Strony

niedziela, 11 września 2022

Ku pamięci czyli „11 września. Dzień, w którym zatrzymał się świat" Mitchella Zuckoffa


Tytuł: 11 września. Dzień, w którym zatrzymał się świat

Autor: Mitchell Zuckoff

Wydawnictwo: Poznańskie
Data wydania: 2021
Liczba stron: 720
Tłumacz: Paulina Surniak, Adrian Stachowski
Kategoria: Literatura faktu, reportaż
Ocena: 8+/10

 

 

11 września to data, która wryła się w pamięć większości z nas. Nawet Ci którzy nie pamiętają co i gdzie wtedy robili, wiedzą, że jest to dzień, który zmienił świat. Po latach mam jednak wrażenie, że coraz mniej pamiętamy o historii, która wydarzyła się 21 lat temu, co może się okazać dla nas zgubne...

Po lekturze monumentalnych Wyniosłych wież. Al-Kaidy i ataku na Amerykę Lawrence'a Wrighta (koronkowa robota na najwyższym poziomie, przedstawiona na 640 stronach i brawurowo przetłumaczona przez Agnieszkę Wilgę) wiem, że nic lepszego na temat 11 września nie przeczytam, ale postanowiłam dać szansę książce, która w Polsce została wydana w związku z 20. rocznicą zamachów. Trzeba przyznać, że jest to kolejna potężna cegła - ponad 700 stron, ale przy tym ma ona ponad 900 przypisów, co zajmuje całkiem sporo końcowych stron. Podczas czytania miałam luźną refleksję, że takie książki w Polsce powstają niezwykle rzadko. Tymczasem tutaj mamy do czynienia z drugą już pozycją na ten sam temat i napisaną z tak wielkim rozmachem. Jednak czy na ten sam dokładnie temat?

Cytował [historyk Ian W. Toll - przyp. aut.] Johna H. McGorana, marynarza z pechowego pancernika USS California: "Nie da się tego opowiedzieć jeśli tego nie przeżyłeś; jeśli zaś tam byłeś, słowa są zbędne"

11 września. Dzień, w którym zatrzymał się świat to hołd poległym i zapis tego co wydarzyło się tamtego koszmarnego dnia. Mitchell Zuckoff w swojej książce bezlitośnie rozprawia się z mitami, z seriami nieporozumień, z tragicznymi w skutkach pomyłkami i karygodnymi błędami. Z tym, że w tej pozycji nie chodzi o wskazanie winnych, ale przedstawienie tego co możemy usłyszeć w serialu The looming tower - Twój rząd Cię zawiódł. Ta książka pokazuje, że to czy zawiódł rząd to jedno, ale to, że zawiódł system jest pewne. Zarówno pozycja od pana Wrighta, jak i pozycja od pana Zuckoffa, przedstawiają bardzo bolesną konkluzję o tym, że 11 września po prostu prędzej czy później musiał się wydarzyć, tyle, że obie lektury opowiadają o tym na dwa różne sposoby. W Wyniosłych wieżach poznajemy historię, która niestety nieuchronnie prowadziła do katastrofy. W 11 września początek historii to dzień zamachów. Jest lekki kontekst historyczny, ale przede wszystkim są wskazane zaniedbania, większe i mniejsze błędy, problemy komunikacyjne, a w końcu błędne decyzje, które nie mogły się skończyć inaczej jak tragedią. Właściwie po przeczytaniu tych dwóch książek powinno się powiedzieć, że chociaż zawsze ludzi umiera zbyt dużo, to mieliśmy sporo szczęścia, że zginęło ich tak mało. Nie zawdzięczamy tego rządom, regulaminom, jednostkom specjalnym, prawu (chociażby budowlanemu...). Tak się stało dzięki wspaniałej postawie ludzi, takich jak my, którzy uziemili lot 93, którzy wracali do wież by pomóc zejść innym, którzy pomagali ciężko rannym opuścić miejsce tragedii, ale także szczęściu, bo prawda jest taka, że tylko szczęście ocaliło niektórych przed śmiercią.

Warto też zwrócić uwagę na strukturę książki pana Zuckoffa. Pierwsza część to zręczne wprowadzenie - dowiadujemy się co nieco o ludziach, których los 11 września zostanie odmieniony na zawsze, czytamy o pięknym słonecznym wtorku, o powolnej odprawie zarówno pasażerów i członków załogi zaplanowanych lotów, jak i terrorystów. Ta część jest w słowach ostrożna, nie ma w niej dramatycznych opisów, stanowi raczej bardzo smutny zapis tego co się wydarzyło. To fragment poświęcony temu co działo się w samolotach. Druga część jest już zupełnie inna. Ta historia dotyczy wydarzeń następujących bezpośrednio po uderzeniu samolotów, a więc po śmierci pasażerów lotów. Jest dużo cięższa i brutalniejsza, są opowieści o osobach wyskakujących z okien, o rozległych obrażeniach, o koszmarnych poparzeniach czy oderwanych kończynach. To jest zapis horroru, jaki wydarzył się w miejscach, w których rozbito samoloty. Część osób, których losy będziemy śledzić przeżyje, ale właściwie nikt nie wyjdzie bez szwanku, co doskonale pokazuje skalę tragedii. Trzecia część to pewnego rodzaju zamknięcie, ale raczej z tych pełnych i okrągłych. Widać w nim także jak szybko świat się zmienia - w książce, która musiała zostać zakończona co najmniej 17 lat po wydarzeniach z 11 września, amerykańskie wojska wciąż stacjonują w Afganistanie. Później znajdujemy listę osób, które zginęły - jak dobrze wiemy jest to niemal 3000 nazwisk, ale to niezmiennie robi upiorne wrażenie na czytelniku. Są też proponowane dodatkowe źródła i jak już wcześniej wspominałam ogromna bibliografia.

(...) - Spadł tu samolot, koło szkoły Shanksville-Stonycreek.
Mimo że Paula mieszkała tam całe życie, szkoła, do której chodziło pięćset dzieci, w rzeczywistości była położona sześć i pół kilometra w inną stronę. Jej błąd można wytłumaczyć stresem wywołanym niepokojem - albo rozumieć go jako dystans między tym, co widziała, a tym, czego najbardziej się bała. Jej córka i syn byli tego poranka w szkole.

Sama książka zrobiła na mnie duże wrażenie. Nie mogę powiedzieć, że dowiedziałam się z niej czegoś całkiem nowego, bo wiele z tych wydarzeń w ten czy inny sposób przedstawiono już w książkach i serialach, z którymi zetknęłam się wcześniej. Nie mniej wyjątkowo wysoko oceniam to jak autor poradził sobie z tym wybitnie trudnym tematem w kontekście chronologii. Nikt wcześniej nie opisał tak precyzyjnie kiedy i co się wydarzyło, a przecież czas dla historii z 11 września 2001 ma znaczenie absolutnie kluczowe. U Mitchella Zuckoffa wszystko spina się w całość, doskonale przedstawia sylwetki uczestników zamachów i faktycznie realizuje cel zapowiadany na początku książki - oddaje ofiarom tożsamość i przypomina nam, że w zamachach nie zginęło 2977 osób, ale Peter, Sue Kim wraz z córeczką Christine Hansonowie, Robert LeBlanck, Carlos Lillo, Ceecee Lyles, Charles Burlingame, Betty Ong, Ken i Jennifer Lewis, Tara Creamer, Orio Palmer, Todd Beamer, Jeremy Glick, Ruth Clifford McCourt z córką Julianą, Scott Kopytko, Touri Bolourchi, Jason Dahl, Jack Punches, Karen Wagner, William Ruth czy Max Beilke (który przy okazji był ostatnim amerykańskim żołnierzem w Wietnamie) i wielu, wielu innych. Tych ofiar było mnóstwo, a każda z nich miała swoje życie, bliskich, którzy na nich czekali, domy, w których zostawili swoje rzeczy, przyjaciół i współpracowników, z którymi spędzali czas, plany wyjazdu, edukacji czy rodzicielstwa. Wśród poległych były kobiety w ciąży i dzieci, strażacy, stewardessy, policjanci, twórcy oprogramowania, sportowcy, goście i pracownicy, osoby znajdujące się w samolotach, w wieżach i w Pentagonie, ludzie różnych wyznań, różnych orientacji, różnych poglądów, różnych kolorów skóry. Warto o tym pamiętać za każdym razem gdy kusi nas, aby opowiadając o wydarzeniach z tamtego dnia, zamknąć się w informacji, że zginęło niemal 3000 osób.

Część osób ocenia książkę jako powierzchowną, ale mnie się wydaje, że wynika to z nieporozumienia - w tej pozycji, jak sam pisze o tym autor we wstępie "zamierzam oddać hołd tym, którzy zginęli, i stworzyć zapis wydarzeń dla tych, którzy przeżyli". Jeśli ktoś szukał tutaj tego co doprowadziło do wydarzeń z 11 września to czytał złą książkę - temu zagadnieniu są poświęcone wspomniane Wyniosłe wieże Wrighta. 11 września. Dzień, w którym zatrzymał się świat opowiada o tym co wydarzyło się 11 września oraz chwilę później i kropka. I w tym temacie jest to pozycja bardzo dobra, precyzyjna i realistyczna. Jest tu też fragment "chcę pomóc przyszłym pokoleniom zrozumieć te zdarzenia", ale myślę, że autor miał przede wszystkim na myśli nie genezę tych wydarzeń, a samo wydarzenie. Zrozumienie tragedii 11 września, jej wymiaru, tego jak wiele zmieniła. Pan Zuckoff odnosi się m.in. do osób, które nie pamiętają 11 września, więc tym bardziej myślę, że to w tym kontekście napisał o zrozumieniu zdarzeń.

Czuł się, jakby włożył głowę do beczki prochu i wziął głęboki oddech. Uświadomił sobie, że wdychał obrócony w pył budynek, beton, szkło, dywany, chemikalia - i kto wie co jeszcze, a do tego wszystko, co zostało z ludzi będących w środku: ratowników i szefów firm, sekretarek i gońców, woźnych i ochroniarzy, ale też pasażerów, załogi i tych, którzy wlecieli tego poranka boeingiem 767 w południową wieżą World Trade Center.

Uważam, że najlepsze (mam tutaj na myśli najstaranniej przygotowane, wypełnione faktami i kontekstem) i książki, i seriale na temat wydarzeń z 11 września już powstały. Jeśli chodzi o książki to czytając wydane w Polsce przez wydawnictwo Czarne Wyniosłe wieże. Al-Kaida i atak na Amerykę Lawrence'a Wrighta oraz właśnie 11 września. Dzień, w którym zatrzymał się świat Mitchella Zuckoffa można spokojnie wyczerpać temat. Te dwie książki to absolutna kopalnia wiedzy na temat katastrofy, która odmieniła współczesny świat. Nie wiem co jakikolwiek inny autor mógłby do tego dodać, no może z jednym małym wyjątkiem (a konkretnie Alim Soufanem, pracownikiem FBI, który współpracował z Johnem O'Neilem i który jak sądzę mógłby dodać jeszcze swoją perspektywę, ale póki co jego książki nie zostały przetłumaczone). Jeżeli zaś ktoś chciałby poznać seriale to polecam dwa. Pierwszy to produkcja Netflixa - Punkty zwrotne: 11 września i wojna z terroryzmem. Z jednej strony jest to dokument łapiący za serce w ten typowo amerykański sposób, ale z drugiej niezwykle wartościowe są wizualne zapisy wypowiedzi przedstawicieli jednej i drugiej strony czy specjalistów. Przyznaję, że Netflix dowiódł, że wciąż ma widzowi wiele do zaoferowania i to na światowym poziomie. Jednak prawdziwą perłą jest drugi serial - The looming tower od Amazona. Produkcja oparta o książkę o tym samym tytule (czyli właśnie o Wyniosłe wieże Lawrence'a Wrighta) jest wizualizacją tego jak doszło do wydarzeń 11 września. O tym jest książka pana Wrighta i to w nieco skróconej, a przy tym łatwiejszej dla odbiorcy, formie zostało przedstawione w serialu. 

Podsumowując, uważam, że 11 września. Dzień, w którym zatrzymał się świat Mitchella Zuckoffa, to bardzo dobra książka, która opisuje to co wydarzyło się w dniu zamachów i chwilę później. Nie jest to opowieść o genezie zamachów, nie jest to również podsumowanie wszystkich konsekwencji. Książka pana Zuckoffa przede wszystkim oddaje tożsamość tym, którzy tamtego dnia zginęli, ale również opowiada o tym jak wiele zależało od wadliwych procedur, błędnych założeń, a w końcu niewłaściwych decyzji, choć jak sam autor przyznaje, nie zawsze była pewność, że inna decyzja pozwoliłaby ocalić więcej osób - tak było chociażby w przypadku lotu 93, który gdyby się nie rozbił to ze sporym prawdopodobieństwem zostałby zestrzelony, co przyniosłoby ostatecznie identyczny efekt. Polecam książkę osobom, które interesują się tematem, chcą zrozumieć ludzki wymiar tej tragedii i nie boją się wrócić do okrutnych wydarzeń z tamtego dnia.