wtorek, 13 stycznia 2026

W sercu alchemiczki czyli „Quicksilver" Callie Hart


Tytuł: Quicksilver

Autor: Callie Hart

Cykl: Fae & Alchemy
Tom: 1
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2025
Liczba stron: 592
Tłumacz: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Kategoria: Fantastyka
Ocena: 6/10


Po cyklu Bezsilna Lauren Roberts potrzebowałam odtrutki i to szybko, więc pomyślałam, że jakieś niedawno wydane romantasy postawi mnie na nogi. Zupełnie przez przypadek otworzyłam Quicksilvera Callie Hart i zaczęłam czytać, a ponieważ element fantastyczny po kilku rozdziałach zaintrygował mnie znacznie bardziej niż w cyklu pani Roberts zdecydowałam, że przekonam się dokąd pierwszy tom cyklu Fae & Alchemy mnie zabierze.

Historia opowiada o Saeris Fane, starszej siostrze i wyśmienitej złodziejce, która próbuje przeżyć w świecie, w którym woda jest na wagę złota. Niestety pewnego dnia popełnia błąd, który nieomal kosztuje ją życie. Nieomal, bo gdy na jaw wychodzi ukrywana przez dziewczynę tajemnica, dochodzi do wydarzeń, które sprawiają, że Saeris trafia do innego świata, o którym dotychczas słyszała tylko w opowieściach dla dzieci. Jakby tego było mało, od razu trafia w sam środek konfliktu, a jej tajemnica w tym świecie jest równie niebezpieczna co w tamtym. Saeris za wszelką cenę chce powrócić do brata, ale okazuje się to znacznie trudniejsze niż sądziła i chociaż przy okazji zbiera mnóstwo informacji o obu światach i o sobie, to jednocześnie śmierć wydaje się bardziej prawdopodobna niż powrót do dawnego życia. W dodatku na jej drodze staje Kingfisher - znienawidzony przez wielu śmiertelnie niebezpieczny wojownik, który wciąga Saeris we własne plany.

- Dałem ci cenną lekcję, która przyda ci się na resztę twojego krótkiego ludzkiego życia w naszym świecie. Zawsze zwracaj uwagę na drobny druk. Diabeł tkwi w szczegółach.

Po lekturze mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony była to przyjemna książka, dynamiczna, ale nie przesadnie, miała znacznie lepiej rozpisany świat i od strony pozaromantycznej była o wiele ciekawsza niż Bezsilna. Równocześnie dobrze rozpisani bohaterowie, utrzymują historię na satysfakcjonującym poziomie. Jednak z drugiej, kiedy dostrzegłam, w którą stronę zmierza fabuła poczułam ogromne znużenie, no bo ileż można podążać tym samym schematem? Sytuację ratowało jedynie merkurium i element alchemiczny, które to faktycznie były intrygujące, ale wiele rozwiązań fabularnych okazało się po prostu rozczarowująco przewidywalnych. Już cienie niepokojąco przypominały Dwory Sary J. Maas, ale postanowiłam dać Quicksilverowi szansę, z nadzieją, że nie będziemy mieli kolejnego wcielenia Rhysa i Feyre. A jednak ostatnia 1/3 książki odarła mnie ze złudzeń. Nie wiem czemu autorka zdecydowała się na taki akurat ruch, ale mnie tym nie usatysfakcjonowała. 

Callie Hart stworzyła w miarę spójny świat, w którym jest trochę luk, ale jak na etykietę romantasy było to wystarczające. Na pewno bardziej niż w przypadku Bezsilnej. Jednakże paradoksalnie element romantyczny trochę bardziej przekonywał mnie właśnie w Bezsilnej - tam chemia między głównymi bohaterami była niezaprzeczalna, a tutaj mam wrażenie, że pojawiła się trochę znikąd. Jako czytelniczka dostrzegałam gesty, ale trudno nie mieć wrażenia, że w sporej części to fizyczny element zapoczątkował tę wielką miłość i to nie do końca do mnie przemawia. Rozbroiła mnie także część dialogów, która brzmiała tak papierowo, że znowu - nie mam przekonania, aby to były solidne podwaliny dla wielkiej miłości... Zabrakło mi też trochę bohaterów drugoplanowych. Polubiłam ich i chciałabym poznać ich lepiej, ale cały czas ślizgamy się po powierzchni. Ren pojawił się tyle razy, a wciąż nie wiem o nim więcej niż to, że jest dobrym generałem, lojalnym przyjacielem Kingfishera i osobą, która lubi główną bohaterkę. 

W przeszłości straciłam cierpliwość do trójkątów miłosnych, zwłaszcza z braćmi, a Bezsilna udowodniła mi, że wciąż mi nie przeszło. Jednak Callie Hart dobitnie uświadomiła mi, że odczuwam już także zmęczenie napakowanymi mścicielami złamanymi przeszłością, ratującymi świat kosztem samych siebie, którzy ochraniają swoją pozornie bezbronną partnerkę. Ten element wspaniałej strony zewnętrznej, strasznej przeszłości i wielkiego poświęcenia w połączeniu ze skłonnością do przemocy i wredotą... Jak dla mnie to może zadziałać raz czy dwa, ale ostatnio coraz więcej książek romantasy podąża tą drogą i ewidentnie potrzebuję od tego przerwy, bo już przewracam oczami. 

Co ciekawe, nie jestem miłośniczką scen erotycznych, a tych w Quicksilverze nie brakuje (z całą pewnością NIE jest to książka dla młodszych czytelników), ale o dziwo były one napisane lepiej niż sądziłam. Nadal uważam, że fabuła zyskałaby gdyby było ich mniej, ale nie było tak źle jak być mogło, co uważam za całkiem spory sukces. 

Quicksilvera i Bezsilną wiele łączy, ale jednak autorka tego pierwszego moim zdaniem pamiętała, że w romantasy rom- to tylko połowa sukcesu. Pierwsza połowa książki Callie Hart ma naprawdę ciekawy pomysł, może nie zupełnie oryginalny, ale intrygujący i sprawiający, że od książki trudno się oderwać. Nie wszystko było spójne, ale było wystarczająco dobre, zwłaszcza w połączeniu z bohaterami, których historie naprawdę mnie zaciekawiły i ze scenami erotycznymi, których może było jak dla mnie zbyt wiele, ale były akceptowalne. Niestety druga połowa książki (a może nawet ostatnia 1/3) już mnie tak nie cieszyła - autorka wykorzystała okrutnie przewidywalne rozwiązania i dostrzegam zbyt duże podobieństwo do Dworów. Być może jeżeli ktoś nie zna twórczości Sary J. Maas, może się tą książką zachwycić, wszak Dwór mgieł i furii faktycznie był rewelacyjny i zapewne część jego sukcesu leżała w tym, że czytałam coś takiego pierwszy raz. Niestety dla mnie już trochę na to za późno. Co więcej, niespecjalnie porwało mnie zakończenie i odczuwam niewykorzystany potencjał niektórych wątków, ale zapewne przeczytam drugi tom, którego premiera w oryginale miała miejsce nie tak dawno temu. Zobaczymy czy Brimstone mnie zaskoczy i czy zejdziemy z utartych ścieżek. 

PS Mam także trochę wątpliwości co do tłumaczenia. Sprawdziłam w oryginalnym wydaniu, że tytuł quicksilver odnosi się do merkurium. Dlaczego więc tytuł pozostał nieprzetłumaczony albo chociaż nie pojawia się ta informacja nigdzie w książce? Dla mnie to nie było intuicyjne, a też nie za bardzo rozumiem czemu ma to służyć. Jednakże wydawca Quicksilvera jest ten sam co Fourth Wing, więc może nie powinnam się dziwić. Nie wiem też skąd Kingfisher? Mam takie wrażenie, że coś tutaj zostało niedotłumaczone, że brakuje temu jakiegoś kontekstu i wątpię by chodziło o zimorodka. 

| Quicksilver | Brimstone |

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...