Strony

sobota, 14 października 2017

„Kolonia karna. Sceny z życia małżeńskiego” Tomasz Jastrun

 
Tytuł: Kolonia karna. 
Sceny z życia małżeńskiego

Autor: Tomasz Jastrun
 
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 2015
Liczba stron: 368
Kategoria: Powieść, thriller?
Ocena: 5/10

Skusiła mnie, bo lubię żartobliwe, ironiczne książki o związkach czy miłości. Kolonia karna miała zapewnić mi świetną rozrywkę, coś w stylu Arystokratki Evena Brozka czy Małych zbrodni małżeńskich i Tektoniki uczuć E.E. Schmitta.

Okazało się jednak, że Kolonia karna to proza zabawna umiarkowanie. Zdecydowanie bliżej jej do... Ja wiem... Horroru małżeńskiego? Thrilleru rodzinnego? W książce poznajemy krwiożerczą, zazdrosną żonę heterę, straszne i męczące dzieci – potworki oraz regularnie dręczoną, ostatnią ostoję normalności w domu czyli męża. Otrzymujemy także wielką miłość, która przeszła w wielką niechęć (a może to już nienawiść?) i małżeństwo, które opiera się na tym „kto wygra”. Część żartów była zabawna, część tylko niesmaczna i męcząca. W książce padło wiele słów prawdziwych, ale jeszcze więcej ponurych stereotypów o związkach dwojga ludzi.

Byłem od czasu swojego wesela na licznych weselach, zbyt licznych.
Całe szczęście, że nie musiałem potem bywać na rozwodach.



Co jest najważniejsze, a jednocześnie najsmutniejsze – jak dla mnie Kolonia karna nie jest w żaden sposób odkrywcza, w wielu miejscach trąca sloganami i stereotypami, w dodatku wykorzystuje sporo uproszczeń. Zastanawiam się czy autor próbuje nas przekonać, że bohater żył w toksycznym związku czy też że każdy związek jest po prostu toksyczny z natury związków. Niestety wydaje mi się, że to druga opcja była w zamyśle autora co sprawia, że i tak dosyć pesymistyczna książka staje się jeszcze bardziej przygnębiająca. Choć odnotowałam fakt, że autor wywołał to, że zaczęłam na ten temat myśleć, co już samo w sobie jest akurat dużą zaletą.

Po przeczytaniu Kolonii karnej mój świat stał się na chwilę potwornie głupi, związki - idiotyczną rozrywką dla wariatów, a małżeństwo niczym innym jak obrzydliwą wojną pozycyjną. W tej książce ciągle było coś źle, permanentnie wszyscy byli nieszczęśliwi i nie widzieli/nie chcieli zobaczyć żadnego pozytywu.

Między Kainem a Ablem leży nóż, gdy między miłością
a nienawiścią jest ściana z bibułki, można ją przebić nawet czubkiem języka.

Doceniam dobry opis tej wojny pozycyjnej. Żona mężowi dłużna nie pozostawała i nawzajem. Było kilka zabawnych momentów i świetnie, że narracja została poprowadzona przez męża i przez żonę przez co możemy skonfrontować i jego, i jej opinie o jednym wydarzeniu. Może nie był to nowatorski pomysł, ale bardzo dobrze wykorzystany. Książka jest napisana z lekkością i elastycznością wprawnej w pisaniu ręki. Pod względem technicznym nie mam jej do zarzucenia absolutnie nic, to naprawdę zręcznie napisana lektura.

Zauważam pewne podobieństwa do rzeczywistości – a jakże. Jednak od podobieństw do stwierdzenia, że książka opisuje prawdę jest dosyć spora wyrwa. Owszem, książka bez wątpienia miała przedstawiać pewne przerysowanie i to jej się udało, ale chwilami osobiście miałam wrażenie dużej przesady. Wydaje mi się, że nie jest to dogłębna analiza związku czy instytucji małżeństwa, ale raczej analiza toksycznego związku, w którym obie strony dokładają drewna do tego pieca wzajemnej niechęci. Oczywiście można powiedzieć, że jestem niezamężna, więc nic nie wiem. Ale jednak znam wiele małżeństw po latach. W niektórych, rzeczy mają się jak w książce, zwłaszcza w tych, które chwilę później wnosiły pozew o rozwód. Pewnie każdy z nas zna z autopsji choć jedną sytuację z książki. Ale jedna czy dwie nie budują tego co zostało przedstawione w książce. Wydaje mi się, że nastąpiła tu generalizacja związana z wojną płci i domowymi zobowiązaniami oraz uogólnienie wynikające z przekonania, że wszystkim na pewno dzieje się źle, więc każdy znajdzie tu coś dla siebie. Odnoszę wrażenie, że stwierdzenie, że tak prezentuje się sytuacja w każdym małżeństwie jest mocno na wyrost. Przede wszystkim interpretacja wydarzeń przez bohaterów jest mi obca. Aczkolwiek podkreślam swój stan cywilny – panna, więc może po prostu brak mi wiedzy i doświadczenia.

Po lekturze zastanawia mnie tylko jedno – po co autor tę książkę popełnił. Bo skoro nie miało być zabawnie, a przygnębiająco, bo skoro nie miało być wesoło, a zdecydowanie przykro to na pewno celem nie była lekkość i przyjemność. Przestroga w dość ponurym stylu? Dramat porzuconego lub zdradzonego męża? Vendetta? Tego pozostaje mi się tylko domyślać. Została we mnie tylko jedna pozytywna myśl, że może autor umieścił po prostu w tej książce przestrogę dla przyszłych małżeństw, że o miłość i bliskość trzeba dbać nawet po ślubie, że zazwyczaj zaczyna się rajsko, ale skończyć może się piekielnie, a o tym czy dobrze się dobraliśmy czy nie trudno przekonać się od razu. I tego zamierzam się trzymać jeśli chodzi o wartościowy przekaz z lektury.

Podsumowując, z punktu widzenia literackiego nie mam książce nic do zarzucenia. Oprócz tego, że po lekturze pobiegłam do swojej drugiej połowy i przez tydzień nieprzerwanie korzystałam z jego ramion, bo inaczej przygniótłby mnie ciężar tego zniechęcającego przekazu. Obiektywna ocena wynosiłaby 7/10. Niestety, nie jestem obiektywna, więc 5/10.