sobota, 20 lutego 2016

Tydzień Schmitta - Dzień 7. Napój miłosny


Tytuł: Napój miłosny

Autor: Eric-Emmanuel Schmitt

Wydawnictwo:
Znak
Data wydania: 2015
Liczba stron: 144
Tłumacz: Wawrzyniec Brzozowski
Kategoria: Literatura piękna
Ocena: 9/10






Ostatni dzień wyzwania, ale na pewno nie ostatnia książka Schmitta zrecenzowana na blogu. Zatem książką na zakończenie został Napój miłosny.

Tym razem książka króciutka, taka na jedno popołudnie. Dzięki pięknej sztywnej okładce i dużej liczbie kartek robi wrażenie większej niż jest w rzeczywistości – czasami na jednej stronie bywa jedno zdanie.

W książce poznajemy Adama i Luizę, którzy piszą do siebie listy po rozstaniu. Listy bezpośrednie i wystarczająco intymne żebyśmy na chwilę zapomnieli, że autor jest jeden. Pośród różnych poruszanych przez nich tematów pojawia się także zagadnienie napoju miłosnego, czyli jak można się spodziewać, napoju sprawiającego, że pokochamy tego kto nam go podał (czy też może będziemy kochać dalej). Napój miłosny to powszechny motyw, pojawiający się między innymi u Szekspira czy w utworze Tristan i Izolda, tutaj jednak pojawia się z powodu opery (opisana na końcu wpisu).


Bohaterowie zaczynają rozpoczynają dyskusję o tym czy istnieje napój miłosny oraz jeśli tak, to czym faktycznie jest i kto go posiada. Odpowiedź na to pytanie okazuje się przewrotna i wcale nie tak trywialna.

Listy Adama i Luizy są przesycone wzajemnymi uczuciami, niekoniecznie dobrymi, a rozważania są raz głębsze, raz lżejsze. Jak to u Schmitta bywa, bohaterowie są przewrotni i sarkastyczni, nie szczędzą sobie ani miłych, ani gorzkich słów.



Podobnie jak w Małych zbrodniach małżeńskich oraz Tektonice uczuć, w Napoju miłosnym wyziera analiza relacji, ale także własnych pragnień, osobistych przemyśleń i egoizmu. Bohaterowie są wyraźnie niedoskonali, nie są upiększeni co znacząco zwiększa naszą chęć do ich poznania, do obserwowania ich reakcji.

Czy znajdą w swoich rozważaniach recepturę na napój miłosny? Tego oczywiście nie zdradzę, ale ze swojej strony mogę zapewnić, że nie przerwałam lektury od pierwszej do ostatniej strony.

Podsumowując:
Schmitt jak zawsze doskonale tworzy atmosferę, ani przez chwilę nie zwątpiłam w to, że listy pisali Luiza i Adam, a nie Eric-Emmanuel Schmitt. :) Fantastycznie zbudowani bohaterowie – coś co Schmitt doprowadził do perfekcji i nigdy mnie nie zawiódł także jest ogromną zaletą książki. Oczywiście, że utożsamiałam się z bohaterami. Może nieco mniej niż w moich ulubionych Małych zbrodniach małżeńskich ale wciąż bardzo mocno.

Może nie jest to najlepsza książka Schmitta, ale w moim mniemaniu bardzo dobra. Ogromnie podoba mi się forma, jeszcze bardziej bohaterowie. Najmniej mi się podoba.. długość książki! Wolałabym żeby była choć trochę dłuższa! :)

Dla ciekawych:
Napój miłosny to także tytuł opery włoskiego kompozytora Gaetano Donizettiego. Jak łatwo się domyślić to libretto przedstawione w dwóch aktach opowiada on o młodym mężczyźnie Nemorinie zakochanym w pięknej kobiecie Adinie, której oświadcza się inny mężczyzna. Nemorino postanawia więc zakupić napój miłosny, aby odzyskać ukochaną. Ostatecznie udaje mu się to, choć oczywiście napój miłosny okazuje się nie być zakorkowany w małej buteleczce, a w zupełnie innych miejscach.
Polska wikipedia przedstawia ogólny zarys fabuły, po bardziej szczegółowe informacje można sięgnąć na stronę angielskiej wikipedii oraz Opery Wrocławskiej. (wybór przypadkowy).


3 komentarze:

  1. Tektonika uczuć była bardzo.. fajną, ale krótką lekturą. Za tą też się rozejrzę, chociaż i za mną Zapasy z życiem, nieco zabawna powieść. ;d

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;)
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zabawne, że o tym piszesz, bo jedną z niewielu książek Schmitta, których nie czytałam są właśnie Zapasy z życiem! :) Ale skoro mówisz, że jest zabawna, to znaczy, że warto, więc muszę w końcu ją złapać. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam "Zapasy z życiem" I rownież Ci polecam! :) To jedna z tych króciótkich perełek Schmitta. Bardzo zabawna, zabiera nas w podróż do Japonii, z której można wynieść trochę o kulturze, ale najwięcej, jak to bywa u Erica-Emanuella - o człowiekach samych w sobie :) brawo ! Życzę wielu wciągających lektur :*

    OdpowiedzUsuń