piątek, 23 września 2016

„Immunitet" Remigiusz Mróz


Tytuł: Immunitet
 
Autor: Remigiusz Mróz


Seria: Joanna Chyłka
Tom: 4
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 2016
Liczba stron: 648
Kategoria: Thriller/Sensacja/Kryminał
Ocena: 6/10



Immunitet był przeze mnie bardzo wyczekiwany. Szaleńczo wręcz. Przyszedł niespodziewanie dzień przed egzaminem w studenckiej kampanii wrześniowej od najwspanialszej książkowej matki chrzestnej. Wręcz można by powiedzieć wróżki chrzestnej. Było warto?

Było, jak zawsze gdy chodzi o zespół Chyłka – Zordon. Chociaż w tym tomie powiedziałabym już Zordon – Chyłka. Immunitet daje o wiele więcej głosu Kordianowi i ze zdumieniem muszę powiedzieć, że było to dobre przekazanie pałeczki. Nie tak obfitujące w zabawne/sarkastyczne/złośliwe/błyskotliwe komentarze jak w przypadku Joanny, ale intrygujące, bardziej.. naukowe. Kordian dojrzewa do roli samodzielnego prawnika i to jest świetne. Coraz ciekawszą postacią jest też dawny patron Kordiana Borsuk vel. stary Buchelt, nazywany także słoniem morskim, który ewoluuje i już się nie ślimaczy. A przynajmniej rzadziej. Biedny Buchelt – odzwierzęce przezwiska chyba już go nie zostawią. Były jednak chwile kiedy drażniła mnie Joanna. W poprzednich częściach poczułam to być może raz. W tej części już jej się to zdarzało częściej. Za to mimo sentymentalnych nurtów autor zdecydowanie nie popadł w przesadę i nostalgię, a wręcz przeciwnie, zarzucił wędkę i wiedział, że złapiemy przynętę. Fantastyczne rozegranie tej partii.

Nie wgłębiaj się zbyt w umysł psychopaty, bo możesz już z niego nie wyjść.

Podobają mi się też rejony tematyki, w którą autor się „zapędził”. Po raz kolejny (!) jestem zaskoczona, poznając ciemne strony społeczeństwa, o których istnieniu wolałabym zapomnieć, a które zostały osadzone tutaj w Polsce. Po raz kolejny wyczuwam też szerokie spektrum zagadnień, typowe zwykle w zagranicznych kryminałach, podczas gdy tu w Polsce nie mamy zbyt wielu autorów, którzy mogą się pochwalić taką nie tylko zmiennością tematów, ale także atypowością. Jest to niezwykle odświeżające, nawet jeśli budzi mój wewnętrzny sprzeciw. A może właśnie dlatego? Budzi to moje odczucia, pozytywne czy negatywne, ale nie pozostawia obojętności, a to się zdecydowanie liczy się na plus.

Mimo wyżej wymienionych zalet Immunitet jest dobrą książką, ale jak dla mnie jednak trochę niedopracowaną. Gdzieś tam się czepiam małych niedokładności, gdzie indziej zabrakło mi.. rzeczywistości? Nie chciałabym zdradzać fabuły, ale były momenty przekombinowane (tytuły piosenek po pewnym wydarzeniu, po którym notabene obdzwoniłabym wszystkich znajomych i najpierw poruszyła niebo i ziemię towarzyskiego otoczenia, a potem prowadziła kombinacje alpejskie). Akcja jak zawsze płynie szybko chociaż w tym tomie muszę przyznać, że mam wrażenie, że raz biegnie zbyt szybko, a raz niepotrzebnie zwalnia.

Wolałabym dostawać książki rzadziej, ale za to tak doskonałe jak Kasacja, Zaginięcie i Rewizja, a Immunitetowi trochę do ich poziomu brakuje. W zamian jednak otrzymujemy czasoprzestrzeń nawiązująca do rzeczywistych, obecnych w ostatnich miesiącach, wydarzeń politycznych. Kiedy czyta się to w tym momencie naprawdę „jest moc”, choć zapewne już za 3 – 5 lat te emocje akurat opadną.

Tak czy inaczej – Immunitet musi przeczytać każdy kto poznał wcześniejsze trzy części serii i chce poznać kolejne, które MUSZĄ nastąpić. Tak, muszą, bo inaczej wszyscy pomrzemy zastanawiając się „i co teraz”, bo jak się domyśla każdy kto poznał się już trochę na stylu autora, książka zakończyła się jak zawsze z rozmachem. Moim zdaniem – jest to najsłabsza część cyklu, która jednak wciąż trzyma poziom niezłego kryminału, więc absolutnie proszę się nie zniechęcać!

Z mojej strony – coraz bardziej lubię Kordiana i bardzo bym chciała wsadzić też oczy w jego przeszłość! Mam nadzieję, że program to przewiduje. ;)


3 komentarze:

  1. A mi Immunitet podobał się chyba najbardziej z całego cyklu. Nie było szaleńczych wypraw i ryzykowania zdrowiem i życiem, tylko zwykła (chociaż nie nudna) codzienność - z niebanalnymi dylematami i zmaganiem się z odpowiedzialnością za życie swoje i bliźnich. A to, że lepiej poznajemy bohaterów i zagłębiamy się w ich relacje baaardzo mi się podoba =]
    Wspaniałym smaczkiem są też nawiązania do jakże aktualnych problemów trybunałowo-konstytucyjnych, dzięki którym jeszcze łatwiej przychodzi wiara w istnienie Zordona i Chyłki =] nie jestem pewna jak tę książkę będzie czytało się za parę lat, kiedy problemy te (oby!) będą już dawno rozwiązane, ale mam nadzieję że jakoś przetrwa próbę czasu, bo chyba jest tego warta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż fakt, że co do "pewnego wydarzenia" też mam wątpliwości - wydaje mi się że zareagowałabym inaczej...

      Usuń
    2. Szczerze mówiąc, ja uważam, że właśnie niezbyt zwykła, a wręcz trochę "ekspozycyjna" jeśli wiesz co mam na myśli. Dobrze, że obyło się bez więzień o zaostrzonym rygorze na końcu świata. Za to pierwszy raz mam poważne wrażenie, że autor ma wykształcenie prawnicze i zaszpanował mi w tym tomie swoją wiedzą co też zwiększyło i moją wiarę "w istnienie Zordona i Chyłki". :)

      Usuń