Strony

wtorek, 19 grudnia 2023

Wielki finał czyli „Klątwa prawdziwej miłości" Stephanie Garber


Tytuł: Klątwa prawdziwej miłości


Autor: Stephanie Garber


Cykl: Baśń o złamanym sercu
Tom: 3
Wydawnictwo: Poradnia K
Data wydania: 2023
Liczba stron: 320
Tłumacz: Dorota Dziewońska
Kategoria: Fantastyka, fantasy
Ocena: 8/10

Powiedzieć, że czekałam na Klątwę prawdziwej miłości, to nic nie powiedzieć. Finał Ballady o nieszczęśliwej miłości był emocjonujący - zaskakujący, nieco druzgocący, całkowicie zmieniający optykę. Chyba każdy czytelnik po jego lekturze zadawał sobie pytanie jak Stephanie Garber wybrnie z miejsca, w które wpakowała swoją główną bohaterkę? Czy dla Evangeliny jest przewidziane szczęśliwe zakończenie?

Kiedy Evangelina wybrała się w podróż na Cudowną Północ miała marzenia - chciała poznać krainę, w której wychowywała się jej mama, chciała sprawdzić jak opowieści matki mają się do rzeczywistości i miała nadzieję, że w ten sposób uwolni się od obiektu nieszczęśliwej miłości. Ku własnemu zdumieniu odnalazła tam swoją bajkę - wyszła za kochającego ją księcia, mieszka w zamku, nosi piękne ubrania, je przepyszne rzeczy... Problem w tym, że nie pamięta jak się w tej baśni znalazła. Jakim cudem spotkało ją takie szczęście i czy aby na pewno jest to takie bezbrzeżne szczęście jak wszyscy ją przekonują? Czy jej mąż chroni ją czy swoje tajemnice? Dlaczego osoba, która jest uznawana za wroga numer jeden nieustępliwie nawiedza Evangelinę? Cykl Baśni o złamanym sercu nie bez powodu otrzymał taki tytuł i w tym tomie dobitnie nam o tym przypomni, bo kiedy pojawia się trójkąt miłosny, tyle magii i władzy, nie ma możliwości, aby wszyscy byli usatysfakcjonowani... Pytanie czy każdy może być szczęśliwy? Czy każdy zachowa swoje serce i życie? Jak zakończy się ballada o Łuczniku i Lisicy?

Wciąż czuła ból w sercu, jakby było roztrzaskane i pozostały po nim tylko okruchy. 
Położyła na nim dłoń - może podświadomie chciała zapobiec odłamaniu się 
kolejnych fragmentów. I po raz kolejny dopadło ją uczucie, 
że wśród odebranych jej wspomnieć była jedna rzecz ważniejsza od pozostałych, 
ważniejsza od wszystkiego.
Miała komuś do przekazania jakąś niezwykle ważną wiadomość. 
Jednak choćby się nie wiadomo jak starała, nie mogła sobie przypomnieć, 
co to było ani komu powinna to powiedzieć.

Nie mogę się zdecydować czy Klątwa prawdziwej miłości spełniła wszystkie pokładane przeze mnie w niej nadzieje, bo muszę przyznać, że moje oczekiwania były ogromne. Być może trochę przesadnie, biorąc pod uwagę fakt, że wiedziałam, że ten tom ma cykl zakończyć, a w mojej głowie rysowały się scenariusze na 1200 stron. Z całą pewnością Stephanie Garber wciąż potrafi mnie zaskoczyć, bo choć byłam w stanie przewidzieć niektóre zakończenia, to niemal ani razu nie zgadłam jak miałoby do nich dojść. Ta część, przez pojawienie się wielu nowych postaci, jest chyba najbardziej pogmatwaną z trylogii, a to także nie ułatwiało pracy wyobraźni.

W tej finałowej części historii szczególnie istotna była ewolucja bohaterów. Podczas gdy w Balladzie o nieszczęśliwej miłości przede wszystkim chodziło o fabułę, w Klątwie prawdziwej miłości znacznie więcej uwagi poświęcono temu jak wydarzenia z poprzednich dwóch tomów wpłynęły na postacie. Męscy bohaterowie to kaskada zmian. Szczególnie jeden z nich okazuje się mieć zupełnie nową motywację i obserwowanie tego co go napędza do takich, a nie innych wyborów było doprawdy intrygujące. Nie kibicowałam mu w żadnym momencie, a jednak Stephanie Garber zwinnie pokazała nam jego przemianę, wiarę w to, że podejmuje dobre decyzje i zatracanie się w kołowrotku tych dziwnych przemyśleń. Nie bez znaczenia dla tej postaci są także bohaterowie towarzyszący, którzy podsycają strach i niepewność, dając pożywkę do błędnych wyborów. Również drugi bohater zaczyna zachowywać się w nieprzewidywalny sposób, co wytrąca czytelnika z jego przekonania o zakończeniu tej historii. Jedyną bohaterką, w której moim zdaniem zachodzi regres to niestety Evangelina. Podczas gdy postępowanie każdego bohatera staje się bardziej skomplikowane i niejednoznaczne, Evangelina okazuje się nierozsądna, koszmarnie naiwna, słodko przekonana o swoich racjach i bezgranicznie pewna, że tylko miłość ją ocali. Niewiele zostało z drapieżnej Lisiczki z poprzednich części. Jedynym elementem, który rozczarował mnie w Klątwie prawdziwej miłości była właśnie postawa Evangeliny i to ogromnie mnie zasmuciło. Odrobinę brakowało mi też Jacksa, który w poprzednich tomach był główną osią wydarzeń, a tym razem mam wrażenie, że był tylko trybem maszyny Evangeliny i drugiego mężczyzny w jej życiu. I chociaż ogromnie doceniam tę przemianę bohaterów, to nie da się ukryć, że w Klątwie prawdziwej miłości trochę tego Jacksowego czarującego uroku brakowało. Jestem też lekko zawiedziona, że autorka nie odkryła przed nami tajemnicy jabłek i śmiertelności i nieśmiertelności pewnej pary. Gdyby autorka wbrew temu co podejrzewam, zdecydowała się na powrót na cudowną północ, to mam ogromne nadzieje, że te dwa zagadnienia znajdą swoje odpowiedzi! 

Jednocześnie w postaci Evangeliny jest dramatyzm Donatelli, co stanowi piękną klamrę pomiędzy tymi dwoma cyklami - Caravalem i Baśnią o złamanym sercu. Trudno nie dostrzec, że obie bohaterki są odważne i niezłomne, igrają z ogniem i niebezpiecznymi niby-baśniowymi stworami, zdeterminowane by ocalić to w co wierzą i być z mężczyzną, którego kochają. Obie śmiało ryzykują w tym celu życiem, doskonale świadome podejmowanego ryzyka. Ostatecznie też obie historie podbijają serca czytelników na całym świecie, a jednak gdybym miała postawić na zwyciężczynię pojedynku na to która z nich jest bardziej lubiana, to obstawiłabym Evangelinę. Ona stawia czoła nie tylko Mojrom, ale także tajemnicy zza magicznych drzwi. O ile Donatella i Scarlett do pewnego momentu są stosunkowo anonimowe, o tyle Evangelina dosyć szybko zaczyna pełnić istotną rolę, która uniemożliwia jest pewne zachowania. W dodatku mężczyzna z jej marzeń wydaje się znacznie, znacznie mniej osiągalny. W zasadzie obaj mężczyźni obecni w jej życiu. Dodam też, że chociaż od lat odczuwam przesyt jeśli chodzi o miłosne trójkąty, to Baśń o złamanym sercu dowiodła mi, że jednak mam w sobie jeszcze trochę przestrzeni na takie wątki. Chyba kluczowym elementem jest to, by ta relacja wydawała mi się wiarygodna i chociaż przez chwilę budziła wątpliwości czy aby na pewno wiem jak to wszystko się skończy. 

- Jak to się dzieje, że ludzie ciągle próbują cię zabić? - Mówił cicho, 
prawie ze śmiertelną powagą - Musisz bardziej uważać.
- Czy to moja wina?
- Nie masz instynktu samozachowawczego. - Zrobił kolejny krok w 
jej stronę. - Gdyby na butelce był napis „Trucizna", wypiłabyś to. 
Bierzesz ostrzeżenia za zaproszenia. 
Nie umiesz trzymać się z dala od tego wszystkiego, co cię zrani.
„Tak jak ja".

Finał książki cieszy mnie i smuci jednocześnie. Trudno będzie nie tęsknić do tej historii pełnej magicznych stworzeń czy artefaktów, pozostanie żal, że to koniec historii Evangeliny, Jacksa, Apolla i wielu innych. Jednak większość postaci otrzymała godne zakończenie (nie chcę spolierować, ale mam uczucie, że opowieść jednego z głównych bohaterów była znacznie smutniejsza niż na to zasługiwał), a kilka niedokończonych wątków dostało piękne otwarte zakończenie. Prawdę mówiąc powątpiewam by autorka do tych wątków powróciła, może ewentualnie mogłyby one być tłem innej historii, ale podejrzewam, że to co otrzymaliśmy musi nam wystarczyć. Na szczęście dostaliśmy wiele - gwałtowną zmianę fabularną, dynamicznych bohaterów, niejednoznaczną sytuację, magię i więcej magii, trochę zawiści, zazdrości, toksycznej miłości, niesprawiedliwości... Wszystkiego po trochu. I chociaż w zasadzie czytelnik od pierwszego tomu domyśla się gdzie zakończy się trzeci, to jednak ta droga jest tak przyjemna, że chętnie daje się zwodzić i uwodzić. 

Baśń o złamanym sercu jest jedną z najlepszych przedstawicielek fantastyki dla młodzieży jaką czytałam. Klątwa drugiego tomu jest jej niestraszna, bo ośmielam się twierdzić, że to właśnie on był najlepszy. Wyraziści bohaterowie, magia i ułuda, niezwykły świat rządzący się własnymi prawami, marzenia o byciu kimś, życiu w bajce, konfrontacja tego z rzeczywistością, strach, odwaga i miłość, to wszystko okazało się bardzo smaczną mieszanką, od której trudno było się oderwać choćby na chwilę. Po lekturze odczuwam ogromną satysfakcję i powtórzę to samo co powiedziałam po Caravalu - czekam na więcej. :) 

PS Ogromnie doceniam to, że w ciągu jednego roku otrzymaliśmy cały cykl. To niesamowite tempo wydawnicze, zwłaszcza biorąc pod uwagę ogromną popularność historii. Oczywiście jedną kwestią jest to, kiedy dana książka jest już wydana (bo zdarza się, że na kolejny tom trzeba czekać kilka lat), ale drugą, że wydawnictwa niejednokrotnie przeciągają proces wydawniczy napisanych już książek, aby dłużej utrzymać czytelnika przy sobie. Cieszy mnie przeogromnie, że są wydawnictwa, które tego robić nie chcą, bo moim zdaniem jest to przejaw zwyczajnego książkowego szacunku do czytelnika. ;)

PS2 Nie rozumiem czemu nikt nie chce tego zekranizować...

Baśń o złamanym sercu | Ballada o nieszczęśliwej miłości | Klątwa prawdziwej miłości |

Za możliwość lektury bardzo dziękuję wydawnictwu Poradnia K!