wtorek, 20 grudnia 2016

„Dzieci nocy Błękitna Pełnia” Unity Blair



Tytuł: Dzieci nocy
 

Autor: Unity Blair


Seria: Błękitna Pełnia
Tom: 1
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2016
Liczba stron: 188
Kategoria: Fantasy, fantastyka, science fiction
Ocena: 4/10



Dzieci nocy Błękitna Pełnia to bardzo dziwna książka. Przede wszystkim - wzięłam ją "w ciemno" do recenzji. Okładka jest mało trafiona - poza kolorystyką, nie za bardzo jest skorelowana z treścią. Również tytuł Dzieci nocy.. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach (bo napis na okładce "TOM I" wyraźnie sugeruje kontynuację) autorka wyjaśni tę konotację, bo ja jej na razie nie rozumiem, ale może być to zabieg celowy gdyż podtytuł Błękitna pełnia jest jak najbardziej uzasadniony. 

Prolog był bardzo zachęcający. Po kolejnych 10 stronach nie miałam wątpliwości - książka jest debiutem bardzo młodej polki (co potwierdziły umieszczone na końcu książki podziękowania).
Jednak zaledwie rok temu czytałam całkiem dobry i bardzo ciekawy debiut bardzo młodej polskiej autorki (Wszyscy umierają Victorii Chell) w związku z czym postanowiłam, że muszę autorce dać szansę do końca.

Jakie mam spostrzeżenia?

Książka przede wszystkim drażni mnie formą - fabuła jest straszliwie poszarpana. Wątki często rozjeżdżają się w czasie i przestrzeni, mam wrażenie też, że chwilami sobie przeczą, albo co najmniej rozbiegają. Niektóre rzeczy są opisane niezwykle szczegółowo, a inne dzieją się w sposób niezrozumiały dla czytelnika (zbyt niezrozumiały - nie dowierzam aby był to celowy zabieg). Postacie są nierzeczywiste, mało wiarygodne, a przede wszystkim zupełnie niekonsekwentne. Można by mieć wrażenie, że wszystkie (no może poza Lily) mają rozdwojenie jaźni. W jednej chwili zaciekawiona, nieco onieśmielona, bohaterka wchodzi do pomieszczenia i różowią jej się policzki, a po chwili całkowicie odważna, rozjuszona rzuca się do wyjścia ocierając się o obecnego w pomieszczeniu, zupełnie jej obcego, mężczyznę. Najpierw bohaterka wykonuje polecenia, potem krzyczy, że nikt nie będzie jej mówił co ma robić, by po kilku sekundach znowu karnie wykonywać polecenia. Spora część dialogów jest po prostu płaska i sztuczna. Jeżeli chodzi o konflikt miłosny.. Wydaje mi się on zaczerpnięty albo z dość mizernej literatury romantycznej, albo z życia nastolatków i bardziej przemawia do mnie to drugie. Obawiam się, że autorka jest zdecydowanie młodsza od swojej bohaterki i wpadła w sidła nadawania bohaterce sobie znanych realiów miłosnych. Proszę nie zrozumieć mnie źle - to zupełnie normalnie. Ale należało w tej sytuacji bohaterkę po prostu odmłodzić i byłoby po sprawie. Stąd nie najlepszy mój odbiór rozterek bohaterki - jest to pomieszanie tych rzeczywistych, z tymi nieadekwatnymi. Również konstrukcja stylistyczna pozostawia sporo do życzenia, choć muszę przyznać, że nie raziło to aż tak bardzo.
Musiałam być uczciwa.

Nigdy nie prosił o nic, co wydawało jej się trochę dziwne. Nie mówił dużo o swojej rodzinie. Nie dowiedziała się nawet, jak umarł. Nie chciał rozmawiać z nikim. Może po prostu nie miał bliskich. Albo żona zadźgała go nożem. Albo syn dolał mu trucizny do kieliszka z winem. Jeśli w ogóle miał żonę czy syna.

Muszę jednak powiedzieć także kilka słów pozytywu. Autorka zrobiła całkiem niezły research w temacie książki, widać, że zna wiele pozycji fantastyki i zapewne także DA. Sama jestem poważnie zainteresowana wierzeniami, mitologiami, postacią Lilith i paroma innymi, fakt, że książka mnie zaciekawiła był miłą niespodzianką. Być może mogę powiedzieć, że w częściach wszystko już widziałam, ale takiego połączenia nie - dlatego punkt dla autorki za bardzo ciekawy pomysł. Kolejny punkt za dobry prolog - kiepska książka ma zwykle niedopracowaną najtrudniejszą część czyli początek. Najtrudniejszą, bo jak wiadomo dla niektórych pierwsze zdanie (pierwszy rozdział) mają kluczowe znaczenie dla dalszej lektury. Akurat mnie trudny początek nie zniechęca, ale tutaj autorka i tak nie musi się martwić. Jeszcze jeden punkt za dynamiczną akcję i za brak niepotrzebnego rozwlekania (być może nawet gdzieniegdzie przydałoby się jednak większe rozwinięcie). Ostatni punkt za niezłe zakończenie. Gdyby nie wcześniejsze wady - wyczekiwałabym kontynuacji serii po takim rozwoju sytuacji.

Podsumowując - pomysł dobry, ale z realizacją już znacznie gorzej. Jednak daję autorce szansę - po drugą część bez poprawy warsztatu nie sięgnę, bo w czytaniu książka jest dla mnie zbyt toporna i po prostu zgrzyta jak piasek między zębami. Ale jeśli autorka popracuje, będzie jeszcze więcej czytać i pisać, to po kolejną powieść czemu nie? Wierzę, że dobre pomysły to dobry początek, a autorce kreatywności odmówić nie można.


PS. Droga autorko - możesz spokojnie publikować pod swoim nazwiskiem. Trochę przekombinowane Unity Blair przekonuje mnie znacznie mniej niż Anna Kowalska. :)

Za możliwość recenzji dziękuję wydawnictwu Novae Res oraz portalowi Sztukater.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz