sobota, 4 czerwca 2016

„Uczennica maga" Trudi Canavan


Tytuł: Uczennica maga

Autor: Trudi Canavan 

Cykl: Trylogia Czarnego Maga
Tom: 0.5 (prequel) 
Wydawnictwo: Galeria książki
Data wydania: 2009
Liczba stron: 816
Tłumacz: Agnieszka Fulińska
Kategoria: Fantastyka, Fantasy
Ocena: 7/10



  
Dla mola książkowego takiego jak ja wizyta w bibliotece jest zawsze ogromnym ryzykiem. Rzadko kiedy udaje mi się wrócić z pustymi rękami. Tak było i tym razem – moją małą rączką zgarnęłam trzy „nieduże” książki, a jedną z nich była Uczennica maga pani Canavan.

Uczennica maga jest prequelem Trylogii czarnego maga, której to wcale nie czytałam, a o której słyszałam dużo dobrego. Postanowiłam jednak przeczytać serię od początku. Dodam jeszcze, że zanim naskrobałam te zdania, poczytałam kilka opinii o Uczennicy maga. W 90% były to zdania, że po Trylogii czarnego maga, książka wygląda na wymuszoną i niekoniecznie sensowną.

W związku z powyższym spieszę powiedzieć, że mi Uczennica maga przypadła do gustu. Po pierwsze jest to dobre grube tomiszcze. Aż miło. Po drugie podoba mi się świat, który stworzyła autorka. Jak dla mnie jest dosyć spójny i konsekwentnie przedstawiony, widać, że choć świat jako taki nie był celem, a drogą do opowiedzenia historii, to Trudi Canavan nie poświęciła mu ani za dużo, ani za mało czasu.

Po trzecie, moje kobiece uczucia pogardzane od czasu do czasu z powodu płci i wieku, nasyciły się wątkiem kobiety zaradnej, zainteresowanej medycyną i magią, spokojnie poruszającą się po błocie i mającą odciski tam gdzie nikt by ich mieć nie chciał, a nie uroczej niewiasty w aksamitach czy łóżkowej lwicy.

Jak zwykli mawiać elyńscy kupcy, w życiu potrzebna jest wyłącznie pewność siebie, wiedza i mnóstwo bezczelności.

Po czwarte podobała mi się magia. Magia magii. Naprawdę pomysł może nie nowy, ale odkurzony i wciąż bardzo dobrze trafiający do czytelnika. Przy tym, nie potrafię sobie przypomnieć, gdzie wcześniej czytałam o magii zamykanej w pudełku, co jest miłą odmianą, po np. lekturze Czerwonej Królowej przy której mogłam wymienić na jednym wydechu 3 czy 4 niezwykle podobne tytuły.

Po piąte walki magów. Akurat to dosadniej było przedstawione w Pratchetcie i Jego Czarodzicielstwie niezmiennie wprawiając mnie w znakomity nastrój (jak to tylko mistrz Pratchett potrafi), ale tutaj choć jest trochę inaczej i poważniej to wciąż całkiem nieźle.

Fabuła emocjonalna – przewidywalna. Za to fabuła przygodowa nieco mniej i chwała autorce za to. Tessia – główna bohaterka, jej nauczyciel Mistrz Dakon i jego uczeń Jayan to naprawdę wesoła gromadka. Jest sporo zabawnych sytuacji, jest kilka poważnych sytuacji, sumarycznie jest dobrze. Ostatnio przejadły mi się słodkie bezradne wszechmocne, a Tessia nie jest ani taka, ani seksowna czy uwodzicielska. Może czasami odrobinę naiwna, ale przy tym bezpośrednia, zaangażowana, odważna, chętna do pracy i przygód, nie straszne jej żadne trudy. Naprawdę polubiłam Tessię.
W książce występuje także Steria - druga główna bohaterka, której losy poznajemy równolegle z historią Tessi. Jednakże ta część historii choć ma swoje uroki, przypadła mi do gustu nieproporcjonalnie mniej. Najciekawsze były nawiązywane przez Sterię relacje, czy to z ojcem, czy bratem, czy niewolnicą. Fabularnie jednak historia choć nie najgorsza to jak dla mnie nudnawa.

Książkę czyta się naprawdę przyjemnie i chyba jedyne co bym jej mogła zarzucić to.. magiczka. Magiczka brzmi dla mnie jak żeńska forma stolarza – stolarka. Magiczka, stolarka, inżynierka, hydraulika. Jestem na nie. Wolałabym, żeby Tessia została magiem.

Mój ojciec używał tego argumentu dla wyjaśnienia, dlaczego uczniowie magów piją znacznie mniej niż adepci uzdrawiania.
Veran uśmiechnął się szeroko.
-„Uzdrowiciel wstaje z bólem głowy – mawiał – a mag z bólem głowy, przypalonymi palcami i dachem na podłodze”.

Moja konkluzja jest następująca – może gdybym czytała najpierw Trylogię czarnego maga, a dopiero później Uczennicę maga, czułabym się jakoś rozczarowana. Ale idąc „po kolei” na razie całkiem nieźle się bawię i naprawdę nie czuję, aby książka była wymuszona, nieciekawa czy nudna. Może to dlatego, że dla mnie rzeczywistość tam opisywana była zupełnie nowa, a dla kogoś kto siedzi w tym świecie już od trzech grubych tomów niekoniecznie. Po prostu kiedyś była moda na prequele i sequele, potem na zmianę narratora, a teraz na tomy 1.3 czy 2.7 części. Z tego wszystkiego najbardziej lubię prequele i sequele i już. :)

Książka przypadnie do gustu fanom klimatów - magia, rywalizacja, nauka, ale pewnie głównie dziewczynom. Dwie kobiece role, ich romanse, ich emancypacja czy relacje z otoczeniem sądzę, że raczej bardziej zainteresują babskie grono.

1 komentarz:

  1. Bardzo mnie zachęciłaś =] i chociaż na półce od niepamiętnych czasów czeka na mnie trylogia, to w takim razie też zacznę od prequelu.

    OdpowiedzUsuń