Strony

wtorek, 17 listopada 2020

Czy małymi wyrzeczeniami można ocalić Ziemię czyli „Klimat to my" Jonathana Safrana Foera

 

Tytuł: Klimat to my. Ratowanie planety zaczyna się przy śniadaniu

Autor: Jonathan Safran Foer

Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
Data wydania: 2020
Liczba stron: 320
Tłumacz: Andrzej Wojtasik
Kategoria: Literatura faktu
Ocena: 6/10

 

O Klimat to my. Ratowanie planety zaczyna się przy śniadaniu Jonathana Safrana Foera przeczytałam sporo pozytywnych słów, zwłaszcza w mediach zagranicznych. Nie ukrywam, że do lektury zachęciły mnie także tytuły najlepszej książki roku (2019) przyznane przez Financial Times i The Guardian, a i poprzednie sukcesy autora, takie jak chociażby bardzo pozytywnie oceniane i kilka lat temu zekranizowane Strasznie głośno, niesamowicie blisko kusiły mnie by tę książkę poznać bliżej.

Już w pierwszym rozdziale autor bardzo celnie zwraca nam uwagę na wiele zagadnień, które w kontekście zagrożeń klimatycznych niby mamy w pamięci, ale jak przychodzi co do czego, to ani tego nie rozumiemy, ani o tym nie pamiętamy. Trzeba przyznać, że problem braku elementarnego zrozumienia i trudności z ponoszeniem odpowiedzialności to bardzo istotne tematy, które są nieco abstrakcyjne, a jednocześnie ogromnie ważne przy niemal każdym problemie i katastrofa klimatyczna nie jest tutaj wyjątkiem. Z tym, że łatwiej jest nam sobie wyobrazić związek przyczynowo-skutkowy "wejdę na czerwonym świetle na pasy - zostanę potrącona" niż "zjem na obiad wołowinę - oddalę ludzkość od ocalenia planety". Uświadomienie sobie tego, co pan Foer dosyć obrazowo nam przedstawia rzeczywiście nie jest proste, choć dla mnie nie jest to wiedza tajemna i nie mam wrażenia, by to był rewolucyjny przekaz. 

Jonathan Safran Foer przyznaje też, że chociaż napisał książkę Zjadanie zwierząt (w całości poświęconą zachętom do zmiany nawyków żywieniowych, a głównie do rezygnacji z mięsa), wciąż czasami to złe mięso jada. To dosyć zaskakujący zwrot akcji, skoro autor również w tej książce zachęca nas przede wszystkim do wegetarianizmu, a wręcz do weganizmu! Z jednej strony pan Foer odsłania przed nami swoją słabość i daje nam przyzwolenie na błądzenie w obietnicach złożonych samym sobie. Nie ukrywa, że zrezygnowanie z jedzenia mięsa jest poświęceniem, ale takim, którego warto się podjąć, bo na szali jest istnienie całego naszego świata. Osobiście to rozumiem i bardzo szanuję, bo nie jest łatwo przyznać się do porażki, a jednocześnie trzeba pamiętać, że wszyscy jesteśmy ludźmi. Z drugiej strony, powiedzmy sobie szczerze, skoro sam autor książek o niejedzeniu mięsa nie jest w stanie z niego zrezygnować, to nie jestem pewna co mają zrobić czytelnicy. Wydaje mi się, że sam autor nie wierzy w to, że jest to możliwe, chociaż z pewnością wierzy, że sama idea jest jak najbardziej słuszna, co zresztą w późniejszych rozdziałach Jonathan Safran Foer właściwie sam potwierdza. 

W tym kontekście muszę przyznać, że mam do tej książki bardzo mieszane uczucia. W zasadzie zgadzam się z autorem, że temat katastrofy klimatycznej jest nieczęsto poruszany, więc poniekąd każda książka, która nie oszukuje czytelnika jest na miarę złota. Klimat to my zdecydowanie opiera się na faktach. Gdyby ktoś miał co do tego wątpliwości to bardzo rozbudowana sekcja bibliografii i przypisów nie pozostawia żadnych wątpliwości. Jednak patrząc na tę książkę z perspektywy czytelnika nieprzekonanego wydaje mi się, że po lekturze nie zdecydowałabym się na zmiany. Nie mam poczucia, że autor dał mi konkretne narzędzia czy nawet pomysły jak mogłabym ja, jako osoba, ratować planetę, a jedyna precyzyjnie przedstawiona propozycja (dla pojedynczego obywatela) czyli rezygnacja z mięsa oraz innych produktów odzwierzęcych, wydaje mi się mało wiarygodna skoro sam pan Foer tego nie realizuje! Nie mówiąc o tym, że chociaż doceniam kompromis czyli propozycję, aby spróbować spożywać wegańskie śniadania jeżeli nie możesz lub nie chcesz całkowicie przejść na dietę wegańską, to moje pierwsze próby znalezienia podpowiedzi co mogłabym na takie śniadania zjeść, przyniosły bardzo skromne rezultaty. Wielu wegan wręcz przyznaje, że pomija ten posiłek, bo ma na niego niewiele pomysłów. Sami musicie przyznać, że to niezbyt motywujące, prawda?

Konfrontacja z własną hipokryzją przypomniała mi, jak trudno jest żyć - a nawet próbować żyć - z otwartymi oczami. Świadomość, że nie będzie łatwo, pomaga w podejmowaniu starań. Wielu starań.

W rozdziale drugim - Jak zapobiec największemu wymieraniu rzeczywiście można znaleźć mnóstwo informacji dotyczących klimatu podanych w bardzo czytelnej, wypunktowanej, formie. To jednak esencja informacji, nie ma tu zbyt wiele "tekstu własnego" autora, choć trzeba przyznać, że zbiór jest imponujący i z całą pewnością bardzo wartościowy.

Natomiast trzy kolejne rozdziały to jak dla mnie powtórzenia dwóch pierwszych, kilka ciekawostek ze świata i wiele nieznanych nam wcześniej historii z życia autora. W sumie czytało się to przyjemnie, ale moim zdaniem naprawdę niewiele wnosiło do tematu książki.

Zresztą już w połowie czwartego rozdziału zdałam sobie sprawę, że Klimat to my jest po prostu książką przegadaną. To rzadka diagnoza w moim czytelniczym świecie i muszę przyznać, że takie odkrycie z jednej strony bardzo mnie rozczarowało, ale z drugiej uwolniło od gryzącego wrażenia, że coś w tej lekturze mi przeszkadza, ale nie jestem pewna co. Już wiem, że problem stanowi liczba stron. Owszem, autor zamieszcza w książce mnóstwo ciekawostek, ale wielokrotnie się powtarza, a multum rzeczy, o których możemy w tej książce przeczytać wcale nie dotyczy klimatu, bo są to autobiograficzne wątki autora. Pojawia się wiele informacji o żydach, drugiej wojnie światowej, bliskich autora, o ludzkich nawykach trudnych do zmienienia. Doceniam te wątki, bo musicie wiedzieć, że autor przedstawia je naprawdę dobrze, przekonująco, z ogromną wrażliwością i przekazem emocjonalnym, ale nie widzę ich związku ani z tytułem, ani nawet podtytułem książki. Gdzieś tam na peryferiach swojej wyobraźni czuję to połączenie śmierci naszych bliskich i śmierci planety itd., ale to raczej bardzo odległe i nie za bardzo przekonujące relacje.

Za to podoba mi się postawiona przez autora diagnoza dotycząca tego, że łatwo jest kryzysu klimatycznego nie widzieć, bo choć o nim słyszymy to nie jesteśmy w stanie w niego uwierzyć i to jest nasza zbrodnia. Bardzo spodobała mi się także koncepcja o tym, że nie czujemy odpowiedzialności za nasz świat i brak nam akceptacji dla zmian, które zachodzą czy tego chcemy, czy nie. Przedstawione rozważania filozoficzne o człowieku jako jednostce i o człowieku jako elemencie większej grupy w kontekście ratowania planety, raczej nie były odkrywcze, ale intrygujące i zwracające naszą uwagę na globalny problem, z całą pewnością!

Autor sugeruje również, że gdy przychodzi do ekologii to wciąż podejmujemy decyzje emocjonalne, wygodne, które sprawiają, że mamy czyste sumienie, a niekoniecznie są metodami skutecznymi. Tymczasem powinniśmy już teraz robić to co słuszne i konieczne, nawet jeśli jest to dla nas kłopotliwe, sprawia trudności i dyskomfort. To chyba jest najmocniejszy przekaz tej książki - Klimat to my nie pozostawia złudzeń, że działać trzeba już teraz, a nasze decyzje powinny być konkretne i podyktowane faktami, nauką i rozsądkiem, a nie wygodą i emocjami.

Prowokacyjnie w tytule postu postawiłam pytanie o to czy małymi wyrzeczeniami można ocalić naszą planetę. Przez całą lekturę próbowałam znaleźć odpowiedź na to pytanie, które skądinąd stawia w niej sam autor i muszę przyznać uczciwie, że wciąż tego nie wiem. Z jednej strony pan Foer twierdzi, że kluczowa jest współpraca - jeżeli tysiące osób podejmie tę samą niewiele kosztującą nas decyzję to już odniesiemy sukces. Z tej perspektywy nawet najmniejsze zmiany w naszym życiu mają wielkie znaczenie, podobnie jak nasz głos w wyborach. Z drugiej strony autor daje nam do zrozumienia, że aby ocalić Ziemię potrzebujemy wykonywać teraz nie symboliczne gesty, a wielkie wyrzeczenia, bo tylko nasze poświęcenie może odnieść jakiekolwiek efekty.
Chyba wniosek z tego płynie taki, że czas robić wszystko co tylko jest możliwe. 

Klimat to my wciągnął mnie, poznałam ciekawego i bardzo obeznanego w temacie autora oraz całkiem interesujące spojrzenie na zagadnienie zmian klimatycznych i chociaż nie ze wszystkim się zgadzam, a wręcz w niektórych fragmentach mam zdanie zupełnie inne, to ta "konfrontacja" poglądów była bardzo wzbogacająca. Czytanie tej pozycji szło mi naprawdę szybko i było to dla mnie bardzo ciekawe spotkanie. Jednak jeśli ktoś by mnie zapytał, czy książka Jonathana Safrana Foera zasłużyła na te wszystkie ochy, achy i nagrody, to jestem mocno nieprzekonana. Przedstawione w tej pozycji informacje i rozważania, które są rozciągnięte na setkach stron dałoby się spokojnie zawrzeć na stu, a samą moc przekonywania autora oceniam niezbyt wysoko.

PS Autor bardzo mnie zaskoczył dosyć ciekawym i wcale niemałym wątkiem Polski! Tego się nie spodziewałam! 

Może w ramach inspiracji książką wspomożecie mnie pomysłami na wegańskie śniadania? ;) Znacie jakieś sprawdzone przepisy albo źródła? 


Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu Krytyka Polityczna oraz portalowi Sztukater.