wtorek, 21 czerwca 2016

„Zaplątani” Emma Chase





Tytuł: Zaplątani
 
Autor: Emma Chase


Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2015
Liczba stron: 380
Tłumacz: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Kategoria: Literatura obyczajowa i romans
Ocena: 4/10



Rozpoczynając przygodę z blogiem postanowiłam otworzyć się także na te gatunki prozy, do których wcześniej nie zaglądałam. No dobrze – erotyk. Tak. Wbrew pozorom przeczytałam sporo nacechowanych erotycznie książek i morze scen łóżkowych, ale nigdy nie przeczytałam erotyku jako takiego. Ponieważ po premierze 50 twarzy Greya, rynek książkowy został dosłownie zalany literaturą erotyczną postanowiłam podjąć się wyzwania, a żeby się nie zniechęcić źle wybranym tytułem, starannie sprawdziłam wcześniej kilka rankingów. Biorąc pod uwagę cenę, dostępność i ocenę tłumaczenia wybrałam Zaplątanych Emmy Chase.

Po tej przygodzie z pewnością mogę powiedzieć, że po następny erotyk sięgnę tylko kiedy będę bezgranicznie ufać chwalącej opinii recenzenta.

Zacznijmy od tego, że oceniając ją na portalu Lubimy Czytać zobaczyłam coś od czego moje oczy zostały wypalone – Zaplątani są oceniani na niemal 8 gwiazdek z 10. To co przeczytałam w komentarzach przeraziło mnie jeszcze bardziej – „wybitna literatura”, „boska” „wreszcie dowiadujemy się o czym tak naprawdę myślą faceci”.
Nie chodzi o to, że wszyscy musimy lubić to samo – naprawdę. Ale powyższe twierdzenia mnie niepokoją gdyż cytat „Jeśli tak dalej pójdzie, gdy wrócę do domu, będę miał cholernie sine jaja” nijak nie może się w mojej głowie zderzyć z plakietką wybitna literatura. Choć może to moja ułomność.

Narratorem i głównym bohaterem książki jest Drew Evans. Pewnie się nie zdziwicie kiedy powiem, że główny bohater jest obrzydliwie bogatym biznesmanem, a jednocześnie obłędnym playboyem. Nie sądzę też by Was zaskoczyło, że pewnej nocy w klubie, Drew poznaje Katharine Brookes - równie obłędną, inteligentną, bogatą i oczywiście obojętną na roztaczany przez Drew urok. Oto poziom zaskakujących zwrotów akcji w tej książce.

Plusem książki jest fakt, że męska narracja z pewnością dodaje pikanterii. Książka stylizowana na męskiego autora jest zgrabnym zagraniem zwłaszcza w erotyku dla kobiet, tutaj narracja w wersji macho, a Pani Chase się postarała i efekt jest całkiem przekonujący. 

Mimo wszystko stwierdzenie, że tak właśnie myślą mężczyźni wydaje mi się nieco na wyrost. Tutaj mamy bardzo konkretny przykład mężczyzny – niekoniecznie powtarzalny. Spora część rad bohatera jest faktycznie ciekawa i jestem w stanie w nie uwierzyć, ale wiele fragmentów wydaje mi się oklepaną teorią, stereotypem i w najlepszym razie tym co kobieta bardzo chciałaby usłyszeć. Na plus liczy się też to, że autorka ma dobre poczucie humoru i faktycznie jest całkiem zabawnie, a dowcip i ironia bywa naprawdę dobry. Pozostaje faktem także to, że tłumaczenie jest niezłe i wcale nie kaleczy oczu jak niektórzy oceniają erotyki.
Niestety z mojej strony to koniec plusów.

Postacie, fabuła, okoliczności, wszystko to jest do bólu przewidywalne, przeciętne i powtarzalne. No i naturalnie z rozmachem, na który Drew rzecz jasna stać. Zadziwia mnie ten nowoczesny „księżniczkowy” popyt, takie rozwiązania wydają mi się mało realne. Dlaczego bohater jest zawsze bogaty, a jego obiekt uczuć piękny/przystojny/seksowny. Statystyczna kobieta nie uważa się za seksbombę, a i mężczyzn których stać na fortepiany/helikoptery/całodzienną sesję muzyków nie jest chyba zatrzęsienie. Jakoś tak.. Nie trafia to do mnie. Mimo, że jest zabawnie, z grypy Drew, czy ściągniętej zakonnicy uśmiałam się całkiem dobrze, to jakoś przeszło to obok mnie.

Poza tym co tu dużo mówić, jestem tradycjonalistką – czytanie o sinych jajach w książce jest dla mnie tylko żenujące. Po pierwsze – wbrew pozorom słowo pisane nie wszystko zniesie. Pewne rzeczy nie muszą być pisane, a jeśli już autor nie może bez tego żyć, to naprawdę da się bez nadawania obleśnego tonu. I nie, nie jestem pruderyjna.

Na koniec sprawa najwyższej wagi - nie poczułam erotycznego napięcia. Ta lektura dużo bardziej przypominała romans, w wielu książkach nie będących erotykami poczułam nastokrotnie wyższy wzrost libido niż po tej.

W mojej ocenie Zaplątani są bardzo przeciętną pozycją. Książka spełnia kategorię „zawiera sceny i opisy seksu”, ale zabrakło mi prawdziwego przejęcia i podniecenia. Historia przewidywalna, bohaterowie także, tyle tylko, że można się pośmiać. Od erotyku oczekiwałabym czegoś więcej.

2 komentarze:

  1. Całkowicie się z Tobą zgadzam - czyżby autorzy tego rodzaju książek nie rozumieli zasady, że czasem mniej znaczy więcej? Poza tym nie dowierzam autorkom piszącym z męskiego punktu widzenia... Chyba trzeba więc poczekać na odważnego pana, który podejmie wyzwanie i napisze erotyk dla kobiet =]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dość, że mniej znaczy więcej to jeszcze więcej wcale nie oznacza lepiej.
      A wiesz.. męski erotyk bym przeczytała. Z ciekawości. Mężczyźni doskonale piszą, ale trudno mi uwierzyć w romantyczny erotyk spod ich pióra, acz chętnie dałabym się zaskoczyć! ;)

      Usuń