Strony

wtorek, 9 kwietnia 2024

Czy po drugiej stronie Śmierci jest Życie? „Poławiacz dusz" Jonathana Strouda

Tytuł: Poławiacz dusz

Autor: Jonathan Stroud

Cykl: Lockwood&Sp.
Tom: 4
Wydawnictwo: Poradnia K
Data wydania: 2024
Liczba stron: 430
Tłumacz: Tina Oziewicz
Kategoria: Fantastyka, urban fantasy
Ocena: 9/10

Nie jest tajemnicą, że uwielbiam książki pana Strouda. Moja miłość rozpoczęła się od trylogii Bartmeausa, ale z każdym kolejnym tomem przekonuję się, że cykl Lockwood and CO. również zajmuje w moim sercu bardzo szczególne miejsce. Przeogromnie ucieszył mnie serial, który skądinąd uważam za rewelacyjny, ale niestety, Netflix i ja rozmijamy się w jego ocenie, przez co pierwszy sezon stał się ostatnim. Nieodżałowana strata, zwłaszcza ze względu na rewelacyjnie dobranych aktorów i wspaniale oddany klimat. W związku z tym pozostaje mi już "tylko" oczekiwać kolejnych tomów przygód Lucy, Lockwooda, Georga i Holly, a Poławiacz dusz jest już czwartą częścią z zaledwie pięciu wydanych. Więc niestety nieuchronnie zbliżamy się do finału, a ja wciąż nie wiem jak sobie poradzę po przeczytaniu ostatnich stron, bo Lockwood and CO. naprawdę skradło mi serce.

Mroczny sobowtór uświadomił pannie Carlyle destrukcyjny charakter niektórych zachowań zarówno jej samej, jak i kogoś jej bliskiego. Z tego powodu postanowiła się zdystansować od Lockwood&CO, głęboko wierząc, że agencja pozbawiona jej wkładu lekkomyślności, wróci na nieco bezpieczniejsze tory. Co prawda nowe towarzystwo nie daje jej tyle radości i satysfakcji, ale da się z tego wyżyć, a przy tym pociesza ją myśl, że być może ktoś kto wiele dla niej znaczy pożyje nieco dłużej. Jednak dosyć szybko te nadzieje zostają rozwiane. Kiedy Lockwood prosi dziewczynę o pomoc przy szczególnie paskudnej sprawie, Lucy po chwili wahania, a wbrew obietnicom, które sama sobie składała, zgadza się na współpracę. Tylko jakoś tak to się zawsze układa, że gdy chodzi o Portland Row to trudno się z nim rozstać. W rezultacie jedna sprawa goni kolejną, a panna Carlyle próbuje jakoś poukładać swoje relacje z Lockwood&CO. A może przede wszystkim z tym, który jest odpowiedzialny za pierwszy człon nazwy, jako że jej strategia nie odniosła zamierzonego rezultatu...

- Lucy, jestem złośliwą czaszką i nie mam ani grama empatii. 
Powinnaś się zacząć martwić, gdy nawet mnie jest ciebie żal.

Co tu dużo pisać, w moim odczuciu Poławiacz dusz to najlepszy z dotychczas wydanych tomów cyklu. 
Tym razem historia jest nieco bardziej zagmatwana niż w poprzednich częściach, ale niewątpliwie Jonathan Stroud ostatecznie spina Poławiacza dusz w jedną, satysfakcjonującą całość, od której nie można się oderwać od pierwszej do ostatniej strony. W tej części poławianie dusz nie zawsze gra pierwsze skrzypce i chyba w poprzednich tomach były sprawy z tej dziedziny, które polubiłam bardziej. Tym razem autor poświęcił bardzo dużo uwagi relacjom bohaterów oraz swojemu uniwersum i oba te elementy sprawiły mi przeogromną radość, bo w końcu dostaliśmy nieco więcej! No dobrze - dużo więcej, bo otrzymujemy nie tylko emocje i uczucia, ale też trochę informacji o świecie duchów, o duchokryzysie i o jego początkach czy o agencjach. Oczywiście jest też ONA - czaszka we włas... Ekhm. We własnym słoju. ;) To był najlepszy zwrot akcji i powiem szczerze, marzy mi się, że w ostatnim tomie dowiemy się o niej jeszcze więcej. Poławiacz dusz dowodzi, że czaszka w słoju może otrzymać więcej czasu antenowego niż inni bohaterowie, a fabuła wyłącznie na tym zyska. :D W mojej opinii w tej części wydarza się naprawdę wiele w ulubionych wątkach czytelników, więc myślę, że nie ma możliwości, żeby ktoś przeczytał trzy poprzednie części i nie polubił tej. ;)

W dodatku chociaż pan Stroud zawsze na sam koniec książki dawał czytelnikom niewielki zwrot akcji (taki, który napędza historię, ale jednocześnie w oczekiwaniu na kolejny tom nie skręca trzewi), to tym razem niespodzianka była jednak większa niż zwykle. Jestem arcyciekawa co z tego wyniknie i dokąd to zaprowadzi naszych agentów z agencji Lockwood and CO. Nie mam wątpliwości, że będzie to ciekawa ale mroczna historia i szczerze pisząc - chciałabym mieć ją w łapkach już teraz. Z drugiej strony jest to równoznaczne z wydaniem ostatniej części czyli Pustego grobu (co w odniesieniu do finału Poławiacza dusz jest dosyć symboliczną odpowiedzią na postawioną hipotezę), a to wzbudza sprzeczne uczucia, bo lepiej teraz nasycić się i skończyć czy jednak odwlec przyjemność w czasie? Chyba że wydawnictwo podaruje nam także tom 1.5 czyli The dagger in the desk...? 

- Ach, dwoje starych przyjaciół, wreszcie razem po długiej rozłące! 
Brakuje tylko rzewnej muzyki smyczkowej w tle, ale krzyki umierających też wystarczą.

Pisałam już wiele razy, że uwielbiam książki pana Strouda i Poławiacz dusz wyłącznie mnie w tym utwierdza. To jest rewelacyjna pozycja i fenomenalna kontynuacja cyklu. W tej książce było wszystko na co czekałam i muszę Wam się przyznać, że od kiedy otrzymałam swój egzemplarz przeczytałam go już dwa razy, a coś czuje, że nie ostatni w tym roku...

| Krzyczące schody | The dagger in the desk | Szepcząca czaszka | Mroczny sobowtór |
| Poławiacz dusz | The empty grave |

Za rewelacyjną lekturę ogromnie dziękuję wydawnictwu Poradnia K!