Strony

niedziela, 26 września 2021

Serialowe okruszki #5

Dawno nie było serialowych okruszków, ale muszę też przyznać, że w ostatnich miesiącach nie oglądałam zbyt wielu seriali, więc chwilę mi zajęło żeby uzbierać aż 5 różnych produkcji. Ale w końcu udało się, chociaż tym razem jestem monotematyczna pod względem platformy! ;) Zapraszam więc na kolejną odsłonę!


#1 Szpital New Amsterdam (New Amsterdam), sezony 1 i 2

Początkowo nie miałam dobrych przeczuć co do tego serialu. Miałam obawy, że to będzie kolejna produkcja nastawiona na zysk w popularnej serialowej niszy jaką jest serial medyczny. Ostatecznie do obejrzenia Szpitalu New Amasterdam przekonała mnie dopiero opinia Zwierza Popkulturalnego i porównanie tego serialu do mojego ukochanego Ostrego Dyżuru. Zasiadłam więc i obejrzałam pierwsze trzy odcinki i co tu dużo mówić - wsiąkłam. Dwa sezony po 22 odcinki (każdy to ok. 45min) obejrzałam w kilka dni i zakochałam się. Czy New Amsterdam jest tak podobny do Ostrego Dyżuru? W sumie trochę tak, chociaż tutaj jest znacznie więcej przesłodzonych (takich "typowo amerykańskich") scen, ale za to wyraźniej przedstawiony jest problem systemu. Ogromnie na plus oceniam też postacie, które swoją wyrazistością przypominają mi nieco bohaterów wspomnianego serialu sprzed lat. Scenarzyści zaserwowali nam wiele ciekawych zabiegów fabularnych, a obecny trzeci sezon, z Covid-19 w roli głównej, zapowiada się jeszcze bardziej porywająco, chociaż póki co nie jest dostępny na Netflixie. 

Szpital New Amsterdam zrobił na mnie pozytywne wrażenie, wciągnął, rozemocjonował i sprawił, że się naprawdę wczuwałam w fabułę. Czy warto go oglądać? Zależy czego się oczekuje. Jeśli rozbudowanego wątku medycznego lub samych osobistych przygód bohaterów to nie. To pierwsze znacznie lepiej wypada w Ostrym Dyżurze, a to drugie w Chirurgach. Jeśli jednak interesują was słabości systemu medycznego, problemy służby zdrowia i pacjentów, techniczne zagadnienia pracy medyka to na pewno znajdziecie coś dla siebie! Jest co nieco prywatnych historii bohaterów, jest intrygujący wątek o służbie medycznej w więzieniu, jest również o samej idei bycia lekarzem i chociaż produkcja nie była pozbawiona mankamentów, a zwłaszcza rozkosznych szczęśliwych rozwiązań (choć nie wszystkich!), to serial oglądałam z przyjemnością i z niecierpliwością czekam na to aż dostępny będzie kolejny sezon!

Moja ocena: 7,5/10


#2 Punkty zwrotne: 11 września i wojna z terroryzmem (Turning Point: 9/11 and the War on Terror), sezon 1

Z okazji 20 rocznicy zamachów z 11 września 2001 roku, Netflix przygotował niedługi serial dokumentalny składający się z 5 około godzinnych odcinków. Produkcja rozpoczyna się od samych zamachów, w trakcie kilka razy cofamy się w czasie, aby zrozumieć niektóre związki przyczynowo-skutkowe, a kończymy mniej więcej współcześnie, na opuszczeniu Afganistanu przez amerykańskie wojsko. Możemy posłuchać specjalistów, świadków, polityków, uczestników wydarzeń, wojskowych, prawników. Co ważne pojawiają się tu wywiady z ówczesnymi pracownikami CIA, wojskowymi, przedstawicielami amerykańskiej administracji rządowej i tak dalej, ale co znacznie ciekawsze, możemy wysłuchać również afgańskiej strony sporu. Ta druga część była dla mnie niezwykle intrygująca i bardzo wartościowa. W dokumencie dowiadujemy się kto, kiedy i jak, co pojawia się w większości tego typu produkcji, ale otrzymujemy także pogłębioną analizę tego co było przyczyną zamachów oraz jakie były ich skutki dla osób bezpośrednio związanych z atakami, jak również dla USA i dla całego świata. Pierwszy raz możemy zobaczyć tak szczere rozliczenie z podjętymi w tym czasie decyzjami (których efekty możemy już często po latach ocenić), popełnionymi błędami i ich surowymi konsekwencjami. 

Muszę przyznać, że to z całą pewnością najlepszy dokument na temat tego wydarzenia jaki kiedykolwiek widziałam, jest to też jeden z lepszych seriali dokumentalnych. Jestem pod sporym wrażeniem tej produkcji, która porusza wiele unikatowych zagadnień i robi to w bardzo profesjonalny i bezpardonowy sposób (to nie jest przesłodzona amerykańska produkcja). Serial jest świetnie zrobiony, daje do myślenia, a we mnie wzbudził też spore emocje. Nie będę oszukiwać, przy pierwszych trzech odcinkach kilka razy uroniłam łzę, z całą pewnością nie jest to serial dla młodszego widza.

Polecam!

Moja ocena: 9/10

#3 Ginny i Georgia, sezon 1

Nie powiem, że na ten serial czekałam, ale przyznaję, że trailer mnie zaciekawił. Zaczęłam oglądać i o dziwo - produkcja zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie! Przede wszystkim to kolejny krótszy serial czyli 10 odcinków po ok. 45min. Już na pierwszy rzut oka widać, że doskonale zadziałała konwencja wesoło-mroczna, ale równie dobrze sprawdził się pomysł by główną osią serialu były relacje rodzinne, a zwłaszcza te na linii matka-córka. W pierwszych odcinkach było to doskonale zarysowane i wywołało we mnie bardzo pozytywne odczucia. Wysoko oceniam też grę aktorską pierwszo- i drugoplanowych postaci, które sprawiły, że serial naprawdę dobrze się ogląda. Fabularnie wiele rzeczy mnie zaskoczyło, od przedstawiania zagadnień społecznych, dyskusji o rasizmie (na ciekawym, wręcz podprogowym poziomie), homofobii, molestowaniu czy ojcostwie na odległość, zaciekawił mnie pojawiający się temat przynależności i stand-upu albo wspomnienie o Ally McBeal, o której współcześni nastolatkowie raczej nie pamiętają, ale wielu z nas, którzy wychowywali się na początku XXI wieku, na pewno już tak. Takich mrugnięć do widza było więcej, a ja ogromnie je doceniam. Było też kilka standardowych już tematów w Netflixowych produkcjach dla nastoletniego odbiorcy czyli rozwód rodziców, picie, myśli samobójcze po śmierci kogoś bliskiego, pojawiły się też mocno przedramatyzowane i przesłodzone momenty, ale ostatecznie jestem z tego seansu bardzo zadowolona!

Ogromnie zaskoczył mnie finał sezonu, w którym scenarzyści zrezygnowali ze słodko-dramatycznych nastoletnich tonów na rzecz nieco kryminalnego rozwiązania - zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Dzięki takiemu zakończeniu ten sezon obroniłby się nawet gdyby kolejny nie został przygotowany, a jednocześnie pozostawia szeroko otwarte drzwi na wypadek kontynuacji. 

Moja ocena 7.5/10

 

#4 Broadchurch, sezon 1

Prawdę mówiąc do serialu zachęcił mnie termin jego usunięcia z Netflixa. W połowie sierpnia pomyślałam, że przynajmniej sprawdzę czy faktycznie jest tak dobry jak mi to wielokrotnie mówiono. Od niechcenia usiadłam do pierwszego odcinka sądząc, że w kwestii kryminału to już nie ma zbyt dużo możliwości by mnie zaskoczyć. Śmierć dziecka z małego miasteczka, śledztwo lokalnej policji, winny jest ktoś z nas - nie jest to unikatowy pomysł fabularny. Tymczasem siła przekazu Broadchurch mnie znokautowała. Przy pierwszym odcinku płakałam jak bóbr. Nie mogłam się nadziwić prostocie fabuły, a jednocześnie jakości serialu. Ani minuta nie była zbędna, a wszystko było idealnie zgrane, włącznie z muzyką. Już wiedziałam, że cały pierwszy sezon obejrzę na pewno, chociażby z ciekawości. Osiem odcinków to na szczęście wystarczająco, żeby mnie wciągnąć, a jednocześnie na tyle mało, że w ogóle miałam szansę zdążyć przed 31 sierpnia czyli zapowiedzianą datą zdjęcia serialu. 

Było piorunująco, tyle Wam powiem. Jestem bardzo zadowolona z tego seansu. Wciągnął mnie bez reszty, podobały mi się przeróżne zastosowane zabiegi fabularne (nawet jeśli niektóre dosyć oklepane), piękne wykonanie produkcji, ale o sile tego serialu moim zdaniem przesądziła obłędna gra aktorska. Kreacja Olivii Coleman tutaj podobała mi się chyba nawet bardziej niż w The crown, a musicie wiedzieć The crown jest w grupie moich ulubionych seriali wszech czasów. To był majstersztyk.

Porównywanie go do True detective uważam jednak za chybione - fakt, że oba są kryminalne i jest dwóch bohaterów prowadzących sprawę to trochę za mało by prowadzić taką analizę.

Moja ocena: 9/10

#5 Ania, nie Anna (Anne with an E) sezony 2 i 3

Pierwszy sezon zrobił na mnie wielkie wrażenie o czym możecie przeczytać TUTAJ. Dwa kolejne sezony okazały się dłuższe i jeszcze ciekawsze, pełne przepięknych i bardziej egzotycznych ujęć. Siadając do Ania, nie Anna Trzeba jednak pamiętać, że serial jest tylko oparty na fabule Ani z Zielonego Wzgórza, a drugi i trzeci sezon serialu fabularnie odbiegają od książek jeszcze bardziej niż pierwszy. Jeśli jednak oddzielimy literaturę od serialu, to sama produkcja jest naprawdę wyśmienicie zrobiona i ogromnie ją polecam ze względu na doskonałe wykonanie zarówno techniczne jak i aktorskie!

Niestety, chciałoby się przeoczyć szybkie zakończenie trzeciego sezonu, ale to niemożliwe. Twórcy naprędce sfinalizowali produkcję, która była kością niezgody pomiędzy nim a Netflixem, kosztem widza, któremu nie dość, że wiele wątków gwałtownie zakończono, to kilka po prostu ucięto wpół.

Moja ocena: 7,5/10 (9/10 gdyby nie bardzo widoczny i niekorzystny pośpiech w ostatnim sezonie)