poniedziałek, 8 sierpnia 2016

„Drzewo Morwy" Jude Deveraux


Tytuł: Drzewo Morwy
 
Autor: Jude Deveraux

Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2003
Liczba stron: 383
Tłumacz: Krystyna Chmiel
Kategoria: Obyczajowa, romans
Ocena: 6/10


Przyjemna i ciepła historia o poszukiwaniu własnej tożsamości.

Jaka to radość, że moja ukochana babcia lubi czytać i to nie tylko Danielle Steel! Drzewo Morwy Jude Deveraux okazało się być rzeczywiście całkiem przyjemną książką. Obyczajowo romantyczna historia może i nie miała zaskakującego zakończenia, ale było kilka naprawdę dobrych momentów.

Jednym z nich jest początek - główna bohaterka Lillian budzi się nagle w świecie bez ukochanego męża Jimmy'ego. Kobieta zdominowana przez bogatego męża przyzwyczajona do luksusowego życia pod jego skrzydłami niespodziewanie musi dać sobie radę sama. Pytanie tylko co chce i umie robić stosunkowo młoda kobieta, która jednak od wielu lat nie robiła właściwie nic dla siebie.

Jest więc twórcze poszukiwanie własnej drogi, na bazie dotychczasowych bardzo nietypowych doświadczeń i przy brakach w doświadczeniach typowych dla osób w jej wieku.

Drugą cudowną rzeczą są zamieszczone opisy przepisy. Już od dawna, chyba od czasu Pod słońcem Toskanii nie widziałam książki z tak ciekawymi "przepisami", które by sprawiły, że aż sama mam chęć spróbować to ugotować. Musicie wiedzieć, że przy moich "talentach" kulinarnych to szaleństwo! A te przetwory i nalewki! No dobra, rozpływam się, bo sama nie umiem takich cudów, ale było co czytać. :D

Nie oszukujmy się - autorka nie zaskakuje ani fabułą, ani bogactwem stylu czy słownictwa, choć bardzo obrazowo przedstawia niektóre wydarzenia, sytuacje czy uczucia, np. ciemne strony życia z drugą osobą. Pojawiają się wyrachowanie, chęć zarobku, zaborcza miłość, zdrada, potrzeba bliskości, uzależnienie od drugiej osoby, od miłości.. Pełen wachlarz uczuć. Całkiem nieźle są też przedstawione postacie szczególnie drugoplanowe – Violet, Opal i siostry.

- Weź to i przeczytaj – doradziła Violet z błyskiem w oku – Przynajmniej 
nie będziesz się nudzić sama w łóżku. 
Ale ta dzisiejsza młodzież jest głupia! Za moich czasów..
- .. nie było AIDS, półpaśca i morałów – dokończyła słodziutko Bailey, 
ale Violet wcale się nie obraziła.
- Taki Matt Longacre potrafiłby skłonić zakonnicę, 
żeby zapomniała o złożonych ślubach!
- Będę o tym pamiętać, zanim sama je złożę – zażartowała Bailey i już przy drzwiach uśmiechnęła się, słysząc śmiech Violet.

Do wad książki, poza oczywistą przewidywalnością (wada czy zaleta książek obyczajowych? Czasami zaleta jak ma się chęć przeczytać coś na 100% optymistycznego), niekiedy zbyt mocno popuszcza wodze fantazji. Niektóre sceny bywały nieco dziwne. Problemy finansowe są przedstawione, jak na romansoobyczaj, całkiem nieźle, choć bohaterka ma przez długi czas podejrzanie dużo pieniędzy, a robienie pewnych wyrobów kulinarnych do tanich nie należy. Ostatnie poważne zastrzeżenie dotyczy głównej bohaterki - jak na osobę przez kilka lat żyjącą w złotej klatce okazuje się być szokująco zaradna, zabrakło mi trochę dziewczęcych reakcji. Trudno mi sobie wyobrazić kobietę tak żyjącą, która nagle spokojnie pracuje kilkanaście godzin i jest "trochę zmęczona". Ach, jeszcze jedno – mam wrażenie, że rozwiązanie kilku, nazwijmy to, zagadek nastąpiło na dosłownie kilku ostatnich stronach, tak jakby autor prowadził spokojnie książkę po czym nagle dostał termin od wydawcy więc pospiesznie pozamykał wszystkie wątki. Zabrakło mi na końcu trochę czaru, a wdała się odrobinka kiczu.

Jednak Drzewo Morwy, mimo pewnych mankamentów, jest ciepłą i przyjemną lekturą. Polecam fanom gatunku i tym, którzy zamiast czekolady i lodów, wolą na poprawę nastroju zastosować terapię książkową.

Czytałam, że Jude Deveraux ma na swoim koncie kilka lepszych książek w stylu historical romanse – może następnym razem jak będę chciała posłodzić swoje życie przy użyciu konfitury to sięgnę po jedną z nich?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz