piątek, 3 marca 2017

„Wotum nieufności” Remigiusz Mróz


Tytuł: Wotum nieufności
 


Autor: Remigiusz Mróz

Cykl: W kręgach władzy
Tom: 1
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2017
Liczba stron: 624
Kategoria: Political fiction, sensacja
Ocena: 9/10





Na wstępie chcę zaznaczyć, że wszystkie moje opinie są subiektywne, a ta nie jest wyjątkiem. Posiadam nie tylko poglądy polityczne, ale także poglądy o polityce. I nie boję się dyskusji. :)

Wotum Nieufności to niestety kolejna książka Remigiusza Mroza, która potwierdza, że autor nie tylko jest świetnym pisarzem, ale też z całą pewnością twórcą o bardzo wielu twarzach (nieomal pewnie pięćdziesięciu!), który na całe nasze szczęście nie ogranicza się do pisania książek z tylko jednego gatunku! Tworzy bowiem obraz tak realny, że aż skręca z obrzydzenia i fascynacji.

Zatem od początku. Wotum nieufności to naprawdę dobrze napisane political fiction. Doskonale nawiązuje do obecnych problemów i zagadnień omawianych na sejmowych mównicach co sprawia, że czytelnik od razu wczuwa się w fabułę. Głównych bohaterów książki (jak to zwykle u tego autora bywa) jest dwoje. Jednym jest młoda gwiazda polityki - Patryk Hauer, drugim doświadczony polityk, marszałek sejmu Daria Seyda. Oboje poznamy prywatnie i zawodowo, ale zaraz zaraz.. Czy w polityce istnieje rozgraniczenie między jednym a drugim? Teoretycznie Daria Seyda jest idealistką, politykiem z wyższymi wartościami, a Patryk Hauer to człowiek bez skrupułów, wykorzystujący wszystkie swoje atuty. Wotum nieufności pokaże nam jednak dokładnie to czego od lat uczy nas polityka, że absolutnie nic nie jest czarne lub białe.

Nie zdradzę Wam nic prócz informacji, że zacznie się z przytupem, w środku będzie gorąco i krwiście, a pod koniec.. Fajerwerki jak to zwykle bywa u pana Mroza. Zaś pomiędzy będzie napięcie, będą skandale, będzie korupcja, będzie targowisko ustępstw i przekupstw. Słowem – polityka drodzy państwo.

Ludzie nie wiedzą, czego oczekiwać, dopóki ich o tym nie poinformujemy.

Wiecie co w tej książce jest najlepsze? Jako osoba mająca wyraziste poglądy polityczne, obawiałam się, że autor albo wstrzeli się w moje poglądy, a nie wstrzeli w te „drugie”, albo odwrotnie. Muszę Wam z radością powiedzieć, że tę książkę śmiało może czytać osoba o dowolnych poglądach politycznych, choć bez wątpienia, Wotum nieufności przyniesie więcej radości osobom osłuchanym z polską polityką w ogóle.

Już dawno nie czytałam polskiego political fiction, nieomal w wielu wydaniach bym się go obawiała. To śliski gatunek, podobnie jak sama polityka. Kusi by poszaleć, ale to grozi zagubieniem rzeczywistości, jednak z dbałości o realizm można niechcący zanudzić czytelnika na śmierć, a między jednym a drugim jest rzecz jasna bardzo cienka granica. Jestem zachwycona, że według mnie tym razem autor nie dał się ponieść fantazji jak w Ekspozycji i dzięki temu miałam szansę spędzić naprawdę świetne, pełne napięcia chwile z przepyszną książką.

Jedyne co naprawdę mnie drażniło to te nazwiska. Seyda, Hauer to takie dziwne, powiedziałabym nietypowe i mało polsko brzmiące. Kolejne nie brzmią lepiej, więc ja się pytam - czyżby brak weny? 

Chciałabym tez (ja, szeregowy czytacz) pochwalić research wykonany przed napisaniem tej książki. Jest.. Imponujący. Naprawdę zaimponował mi Pan Panie Autorze bardziej niż prawniczym żargonem Chyłki i Zordona. Wiedza z korytarzy to jedna, a wiedza z kuluarów i zza zamkniętych drzwi to coś zupełnie innego. Jest szokująco, ale wciąż pozostaje realistycznie. Świetne rozwiązania, zaskakujące zmiany akcji, wstrząsająca niekiedy szczerość.. To robi wrażenie. Zwłaszcza niesamowicie przedstawione są te debaty. Jestem bardzo ciekawa, czy rzeczywiście tak to wygląda. Rzeczy z zewnątrz były dokładnie takie same, ale jak było za kulisami? Mi pozostaje zgadywać, a autor przedstawił swoją, świetną i ciekawą wersję, którą kupuję.

Trzeba jednak dodać, że określenie „polskie House of Cards” należy postrzegać w odpowiednim świetle. Wielu z nas oglądało doskonałego, fenomenalnego, po prostu fantastycznego Kevina Spacey w roli Francisa Underwooda. Część czytała również House of Cards autorstwa Michaela Dobbsa, świetne i mroczne political fiction będące podwaliną serialu.
Jaka była główna różnica między filmem a serialem? Taka, że serial miał miejsce w Stanach Zjednoczonych, a akcja książki rozgrywała się w Wielkiej Brytanii. Czy to miało znaczenie? Tak. Serial miał szalony rozmach, bo USA może sobie pozwolić na szalony rozmach i pozostać wiarygodne. Książka rozmach ma już mniejszy, bo aby pozostać w sferze realizmu trzeba trzymać się brytyjskich konwenansów. Polskie House of Cards musiało być wiarygodnym political fiction nie przebierającym w środkach. I takie było. Ale ponieważ miał być realizm to trzeba wyzbyć się nadziei na niektóre amerykańskie zabiegi, a cieszyć się deszczykiem niepokoju, że na wiejskiej „to by przeszło”. Jedyne może o co bym zapytała to o głównego bohatera. Nie jestem przekonana czy którykolwiek z dotychczas przedstawionych ma w sobie „to coś", tę charyzmę, metodyczność i bystrość. Choć Patryk Hauer jest w tym co robi dobry, to jednak odnoszę wrażenie, że jeszcze mu troszkę brakuje.

Zatem nie pozostaje mi teraz nic innego niż gorąco zachęcić do złapania książki w dłoń i zatopienia się w polityce na Wiejskiej bez Wiejskiej oraz błaganiu o kolejny tom cyklu, niczym o kroplę wody na pustyni! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz