Strony

wtorek, 21 grudnia 2021

Monumentalnie i z rozmachem czyli „Oko świata" Roberta Jordana


Tytuł: Oko świata

Autor: Robert Jordan

Cykl: Koło czasu
Tom: 1
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2021
Liczba stron: 984
Tłumacz: Katarzyna Karłowska
Kategoria: Fantasy, fantastyka
Ocena: 8/10

 

 

Koło czasu Roberta Jordana to naprawdę rozbudowany cykl (składa się z 14 części oraz prequela), obok którego dosyć trudno przejść obojętnie. Książki uchodzą za absolutną klasykę fantastyki, unikatową i monumentalną (nie da się ukryć, że zarówno w kontekście znaczenia dla gatunku jak i samych rozmiarów). Co więcej, Robert Jordan zmarł zanim zakończył swoje opus magnum, więc ostatnie trzy tomy, w oparciu o jego notatki, dopisał Brandon Sanderson. Przyznajcie szczerze - skoro Brandon Sanderson, podobnie jak czytelnicy cyklu, uznali, że Koło czasu zasługuje na godne i aż trzytomowe(!!) zakończenie, to już samo to naprawdę wiele o nim mówi. Zresztą, mnie do takiej lektury zachęcać nie trzeba - klasyka fantastyki interesuje mnie od zawsze, a nadchodzącą premierę ekranizacji pierwszego tomu potraktowałam jako dodatkową zachętę, by po książkę sięgnąć jak najwcześniej.

Oko świata czyli pierwszy tom cyklu rozpoczyna się od pewnej retrospekcji oraz poznania mieszkańców Pola Emonda - typowej wiejskiej okolicy, w której życie przepływa dosyć monotonnie od zbiorów do zbiorów, a największą przygodą są piesze wycieczki w bardziej oddalone regiony i lokalne święta. Pewnego dnia spokojne, a wręcz senne, życie wsi zakłóca przybycie mnóstwa obcych jednocześnie, a spośród nich najbardziej zaskakująca jest wizyta Moraine z potężnego zakonu Aes Sedai. Kobieta ostrzega, że wkrótce życie w okolicy Dwóch rzek może ulec dramatycznym zmianom, a mieszkańcom zagraża wielkie niebezpieczeństwo. Niestety, jej słowa bardzo szybko znajdują urzeczywistnienie i wieś zostaje zaatakowana przez okrutne trolloki, przez wielu uważane za stwory z baśni. Moraine Sedai wierzy, że przyczyną tego jest to, że jeden z trzech chłopców zamieszkujących wioskę jest odrodzonym Smokiem czyli wybrańcem. Być może nikt by tym się nie przejął gdyby nie fakt, że zło wydaje się uważać podobnie. Kobieta sugeruje także, że schronienie i pomoc w rozwiązaniu zagadki odnajdą w Tar Valon, gdzie znajduje się Biała Wieża będąca siedzibą Aes Sedai. Kiedy grupa ucieka z Dwóch rzek, w pościg za nimi wyruszają i trolloki, i Myrddraale, i kruki, ale jak wkrótce się okaże Sprzymierzeńcy Ciemności mogą i będą na nich czekać na każdym etapie wędrówki... Wzór jednak splata się przedziwnie i niejednokrotnie zaskakuje przynosząc niespodziewane kłopoty jak i pozytywne zbiegi okoliczności. Niestety wiele wskazuje, że świat ma mniej czasu niż wszyscy sądzili...

Ghealdan. Tar Valon. Same nazwy były dziwne i ekscytujące. Oznaczały miejsca, które pojawiały się tylko w przekazach handlarzy i w opowieściach kupieckich strażników. Aes Sedai, wojny, fałszywe Smoki - stawali się materią opowieści, jakie słyszało się później przy płonącym ogniu, gdy świeca rzucała osobliwe cienie na ściany, a wiatr wył w okiennicach. W sumie, sądził raczej, że woli mieć do czynienia ze śnieżycami i wilkami. Jednak świat musi być inny niż w Dwu Rzekach, taki jaki żyje w opowieści barda. Przygoda. Całe życie jak jedna długa przygoda.

Dla mnie Oko świata było przygodą. Fabuła rozkręca się powoli, a przy tym jest sporo nieznanych nam nazw czy opowieści o niezrozumiałych dla nas wydarzeniach, dlatego początek był nieco bardziej wymagający. Prawdę mówiąc to sprawiło, że nie od razu się w nią wczułam, ale po kilkudziesięciu stronach popłynęłam wartkim strumieniem fabuły i naprawdę dobrze zbudowanych bohaterów.  Podoba mi się to, że Robert Jordan uniknął jasnego podziału na to co (i kto) jest dobre, a co złe, niekiedy granice są bardzo płynne, a nasi bohaterowie niejednokrotnie są zmuszeni do weryfikacji swoich opinii. Niezwykła jest niejednoznaczna rola osób posługujących się magią jak i matriarchalne podejście do tego tematu - nigdy wcześniej z czymś takim się nie spotkałam.

Trzeba też oddać, że Robert Jordan przemyślał swój świat - dał mu historię, legendy, pieśni, krainy, różnorodnych mieszkańców. Ta strona tego dzieła jest rozbudowana, ale spójna, a przy tym wprost olśniewająco wymyślona. Tak przemyślana historia, którą autorowi chciałoby się rozpisać na dziesiątki, a nawet setki stron (ośmielam się podejrzewać, że kolejne 13 tomów również zawiera wiele istotnych elementów) to ogromna rzadkość. Bez trudu możemy także śledzić przygody bohaterów na załączonych mapach, chociaż na głównej mapce mogłoby być więcej szczegółów.

Skoro mówimy o szczegółach, to Robert Jordan lubi opisy. Jest tu trochę jak we Władcy Pierścieni - opisy w dużej części są praktyczne, ale jest ich niemało, na co warto się przygotować. Niektóre z nich wnoszą do historii więcej, inne mniej, część z nich bywa lekko nużąca lub skomplikowana, ale też często nie od razu wiadomo, które szczegóły będą później istotne dla fabuły. Przyznam szczerze, że Oko świata pod wieloma względami przypominało mi książki J. R. R. Tolkiena. Niekiedy formą, innym razem pewnymi wydarzeniami fabularnymi, ale jak dla mnie mają te książki coś wspólnego. Nie ukrywam, że tak głęboko rozplanowane uniwersum także daje wrażenie podobieństw, bo nieczęsto zdarza się, aby autor dał swojemu światu aż tyle historii.

Językowo Oko świata, jak na fantastykę, jest nieco wymagające. Przy tym muszę też wspomnieć, że nie uniknęło literówek, ale wszystkie, które zauważyłam polegały na zagubionej ostatniej literze słowa, więc nie sprawiają one problemu podczas czytania. 

Niejedna z Tar Valon próbowała znaleźć sposób na wykorzystanie tej Mocy, lecz jest ona równie niedosiężna dla kobiet jak księżyc dla kota.

Robert Jordan pozytywnie zaskoczył mnie rozmachem swojej powieści. Nie była to prosta lektura - wiele miejsca poświęca się tutaj opisom, fabuła niekiedy bywa bardzo niespieszna (choć niezwykle wszechstronna), a niekiedy pędzi na złamanie karku. Stopień rozbudowania opisanego świata również nie ułatwia - nazw jest sporo, nie zawsze łatwo jest się w nich rozeznać. Jednak całość naprawdę mnie wciągnęła i pod koniec książki czułam potrzebę sięgnięcia po kolejny tom. Widzę ogromny potencjał w kolejnych częściach, jest wiele historii, które mogą mieć ciekawe rozwinięcie, a jeszcze więcej jest takich, które mogą się pojawić, bo na to przestrzeni jest bardzo dużo. Chcę wiedzieć jak dalej potoczą się losy bohaterów, chcę wiedzieć więcej o Ajah, Strażnikach, Smokach, o niesamowitych istotach zamieszkujących ten świat, Ogirach (które historią o niespieszności przypominały mi Entów Tolkiena), o wilkach czy Drodze Liścia. Przez fabułę prowadzą nas naprawdę dobrze zbudowani bohaterowie, których różnorodność jest wielkim atutem tej książki. Nie powiem, że momentalnie pochłonęłam te ponad 900 stron - nie była to tak łatwa książka. Jednak było w niej wszystko to co sprawia, że czytelnik chce czytać dalej, chce wiedzieć więcej, chce zrozumieć kto, co i jak, a co najważniejsze chce poznawać swoich bohaterów. 

Pozostaję pod wrażeniem Oka świata i z ogromną niecierpliwością czekam Wielkie polowanie. A tymczasem... Serial! Ktoś z Was już go oglądał na Amazonie? ;) 

Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka oraz portalowi BookHunter.pl!

| Koło czasu | Wielkie polowanie | Smok odrodzony | Wschodzący cień | Ognie niebios |
| Triumf chaosu | Korona mieczy | Dech zimy | Rozstaje zmierzchu | Gilotyna marzeń |
aut. Brandon Sanderson - | Pomruki Burzy | Bastiony mroku | Pamięć światłości |