienie samopoczucia przy książce.

Na korzyść książki mogę powiedzieć, że rzadko czytam tak matematyczno techniczne książki sensacyjne, przez co jest ona jak dla mnie umiejscowiona w najciekawszych okolicznościach.

Czy książkę czytało się dobrze? 

Czyta się ją błyskawicznie, choć dla mnie była przewidywalna, a jednocześnie łapałam się za głowę jaki jeszcze oklepany wątek wsadzi do fabuły autor.

Komu polecam książkę?

Trudne pytanie, bo trudno mi z czystym sumieniem powiedzieć, że książkę polecam. Ale myślę, że przypadnie do gustu przede wszystkim fanom autora, których jest całkiem niewąskie grono oraz czytelnikom szukającym krótkiej niezobowiązującej lektury z kategorii „chwila bez mózgu”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz