Strony

wtorek, 12 grudnia 2023

Pieszy - sport ekstremalny czyli „Wszyscy tak jeżdżą" Bartosza Józefiaka


Tytuł: Wszyscy tak jeżdżą


Autor: Bartosz Józefiak


Seria: Reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 2023
Liczba stron: 392
Kategoria: Literatura faktu, reportaż
Ocena: 8/10


Codzienne podróżowanie po Warszawie ma swoje wady i zalety. Z jednej strony mam do dyspozycji rozbudowaną sieć komunikacji miejskiej - są autobusy, tramwaje, kolej podmiejska skm, km, wkd, mamy do dyspozycji metro, rowery miejskie... Wiele jest też dróg zarówno dla samochodów, jak i tych rowerowych. Czasami mam wrażenie, że nieco mniej jest chodników, zwłaszcza takich, na których mogą się wyminąć pieszy i rodzic z wózkiem, ale nie będę wybrzydzać. Jednak z drugiej strony w Warszawie wszyscy nieustannie się spieszą - piesi nie mogą przejść tych pięciu kroków to zebry albo podnieść głowy znad telefonu, rowerzyści nie zwracają uwagi na to, że ich ścieżki przecinają się z chodnikami i niejednokrotnie wymuszają pierwszeństwo pojawiając się znikąd na pasach (bez ścieżki), elektryczne hulajnogi przeciskają się pomiędzy pieszymi gnając na złamanie karku... Jednak chociaż zderzenie rowerzysty, pieszego i hulajnogi jest zawsze bolesne, a niekiedy tragiczne w skutkach, to największą przewagę mają kierowcy. Pieszy, rowerzysta i hulajnoga mają zerowe szanse w spotkaniu z pędzącym autem, busem, autobusem czy ciężarówką. 

Każdego dnia przemieszczam się po stolicy, najczęściej jako piesza, ale często jestem również pasażerką auta. Co prawda mam prawo jazdy, ale nie mam swojego samochodu. Jako osoba, która już miała na swoim koncie bycie potrąconą jestem na ulicy bardzo ostrożna. Mimo to, co najmniej 4-5 razy w miesiącu jestem o włos od potrącenia. W lipcu miałam tydzień kiedy aż cztery razy byłam uczestniczką niebezpiecznej sytuacji drogowej. W ciągu jednego dnia rano auto wtargnęło na pasy trzypasmówki w trakcie zielonego światła. Kierowca zamiast przeprosić zezwał pieszych i pojechał dalej nie zwracając uwagi czy nikomu nic się nie stało. Piesi nie są zaskoczeni, jest dla nich oczywiste, że powinni byli odskoczyć, niemal przepraszają. Tego samego dnia wieczorem przechodziłam przez pasy, auto skręcało. Ciepło lusterka poczułam na plecach, a powiew powietrza na gołych piętach w sandałach. Nie byłam zdziwiona, przyspieszyłam kroku, bo pomyślałam, że dzisiaj nie dopisuje mi szczęście. Kiedy jestem pasażerką auta niejednokrotnie zaliczyłam mikrozawał kiedy ktoś wyprzedzał "na trzeciego" i ledwie uciekł albo kiedy jechałam z naprzeciwka i ten wyprzedzający "leciał na czołówkę". Ile to razy na autostradzie mijały mnie auta niemożliwie rozpędzone, "siedziały na zderzaku", mrugały długimi światłami. Będąc użytkowniczką dróg wszelakich niejednokrotnie czuję strach, on jest wręcz integralną częścią poruszania się. Boję się tych pijanych, tych zatopionych w pisaniu smsów, tych przysypiających za kierownicą albo chcących się pościgać. Wszystko to już widziałam i wiem, że to może zabić. Nie ich, tylko mnie. 

Prawdopodobieństwo, że zginiecie w wypadku drogowym, 
jest największe w słoneczny sierpniowy piątek między 16.00 a 17.00. 
Tak pokazują statystyki.

Problem jest nienowy, a kiedy rozpocząć go przy kolacji to każdy ma jakąś opowieść, o której włos jeży się na głowie. I o tym właśnie jest Wszyscy tak jeżdżą Bartosza Józefiaka. O systemie, który nie działa i o społecznym przyzwoleniu. O obrzydliwie niskich karach za zabójstwo na drodze i o tym dlaczego to wciąż jest wypadek, a nie zabójstwo w zamiarze ewentualnym. O tym, że kiedy jesteś znany, to konsekwencje są jeszcze mniejsze. O szaleńczej jeździe naszych paczek, wykluczeniu komunikacyjnym, o prędkości, która zabija, o znakozie i zbiorowej nieufności. Niby wszyscy to wiemy, ale już pogodziliśmy się z tym, że w tym kraju raczej wiele się w tej sprawie nie zmieni. W końcu pęd autem prawem, a nie przywilejem. Jednak czy słusznie odpuszczamy..?

Wszyscy tak jeżdżą to idealny przykład lektury przy której powinno być ostrzeżenie typu trigger warning - ta książka powoduje dyskomfort u użytkowników dróg. Czytanie wypowiedzi niektórych osób powodowało we mnie na zmianę wściekłość i dreszcze przerażenia na plecach. Świetnie napisana książka, od której z jednej strony trudno się oderwać, ale z drugiej momentami przerwa jest niezbędna. Autor stosunkowo brutalnie opisuje same wypadki, po to by czytelnik nie mógł się schować za pięknymi słówkami o "potrąceniu ze skutkiem śmiertelnym". Mamy krew, połamane kości, oderwane kończyny. A już kilka stron później pan Józefiaka konfrontuje nas z osobą, która ten wypadek spowodowała i takie spotkania raczej nie są przyjemne. To blask dobrego reportażu, w którym autor oddaje głos każdej stronie tego w pewnym sensie tragicznego konfliktu. Przekrojowość podejścia pana Józefiaka pozytywnie zaskakuje. Bartosz Józefiak przywołuje również wypowiedzi specjalistów w dziedzinie, które odnoszą się do polskiej kultury jazdy, np. spojrzenia na śmierć czy na wykluczenie komunikacyjne. Otrzymujemy także statystyki, od których może zrobić się słabo. 

Jak wynika z szacunków Klubu Jagiellońskiego, w Polsce prawie czternaście milionów ludzi żyje w gminach, których samorząd nie zapewnia transportu publicznego. 
Do co czwartej wsi nic nie dojeżdża.

Nie da się ukryć, że po takiej lekturze czytelnik ma masę emocji, a większość z nich jest zdecydowanie negatywna. Jednak jest też jedna rzecz, która mnie pocieszyła i która jest dowodem na to, że jak chcemy coś wytępić to możemy, a jest to brak zgody na wsiadanie za kółko po alkoholu. Ja wiem, to naprawdę bardzo niskie standardy, ale jeszcze 20 lat temu kiedy ktoś po piwku lub trzech chciał wracać do domu autem "nikt o to nie robił dramatu". Od dłuższego czasu dostrzegałam, że coś w tej dziedzinie ulega powolnym, ale jednak zmianom i Wszyscy tak jeżdżą to potwierdza - pijani kierowcy nie są tolerowani nawet przez innych kierowców. Chciałoby się powiedzieć "wreszcie", ale liczba ofiar pijanych kierowców uniemożliwia mi nawet symboliczne wzniesienie toastu.

Z punktu widzenia idei reportażu nieco problematyczny jest fakt, że autor wyraźnie stawia tezę. Moim prywatnym zdaniem bardzo słuszną, ale domyślam się, że niektórzy kierowcy albo dostawcy poczują się nią urażeni. Czy słusznie? Nie jestem pewna. W mojej opinii autor stawia tak śmiałe założenie dlatego, że tak wskazują statystyki, ale także w kontrze do tej słynnej samochodowej wolności. Poza tym czy kierowcy chcą czy nie, w przypadku wypadków komunikacyjnych pieszy czy rowerzysta jest bez szans. Już samo to sprawia, że do jazdy autem powinniśmy podchodzić z większą uwagą i ostrożnością, a tymczasem mamy w nosie nawet podstawowe zasady bezpieczeństwa. Dlatego rozumiem, że część osób nie jest zadowolona z formy reportażu, natomiast autor zdecydował się na takie podejście i prawdę mówiąc, trudno mi go winić. Dla mnie wadą jest to, że niektóre arcyciekawe wątki otrzymują nieco za mało uwagi. Rozumiem, że tutaj kluczowy był rozmiar książki, ale jednak trochę mi tego zabrakło.

Niestety dopóki nic się nie zmieni, dalej wszyscy będą tak jeździć albo przynajmniej będą się na to zgadzać. Ta lektura była naprawdę bolesna, spowodowała we mnie negatywne emocje i niestety nie poprawiła mojego komfortu życia. Dreszcze czuję na plecach nawet teraz kiedy to piszę. Wszyscy tak jeżdżą po raz kolejny dobitnie mi uświadomiło, że ci ludzie gdzieś tam są, a każdy z nas może być ich kolejną ofiarą i szczerze mówiąc - niewiele możemy zrobić by się przed tym uchronić. To książka, która zmusza do myślenia na wiele "drogowych" tematów i jestem przekonana, że każdego czytelnika czymś zaskoczy. Bardzo, bardzo polecam chociaż nie będę oszukiwać, z literackiego punktu widzenia to jest bardzo dobra lektura, ale z emocjonalnego... Bolesna. Smutna. Trudna. POTRZEBNA.